Dzisiaj znów nie mogę zasnąć, myśląc o tym, jak potoczyły się losy mojego syna i jego byłej żony. Ta cała sytuacja z Elżbietą po rozwodzie – nie potrafię tego zaakceptować. Dla mnie to czysta lekkomyślność.
Mój syn, Tomek, zostawił Elę z małą Zosią. Owszem, nie usprawiedliwiam go, ale serce matki zawsze będzie po jego stronie. Szybko ożenił się powtórnie – z Martą, swoją pierwszą miłością z czasów studiów. Wtedy, gdy służył w wojsku, ona wyszła za jego kolegę. A teraz, po latach, znów się zeszli – przypadkiem w Galerii Krakowskiej. No i się zaczęło. Mają już nawet wspólnego synka, Marcina. U niego wszystko jakby się ułożyło.
Elę poznał po wojsku – pracowali razem w Warszawie. Szybko się pobrali, urodziła się Zosia. Wydawało się, że to trwały związek, ale stare uczucia wzięły górę.
Rozwód przeszedł gładko, bez awantur. Tomek wyprowadził się, zostawiając Eli mieszkanie, meble – wszystko. Zabrał tylko swoje rzeczy. Ela zachowała się godnie – nie utrudniała ani jemu, ani mnie kontaktów z Zosią.
Ale to, co robi teraz… To już przekracza granice rozsądku – wzdycham ciężko.
Sąsiadki od razu zaczęły dopytywać:
— Co, pije? Wariuje? Facetów ciągnie do domu?
— Nie – krzywię się. — Nie pije i nie wydaje mi się typem, który szuka kolejnego męża. Ale zachowuje się tak, jakby w jej życiu było idealnie! Wciąż uśmiechnięta, ciągle gdzieś jeździ – na działkę, w góry, na grilla, przyjmuje gości. Jakby to nie ona została samotną matką po rozwodzie, tylko on!
Zabiera Zosię wszędzie. Mówi, że świeże powietrze jest zdrowe, że dziecko potrzebuje towarzystwa, że jej przyjaciółki też mają dzieci. Ale mnie to nie przekonuje:
— Kto wie, kto tam jeszcze bywa na tych grillach? Jacyś obcy faceci? Rozwódki? Alkohol? Papierosy? Dziecko to widzi, słyszy. Co to za wychowanie?
Jestem pewna, że u mnie byłoby lepiej:
— Dostałaby domowy rosół, chodziłaby do teatru. A nie krążyła po tych imprezach.
Próbowałam namówić Tomka, żeby porozmawiał z byłą żoną:
— Powiedz jej, żeby wprowadziła jakieś zasady. Zosia to też twoja córka. Masz nową rodzinę – dobrze. Ale dziecko nie powinno dorastać w takim chaosie.
On tylko wzruszył ramionami:
— Mamo, nie mam prawa się wtrącać. To ja zniszczyłem tę rodzinę. Ona wie, jak żyć.
Płaci alimenty, widuje się z córką, gdy Ela przywozi ją do mnie. Ale mnie do ich domu już dawno nie zaprasza:
— Zawsze ma coś pilnego, zawsze brak czasu. A ja jestem pewna, że po prostu boi się, że powiem jej wprost, co myślę. Może już znalazła nowego faceta? A nuż krzywdzi Zosię?
Ostatnio Ela powiedziała mi przez telefon:
— Jeśli będziecie się wtrącać w moje życie, Zosia będzie was widywać tylko raz w miesiącu – w parku. I jeszcze powinniście być wdzięczni, że w ogóle na to pozwalam. Inna na moim miejscu dawno by was odcięła, skoro wasz syn mnie zdradził i odszedł. A ja dla dobra córki trzymam nerwy na wodzy.
Jestem oburzona:
— Wyobraźcie sobie, jeszcze ma do mnie pretensje! Ja się dla wnuczki poświęcam, a ona mnie obwinia!
Co mam teraz robić? — pytam przyjaciółek. — Nie wolno mi nawet słowa powiedzieć, jeśli mi coś nie pasuje? Czy ja już dla nich nie istnieję? Może powinnam porozmawiać z jej matką? Z tą starą swatką? Niech wytłumaczy córce, jak powinna postępować. Nie po to wychowywałam syna, żeby teraz patrzeć, jak moja wnuczka rośnie w takiej frywolności.
Co wy na to, dziewczyny? Mam prawo się martwić? Czy może powinnam odejść i się nie wtrącać? Ale jak mam patrzeć spokojnie, gdy moja Zosia wychowuje się w takim rozgardiaszu?



