Mam 29 lat i przed ślubem mieszkałam sama w swoim mieszkaniu, które odziedziczyłam po babci. Z Łukaszem poznaliśmy się trzy lata temu i od roku mieszkamy razem u mnie, niedawno zdecydowaliśmy się na ślub. Jednak jego rodzice są przeciwni naszemu małżeństwu, bo nie chcę takiej synowej jak ja, chociaż mam swoje mieszkanie i dobrze zarabiam. Wszystko przez to, że nie lubię gotować, a w konsekwencji nie robię tego dobrze. Gdybym musiała, nauczyłabym się, ale mam taki przywilej, że nie muszę tego robić. Jeszcze kiedy mieszkałam sama i zarabiałam wystarczająco dużo, zatrudniałam gosposię, która nie tylko sprzątała mieszkanie, ale też doskonale gotowała. Teraz znowu zdecydowaliśmy się ją zatrudnić.
Moja mama na początku również była bardzo niezadowolona, ale z czasem się przyzwyczaiła i zrozumiała, że dzięki temu mam zawsze porządek w mieszkaniu, czego w moim dzieciństwie nigdy nie było, a do tego, że mam wolne weekendy, bo zamiast spędzać je na praniu, prasowaniu i sprzątaniu mogę odpocząć. Przyszła teściowa jednak myśli inaczej. Uważa, że powinnam sama wykonywać obowiązki domowe i czekać z kolacją na powrót męża z pracy, tak jak ona to robi, a całe weekendy spędzać przy garach albo ze ścierką. Różnica między nami polega na tym, że mogę sobie pozwolić na to, by nie zajmować się tym sama, ale zatrudnić kogoś, kto robi to lepiej ode mnie.
Teściowa zniszczyła życie swojej córce, a teraz jątrzy między mną a mężem
Ojciec Łukasza uważa, że zatrudnianie „służby” jest nieprzyzwoite. Wielokrotnie tłumaczyłam mu, że to nie jest służba, bo to nie te czasy, ale że to po prostu osoba, która przychodzi do mnie do pracy, tak jak ja chodzę do swojej, i każdy zarabia tam, gdzie mu najlepiej idzie. Czas, który spędziłabym na zajmowaniu się domem, mogę przeznaczyć na pracę lub hobby. Czy naprawdę to nie lepiej, żeby ich syn wracał do czystego mieszkania, jadł smaczne jedzenie i mógł ze mną wspólnie odpoczywać zamiast oglądać mnie ciąglej zmęczonej i zajętej domowymi obowiązkami? A może lepiej, gdybyśmy się kłócili o nie wyniesione śmieci i ustalalenia, czyja dziś kolej na zmywanie naczyń?
Nie, oni przyzwyczaili się żyć według standardów jak wszyscy, i narzucają to wszystkim wokół, w tym mnie. Ale jeśli teściowej podoba się udawanie troskliwej żony i gospodyni, nie przeszkadzam jej w tym, więc dlaczego ja mam robić to, co ona uważa za słuszne? Nie musi się bać, że jeśli nie będę mogła dłużej opłacać usług pomocy domowej, to jej syn zostanie głodny i zaniedbany. Wtedy zrobię wszystko sama, ale póki mogę, będę z tego korzystać niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie. Co więcej, jeśli będę miała dziecko, to na pewno będzie miało nianię.



