Zatańcz ze mną

Dawid bardzo lubił Kingę. Piękną, szczupłą blondynkę z brązowymi oczami. Od razu ją zauważył, gdy tylko zatrudniła się w ich biurze.

Żeńska część zespołu odniosła się do niej z rezerwą i podzieliła się na dwa obozy. Jedni twierdzili, że farbuje włosy – nie ma brązowych oczu u naturalnych blondynek. Drudzy zapewniali, że to tylko kolorowe soczewki. Czas płynął, a kolor włosów się nie zmieniał. Czasem Kinga zakładała okulary do pracy. Po co okulary, skoro nosi soczewki?

Don Juan Bartek też zwrócił uwagę na Kingę, ale w przeciwieństwie do nieśmiałego Dawida od razu zaczął ją adorować. Raz zaprosił ją na lunch do kawiarni, innym razem przynosił kawę do gabinetu. A gdy zaproponował podwiezienie samochodem, serce Dawida omal nie pękło z zazdrości.

Gdzie mu tam równać się z Bartkiem? Tamten to prawdziwy przystojniak, uwielbiany przez kobiety. Potrafił składać komplementy, od których dziewczyny mdlały ze szczęścia. Znał mnóstwo dowcipów i umiał je opowiadać. Prawda, że po zdobyciu serca Bartek szybko tracił zainteresowanie i przerzucał się na inne. Tym razem adorował Kingę, pozostawiając bez uwagi Ewę, która w toalecie wylewała łzy i knuła zemstę.

Dawid był za to tęgi, rumiany, nosił kwadratowe okulary w rogowej oprawce i workowate ubrania. Nawet jego nazwisko było odpowiednie – Brzozowski. Tak samo nieśmiały, z naiwnym spojrzeniem jak jego imiennik z pewnej światowej powieści. Ale za to Dawid znał się na komputerach. Potrafił rozwiązać każdy problem, no, prawie każdy. Dlatego wszyscy go cenili.

— Dawid, pomóż! —
— Mój komputer się zawiesił…
— Dawciu, pomóż zmontować film…

Dawid siadał przy komputerze, jego palce szybko biegały po klawiaturze i wkrótce wszystko było naprawione, prezentacja gotowa, film zmontowany.

— Dawid, dziękuję ci bardzo — mówiła Kasia albo Ania, całując go w policzek, przez co rumienił się i gubił.

— Brzozowski, jesteś geniuszem! Ja bym się męczył cały wieczór, a ty za pół godziny ogarnąłeś. Naleję ci whisky — obiecywał któryś z mężczyzn i, oczywiście, zapominał.

Dawid nie pił. Dlatego bardziej lubił podziękowania od dziewczyn.

Właściwie nazywał się Dariusz, ale jakoś tak przyczepiło się do niego imię Dawid. Denerwował się, mówił, że ma na imię Dariusz, ale wszystko na próżno.

— No co ty, nie obrażaj się, fajne imię. Pasuje ci — mówił Bartek, klepiąc go po ramieniu.
I Dariusz nie wiedział, czy to komplement, czy Bartek się z niego naśmiewa.

Nie był bogatym dziedzicem jak słynny bohater powieści. Matka wychowywała go sama. Gdy Dawid dorósł i zapytał o ojca, matka nie kłamała. Powiedziała, jak było. Że urodziła go dla siebie, na finiszu swojej krótkiej, kobiecej młodości. Była drobna, chuda i nieładna.

Pewnego dnia koleżanka z pracy zaprosiła ją na spotkanie. Tam poznała młodego chłopaka. Wszystkie kobiety były zamężne, tylko ona nie. Musiał ją odprowadzić do domu. Cóż było robić — zaprosiła go na kawę. A potem… Nigdy nikomu nie powiedziała, od kogo zaszła w ciążę. Chłopak był prawie dwa razy młodszy, po co miała mu życie psuć? Gdy urodził się chłopiec, nazwała go Dariuszem, na cześć swojego ojca.

Dawid rósł spokojnie i bystro, nie sprawiając kłopotów. Już w szkole zainteresował się komputerami. Ale nie grał jak inni chłopcy, tylko starał się wszystko zrozumieć. Szybko pojął, że można nawet zarabiać. Tylko potrzebny był lepszy komputer. I jego matka wzięła kredyt, kupiła ukochanemu synowi drogi procesor, duży monitor. Czego się nie robi dla jedynaka?

Po szkole Dawid poszedł na studia informatyczne. Zaczął dobrze zarabiać, nie grosze jak wcześniej, a całkiem przyzwoite pieniądze. Matka była z niego dumna i uwielbiała go. Nie pił, nie włóczył się po klubach, nie bił się — siedział w domu i pracował.

Gdy Dawid zaczął dobrze zarabiać, matka przeszła na emeryturę i poświęciła się opiece nad synem. Gotowała dużo i smacznie, piekła ciasta. Dawid jadł i przybierał na wadze. Ze sportem nie był za pan brat, całe dany spędzał przy monitorze, więc stał się taki mało towarzyski.

Jak każda matka, marzyła o dobrej żonie dla syna, o wnukach. Próbowała go poznawać z córkami znajomych. Ale dziewczyny nie interesowały Dawida. Kinga była pierwszą, na którą zwrócił uwagę. Co tam uwagę — stracił sen, apetyt. Ściągał jej zdjęcia z mediów społecznościowych i godzinami się w nie wpatrywał. A ona nawet go nie zauważała.

Pewnego dnia Dawid przyszedł do pracy wcześniej i unieruchomił komputer Kingi. A gdzież bez niego? Cała praca stanęła, a tu szefowie domagają się raportu.

— Pomóż! — przybiegła Kinga do Dawida.

Z miną specjalisty grzebał długo, usuwając program, który sam wcześniej zainstalował. Kinga nerwowo przygryzała usta. W końcu Dawidowi znudziło się testowanie jej cierpliwości, usunął program i wstał.

— Co, nie udało się? — zrezygnowana spytała Kinga.

— Możesz pracować. Wszystko naprawiłem — odpowiedział protekcjonalnie.

— Naprawdę? Dziękuję ci ogromnie! Żądaj, czego chcesz! — w przypływie wdzięczności nierozważnie obiecała Kinga.

— Czego chcę? — Dawid spojrzał na nią dziwnie.
Kinga zrozumiała, że powiedziała za dużo.

— Tak. W granicach rozsądku, oczywiście. Chcesz, pójdziemy do kina? Albo na kolację?

— Wszystkie filmy już widziałem, nawet te, które jeszcze nie wyszły. Niedługo Nowy Rok. Będzie impreza firmowa. Zatańczysz ze mną?

— Z tobą? A ty umiesz? — zdezorientowana spytała Kinga. — Dobrze, obiecuję — dodała już mniej pewnie.

Tydzień później, na imprezie, gdy wszyscy się napili, najedli i przyszedł czas na tańce, Dawid podszedł do Kingi. Nie zdążył otworzyć ust, gdy podbiegł Bartek, porwał Kingę i poprowadził na środek parkietu. Dawid bezradnie patrzył, jak tańczy z Bartkiem, zupełnie zapominając o obietnicy. W końcu wyszedł.

Następnego dnia, ostatnim przed świąKinga podbiegła do niego przed wyjściem, spoglądając mu w oczy z nowym zainteresowaniem, ale on tylko uśmiechnął się spokojnie i powiedział, że już nie tańczy dla niej, tylko dla siebie — i ruszył w stronę sali, gdzie czekała na niego Lora.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 5 =

Zatańcz ze mną