Zasłużona radość

Zasłużone szczęście

Justyna wróciła z pracy, przebrała się i wypiła herbatę. Obiad jeszcze mogła spokojnie przygotować – Wojciech miał wrócić za jakieś dwie godziny. Wzięła książkę, położyła się na kanapie i z rozkoszą wyprostowała nogi. Cały dzień spędziła na obcasach.

Pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Zawsze elegancka, z krótką, schludną fryzurą. Nosząca stonowane garsonki i skromne sukienki – taki był szkolny dress code. Codziennie spotykała się z rodzicami uczniów, którzy pochodzili z różnych środowisk. Starała się nie wyróżniać wśród tych mniej zamożnych i nie ginąć w tłumie tych bardziej przedsiębiorczych. Przez lata pracy nauczyła się mówić wyraźnie i spokojnie, bez podnoszenia głosu. Dzieci i rodzice ją szanowali.

Po kilku stronach Justynie zaczęły się kleić oczy. Zamknęła je i niespostrzeżenie zasnęła. Obudził ją odgłos książki upadającej na podłogę. Usiadła, przetarła oczy. Pochyliła się, by ją podnieść, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Wojciech miał swój klucz, a poza tym było jeszcze za wcześnie na jego powrót. Dzwonek powtórzył się – krótki, nieśmiały.

W przedpokoju Justyna spojrzała w lustro, poprawiła zmiętą fryzurę i otworzyła drzwi.

Na progu stał Tadeusz, przyjaciel i kolega Wojciecha.

– Cześć, Justyna.

– Cześć, Tadku. Wojtek jeszcze nie wrócił z pracy – powiedziała.

– Wiem. Właściwie to przyszedłem do ciebie. – Tadeusz przestępował z nogi na nogę.

– Wejdź. – Justyna cofnęła się, wpuszczając go do środka.

Zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku, szalik wsunął w rękaw. Potem zrzucił buty. Justyna patrzyła na niego, zastanawiając się, co go do niej sprowadza. Czy coś się stało Wojciechowi?

Tadeusz poprawił marynarkę i spojrzał na Justynę, czekając na zaproszenie do pokoju.

– Chodź do kuchni – powiedziała.

Jak wiadomo, najlepsze rozmowy toczą się przy kuchennym stole.

Tadeusz wszedł pierwszy i usiadł. Justyna podeszła do kuchenki, włączyła palnik pod czajnikiem, który natychmiast zaczął terkotać.

– Herbata czy kawa? – spytała, odwracając się do gościa.

– Herbata będzie w sam raz – odparł.

Justyna wyjęła z szafki filiżankę. Wazonik z ciasteczkami i cukierkami już stał na stole. Czajnik, jeszcze ciepły, szybko zagotował się, oznajmiając to głośnym gwizdem.

Nalała herbatę i przysunęła do Tadeusza wazonik. Usiadła naprzeciwko.

– Nie napijesz się ze mną? – spytał Tadeusz, wyraźnie czując się niezręcznie.

– Nie przyszedłeś tak po prostu. Coś się stało? Z Wojtkiem? – zignorowała pytanie.

– Twój Wojtek żyje i ma się dobrze – Tadeusz spuścił wzrok, udając, że wybiera cukierka.

– Mów wreszcie – ponagliła go Justyna.

– Od dawna chciałem ci powiedzieć… – Tadeusz wziął cukierka i zaczął obracać w palcach papierek. – Jesteś atrakcyjną, mądrą kobietą, wzorową gospodynią… – zaczął, rozwijając cukierka. – Nie chciałem się wtrącać w wasze życie, ale muszę ci otworzyć oczy na Wojtka. – Włożył cukierka do ust i zaczął żuć.

– No i co? Mam cię prosić, żebyś wreszcie się odezwał? – Justyna traciła cierpliwość.

– Wiesz, niełatwo mi to mówić… – Tadeusz głośno popił herbatę.

– Mów – nacisnęła.

– Wojtek ma kochankę – wyrzucił z siebie i zakrztusił się cukierkiem.

Justyna uniosła się, sięgnęła przez stół i klepnęła go po plecach. Potem usiadła i parsknęła śmiechem.

– Nie zrozumiałaś, co powiedziałem? Nie wierzysz? A może już wiedziałaś? – zmartwił się Tadeusz.

– Oj, a ja już myślałam, że stało się coś strasznego – powiedziała, wciąż się śmiejąc.

Teraz Tadeusz był tym zaskoczony.

– No i co z tego? Wojtek to przystojny facet, w samym rozkwicie – westchnęła Justyna. – A tobie co do tego? Przecież niby jesteście przyjaciółmi, a przyjaciele się nie zdradzają. Sam ile razy chodziłeś na boki? – spojrzała na niego chłodno.

– Sam swoje małżeństwo rozwiódłeś, to teraz przyszedłeś moje psuć? – zirytowała się, aż wstała od stołu.

– Chciałem tylko, żebyś wiedziała. Wszystko dla niego robisz. Gotujesz, pierzesz, ciasta pieczesz. Samą ciebie lepszej nie znajdzie. A on cię nie docenia – wydukał Tadeusz, czerwieniąc się, czy to ze wstydu, czy od gorącej herbaty.

– Napiłeś się? To teraz idź. Wojtek zaraz wróci – powiedziała ostro.

– Pójdę, ale pomyśl o tym, co powiedziałem. Dobrze się zastanów. Ostrzegałem…

– Idź już, dobrodzieju – przynagliła go Justyna.

Tadeusz szybko wycofał się do przedpokoju. Rozejrzał się za łyżką do butów, a gdy jej nie znalazł, z wysiłkiem schylił się, by włożyć buty. Justyna stała, skrzyżowawszy ręce na piersi i opierając się o framugę. Patrzyła zimno i niecierpliwie.

W końcu Tadeusz jakoś się obuł, zdjął płaszcz z wieszaka i podszedł do drzwi. Długo majstrował przy zamku, aż w końcu je otworzył i wyszedł na klatkę. Za nim wlókł się szalik, który wypadł z rękawa. Obrócił się, chciał coś powiedzieć, ale Justyna zatrzasnęła drzwi przed jego nosem.

Wróciła do kuchni, postawiła niedopitą filiżankę w zlewie i ciężko opadła na krzesło.

Poznali się z Wojtkiem w teatrze. W przerwie w bufecie ustawiła się kolejka. Justyna z koleżanką stanęły na końcu.

– Okropnie chce mi się pić. Myślisz, że zdążymy? – martwiła się koleżanka.

– Zaczekaj tu – powiedziała Justyna i podeszła na początek kolejki.

Tuż przy ladzie zobaczyła dwóch chłopaków. Podeszła i cicho poprosiła, by kupili jej butelkę wody.

Jeden z nich skinął głową. Zamówił wodę u bufetowej i podał Justynie, odmawiając przyjęcia od niej pieniędzy. Podziękowała i wróciła do koleżanki. Dziewczyny stały pod ścianąJustyna spojrzała przez okno na zachodzące słońce, uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że nawet burze przemijają, a ich miłość przetrwała już tyle lat – i przetrwa jeszcze wiele.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × dwa =

Zasłużona radość