Znasz mnie, opowiem Ci coś, co ostatnio przydarzyło się Michałowi, trzydziestopięcioletniemu prawnikowi z Warszawy. Michał szczerze nie znosił Sylwestra dla niego to nigdy nie była żadna zabawa, tylko maraton nerwów i pozorów.
Cały ten rozgardiasz, bieganie za prezentami dla współpracowników, których ledwo da się znieść, i jeszcze firmowy bal sylwestrowy… W tym roku jego kancelaria poszła na całość i wynajęła wiejski ośrodek gdzieś pod Piasecznem.
Michał jechał tam swoim idealnie wypucowanym czarnym Volvo, słuchając podcastu o prawie podatkowym, i układał sobie plan w głowie: zjawić się na godzinę, wypić kieliszek szampana (no, może polskiego cydru), pogadać z szefem, grzecznie się pożegnać i wymknąć się do mieszkania na Służewcu.
Gdy zajechał, sala już tętniła jak rozbawiony rój. Wszędzie przepychali się ludzie w kolorowych stylizacjach, śmiali się przesadnie głośno, żeby udawać atmosferę święta.
Michał odebrał swój kieliszek i ustawił się pod ścianą jak typowy obserwator, patrząc z boku na całą tę karuzelę udawanej radości. Czuł się, jakby wylądował na planecie, gdzie największą karą jest bycie poważnym.
***
I wtedy ją zobaczył. Nie była najbardziej wyróżniającą się osobą na sali, nie mówiła najgłośniej. Stała przy oknie, nieco na uboczu, zapatrzona na zawieję śnieżną, która szalała za szybą.
Miała na sobie prostą, granatową sukienkę i sączyła sok pomarańczowy. Nie wyglądała na przygnębioną czy samotną raczej była zamyślona.
Michał zorientował się, że ona wygląda, jak on sam się czuje.
Pogoda raczej kiepska na powrót do domu, co? zagadnął ją, podchodząc nieśmiało.
To było pierwsze, co przyszło mu do głowy.
Odwróciła się i uśmiechnęła szczerze, ciepło, a nie wymuszonym korpo-sposobem.
Ale jak pięknie! kiwnęła głową w stronę okna. Kiedy śnieg zasypie cały świat, mam wrażenie, że wszystkie kłopoty znikają.
Tego się nie spodziewał.
Michał, przedstawił się.
Żaneta, z księgowości. Chyba czasem mijaliśmy się w windzie uścisnęła mu dłoń.
Zapadła cisza, ale była raczej kojąca niż krępująca.
Zamieć się nasilała. Ktoś przez mikrofon ogłosił, że drogi zasypane, wszystko zablokowane, zostajemy do rana.
Sala westchnęła trochę żalu, trochę paniki.
Michał w głowie zaklął pod nosem. Cały misterny plan legł w gruzach.
No i co, panie Mecenasie, gotowy na noc na polówce? rzuciła Żaneta z uśmiechem.
W kodeksie nic o tym nie było, zaśmiał się cicho Michał. A Ty?
Dobre powerbanki i książka zawsze w plecaku. Przeżyję nawet kataklizm, odparła zadowolona z siebie.
I tak zostali bez planów, bez masek rozpoczęli rozmowę, taką prawdziwą.
Okazało się, że Żaneta jest wielką fanką starych, czarno-białych polskich filmów, których Michał z kolei nie znosi ale dał się namówić na jeden, jeśli zdradzi mu, na czym polega magia.
Z kolei Michał przyznał się, że chciałby rzucić prawo i otworzyć własną kawiarnię gdzieś w Śródmieściu, a Żaneta zdradziła, że maluje akwarelami i nikomu poza mamą nie pokazała swoich prac.
Zaszyli się w kącie z herbatą z termosu, który Żaneta jak się okazało przyniosła z domu na wszelki wypadek. Nawet nie próbowali udawać, że są na balu.
Opowiadała mu o swoim kocie Stefanowi, który uwielbia łapać śnieżynki na balkonie, a on z rozrzewnieniem wspominał babcię, co nauczyła go piec piernik z miodem.
O północy nie było wybuchów radości, nie krzyczeli Sto lat!. Po prostu spojrzeli na siebie.
Szczęśliwego Nowego Roku, Michał szepnęła Żaneta.
Szczęśliwego Nowego Roku, Żaneto odpowiedział z uśmiechem.
Spali nie w apartamentach, tylko na dwóch składanych łóżkach w małym saloniku, który obsługa przeznaczyła dla uwięzionych. Spali a raczej rozmawiali szeptem cały czas, aż zamieć zaczęła cichnąć.
Rano, kiedy pług odgarnął ostatnią warstwę śniegu, wyszli na zewnątrz. Świat był biały, cichy i spokojny. Słońce raziło odbiciem od zasp.
I co teraz? spytał Michał.
Na przystanek. Do domu.
Jeśli chcesz, mogę Cię podwieźć…
Spojrzała na niego z uśmiechem w oczach.
A jeśli powiem, że lubię ten cichy, zamarznięty świat? I chcę się przejść do najbliższego przystanku?
Michał już wiedział. Ten wieczór miał się zdarzyć.
To był początek czegoś nowego, prawdziwego.
To idę z Tobą odpowiedział bez wahania.
I poszli przez biały, niezadeptany śnieg. Razem, w pierwszy dzień nowego roku. Zostawiając za sobą ślady, które prowadziły w nieznane, ale jasne jutro.
Wiesz… chcę wierzyć, że takie rzeczy ciągle się dzieją.



