Zasłużona radość

Zasłużone szczęście

Weronika wróciła z pracy, przebrała się i wypiła herbatę. Na obiad było jeszcze za wcześnie, zdąży. Krzysztof miał wrócić za jakieś dwie godziny. Wzięła książkę, położyła się na kanapie i z rozkoszą wyprostowała nogi. Cały dzień stała na obcasach.

Weronika pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Wyglądała schludnie, miała staranną fryzurę. Nosiła eleganckie garnitury i skromne sukienki – taki był szkolny dress code. Codziennie spotykała się z rodzicami uczniów, a ci bywali różni, o różnym statusie materialnym. Starała się nie wyróżniać ani wśród tych biedniejszych, ani nie blaknąć przy tych zamożniejszych. Nauczyła się mówić wyraźnie i spokojnie, nie podnosząc głosu. Dzieci i rodzice ją szanowali.

Po kilku stronach oczy Weroniki zaczęły się kleić. Zamknęła je i niezauważalnie zasnęła. Obudził ją dźwięk książki upadającej na podłogę. Weronika usiadła i przetarła oczy. Schyliła się, żeby podnieść książkę, gdy w drzwi zadzwoniono. Krzysztof miał klucz, a poza tym było jeszcze za wcześnie. Dzwonek powtarzał się, nieśmiały, krótki.

W przedpokoju Weronika spojrzała w lustro, poprawiła zmiętą fryzurę i otworzyła drzwi.

Na progu stał Tomasz, przyjaciel i kolega Krzysztofa.

— Witaj, Weroniko.

— Witaj, Tomku. Krzysztof jeszcze nie wrócił z pracy — powiedziała.

— Wiem. Właściwie… to do ciebie przyszedłem. — Tomasz przestępował z nogi na nogę.

— Wejdź. — Weronika cofnęła się, wpuszczając go do środka.

Zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku, szalik wsunął do rękawa. Potem zrzucił buty. Weronika patrzyła na niego, myśląc, co mogło go do niej sprowadzić. Czy coś się stało Krzysztofowi?

Tomasz poprawił marynarkę i spojrzał na Weronikę, czekając na zaproszenie do pokoju.

— Chodź do kuchni — powiedziała.

Jak wiadomo, najlepsze rozmowy toczą się właśnie w kuchni.

Tomasz poszedł przodem i usiadł przy stole. Weronika podeszła do kuchenki, zapaliła palnik pod czajnikiem. Ten natychmiast zaczął szumieć.

— Herbata czy kawa? — zapytała, odwracając się do Tomasza.

— Od herbaty nie odmówię — odparł.

Weronika wyjęła z szafki filiżankę. Paterka z cukierkami i ciasteczkami już stała na stole. Czajnik, który jeszcze przed chwilą był letni, zaraz zagotował się, oznajmiając to głośnym gwizdem.

Nalała herbaty i przysunęła do Tomasza cukierki. Usiadła naprzeciwko.

— Nie napijesz się ze mną? — zapytał Tomasz, wyraźnie czując się nie na miejscu.

— Nie przyszedłeś tu bez powodu. Coś się stało? Z Krzysztofem? — zamiast odpowiedzi, zapytała Weronika.

— Twój Krzysztof żyje i ma się dobrze. — Tomasz spuścił wzrok, udając, że wybiera cukierek.

— Mów — niecierpliwie poprosiła.

— Dawno chciałem ci powiedzieć… — Tomasz wziął cukierek i zaczął przyglądać się opakowaniu. — Jesteś kobietą atrakcyjną, mądrą, gospodarną… — zaczął, rozwijając cukierek. — Nie chciałem wtrącać się w wasze małżeństwo. Ale muszę ci otworzyć oczy na Krzysztofa. — Włożył cukierek do ust i zaczął żuć.

— No i? Mam cię zmuszać? — Weronika traciła cierpliwość.

— W sumie, nieprzyjemnie mi to mówić… — Tomasz głośno wypił łyk herbaty.

— Mów — nacisnęła Weronika.

— Krzysztof ma kochankę — wyrzucił z siebie Tomasz i zakrztusił się cukierkiem.

Weronika poderwała się, przechyliła przez stół i poklepała go po plecach. Potem usiadła i roześmiała się.

— Nie zrozumiałaś, co powiedziałem? Nie wierzysz? Czy już wiedziałaś? — zapytał zmartwiony Tomasz.

— Uff, a ja myślałam, że stało się coś strasznego — powiedziała, wciąż się śmiejąc.

Teraz kolej na Tomasza była zdziwić się.

— No i co? Krzysztof to przystojny facet, w samym rozkwicie — odparła Weronika. — A tobie co do tego? Przecież jesteście przyjaciółmi, a przyjaciele nie zdradzają. Sam ile razy chodziłeś na bok? — Weronika patrzyła na niego zimno.

— Sam rodzinę rozpuściłeś, a teraz przyszedłeś moją niszczyć? — oburzyła się i nawet wstała od stołu.

— Przyszedłem cię ostrzec. Robisz dla niego wszystko. Gotujesz, pierzesz, pieczesz ciasta. Samą ciebie lepszej nie znajdzie. A on cię nie docenia — wybełkotał Tomasz, czerwieniąc się, czy to ze wstydu, czy od gorącej herbaty.

— Napiłeś się? To teraz idź. Krzysztof zaraz wróci — powiedziała ostro.

— Pójdę, ale pomyśl o moich słowach. Dobrze się zastanów. Ostrzeżona znaczy…

— Idź już, dobroczyńco — pośpieszyła go Weronika.

Tomasz szybko wycofał się do przedpokoju. Zakręcił głową, szukając łyżki do butów. Nie znalazłszy jej, z wysiłkiem schylił się i zaczął wkładać buty. Weronika stała, skrzyżowawszy ręce na piersi i opierając się ramieniem o framugę. Patrzyła zimno i niecierpliwie.

Tomasz w końcu włożył buty, zerwał płaszcz z wieszaka i podszedł do drzwi. Długo majstrował przy zamku, w końcu otworzył i wyszedł na klatkę. Za nim po podłodze wlókł się szalik, który wysunął się z rękawa płaszcza. Odwrócił się, chciał coś powiedzieć, ale Weronika zatrzasnęła przed nim drzwi.

Wróciła do kuchni, postawiła niedopitą herbatę w zlewie i ciężko opadła na krzesło.

Z Krzysztofem poznali się w teatrze dramatycznym. W przerwie w bufecie ustawiła się kolejka. Weronika z koleżanką stanęły na samym końcu.

— Okropnie chce mi się pić. Myślisz, że zdążymy? — zdenerwowała się koleżanka.

— Stój tu — powiedziała Weronika i poszła na początek kolejki.

Przed samym bufetem zobaczyła dwóch chłopaków. Podeszła i cicho poprosiła, by kupili jej butelkę wody.

Jeden z nich skinął głowąWeronika spojrzała w oczy Krzysztofa, złapała go za dłoń i uśmiechnęła się, wiedząc, że ich miłość przetrwała burzę i że prawdziwe szczęście nie jest tylko marzeniem, ale codziennym wyborem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + siedemnaście =

Zasłużona radość