Żarcik
Przed niewielką estradą tańczyli goście, a na czele całego korowodu kroczył sam jubilat – sześćdziesięciopięcioletni szef Wojciecha. „Boże, jaki mężczyzna…” – nierówno wtórowały kobiece głosy solistce niewielkiego zespołu.
Halina z mężem, zmęczeni zabawą, winem i obfitym jedzeniem, pozostali przy zadeptanym stole. Na jego drugim końcu dwóch kolegów żywo o czymś dyskutowało, a trzeci drzemał, oparłszy głowę na złożonych dłoniach.
Halina przysunęła się do Wojciecha i szepnęła mu prosto do ucha:
– Może pójdziemy do domu? Wszyscy pijani, nikt nie zauważy naszej ucieczki. Od hałuGłos jej złamał się, gdy dodała: „Już nie wiem, czy kiedykolwiek znów będę ci ufać”.



