„Zatrzymamy się u ciebie na dłużej, bo nie możemy sobie pozwolić na wynajem własnego mieszkania!” – …

Zatrzymamy się u Ciebie na jakiś czas, bo nie stać nas na własne mieszkanie! powiedziała mi moja koleżanka.

Jestem naprawdę aktywną kobietą. Mimo że mam już 65 lat, wciąż daję radę jeździć po kraju i poznawać ciekawych ludzi. Z uśmiechem i nutą nostalgia wspominam młodość, kiedy można było spędzać wakacje, gdzie tylko się chciało. Mogłam pojechać nad Bałtyk, rozbić namiot w Bieszczadach, wyruszyć na rejs po Wiśle. A wszystko to za kilkadziesiąt złotych.

Teraz to już przeszłość.

Zawsze lubiłam poznawać ludzi na plaży w Sopot, w Teatrze Narodowym w Warszawie. Z niektórymi przyjaźnie trwały latami.

Pewnego lata spotkałam Grażynę. Mieszkałyśmy razem w małym pensjonacie w Kaszubach. Po kilku dniach rozstałyśmy się jako przyjaciółki. Co jakiś czas pisałyśmy listy i kartki świąteczne. Aż pewnego dnia dostałam nieoznaczony telegram: O trzeciej nad ranem przyjeżdża pociąg. Czekaj na mnie na dworcu!.

Nie miałam pojęcia, kto mógł go wysłać. Oczywiście nie wyjechaliśmy nigdzie z mężem. Jednak o czwartej rano ktoś zapukał w drzwi. Otworzyłam i zaniemówiłam. Na progu stała Grażyna, dwie nastoletnie dziewczyny Zuzanna i Kaja, starsza babcia i mąż o imieniu Janek. Z tą stertą bagaży wpadliśmy w mały szok. Ja i mój mąż, Piotr, patrzyliśmy, jak wprowadzają się do naszego mieszkania. Grażyna zapytała:

Dlaczego nie wyjechałaś po nas? Przecież wysłałam telegram! A tak przy okazji, taksówka kosztuje 25 zł!

Przepraszam, nie wiedziałam, kto to był odparłam.

Miałam Twój adres. Oto jestem.

Myślałam, że będziemy się tylko listować

Potem Grażyna opowiedziała, że jedna z dziewczyn właśnie skończyła liceum i idzie na studia. Reszta rodziny przyjechała, żeby ją wesprzeć.

Będziemy mieszkać u Ciebie! Nie stać nas na wynajem, a Wy macie mieszkanie blisko centrum! krzyknęła.

Byłam w szoku. Nie byliśmy nawet spokrewnieni, a nagle mieliśmy ich podtrzymywać, gotować trzy razy dziennie. Przynosili trochę jedzenia, ale nic nie gotowali. Musiałam wszystko ogarniać.

Po trzech dniach nie wytrzymałam i poprosiłam Grażynę i jej krewnych, żeby się wyprowadzili. Nie obchodziło mnie, dokąd pójdą. Wybuchł cały skandal. Grażyna zaczęła rozbijać talerze i krzyczeć jak szalona.

Byłam po prostu zdruzgotana. Wyszli, ale zanim zniknęli, zdołali wykradać mój szlafrok, kilka ręczników, a nawet duży garnek z kapustą. Nie mam pojęcia, jak mogli go zabrać, bo nagle po prostu zniknął!

Tak skończyła się nasza przyjaźń. Dzięki Bogu! Od tamtej pory nie słyszałam o niej ani nie widziałam. Teraz jestem o wiele bardziej ostrożna, kiedy spotykam nowych ludzi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 4 =

„Zatrzymamy się u ciebie na dłużej, bo nie możemy sobie pozwolić na wynajem własnego mieszkania!” – …