**Dziennik**
Kto by pomyślał, że dwie przyjaciółki od dziecka, Jadzia i Bronka, mogłyby się pokłócić. Sąsiedzi szeptali:
– Co takiego się stało, że koleżanki się poróżniły aż tak, że nawet nie odwiedzają się nawzajem? A jeśli któraś zobaczy drugą na drodze, przechodzą obok, udając, że się nie widzą. A przecież mieszkają tuż obok.
Obie milczały, więc sąsiedzi tylko więcej się domyślali, a baby przy studni snuły coraz bardziej absurdalne teorie. Jedno wiedzieli na pewno Ola, córka Jadzi, i syn Bronki, Bartek, spotykali się. Przyjaźnili się od szkoły, lecz po maturze ich drogi się rozeszły. Bartek poszedł do wojska, a Ola wyjechała do miasta na studia.
Od dziecka widywano ich razem do szkoły i ze szkoły, po lekcjach biegali z innymi dziećmi po wsi, latem pluskali się w rzece, a gdy podrośli, spotykali się, siedząc nad brzegiem.
– Oluś, wyłaź! słyszała głos chłopaka pod oknem i jak strzała wylatywała z domu. Wszystko zawsze ustalali wieczorem.
Byli zupełnie różni. Żywa, przebojowa Ola i powolny, cichy Bartek, który zanim cokolwiek zrobił, najpierw się zastanowił i podrapał po głowie. Oczywiście, to Ola rządziła zawsze ona wymyślała plany.
– Bartek, jutro idziemy do lasu na grzyby. On drapał się po głowie i kiwał. Bartek, jutro na opalanie nad rzekę. Znowu się zgadzał, nigdy nie protestował.
Jadzia z Bronką od dziecka bawiły się w lalki, w chowanego, biegały do siebie w odwiedziny, bo ich domy stały obok, tylko płot dzielił. Od zawsze trwała ta przyjaźń. Nawet ich rodzice, dziadkowie żyli w sąsiedzkiej zgodzie. Uczyły się w tej samej klasie. WyKiedy Bartek wrócił z wojska i zobaczył Olę z ich synkiem Stasiem, w jego sercu znów zapłonęła nadzieja, a sąsiedzi tylko pokiwali głowami, mówiąc: „No tak, miłość zawsze znajdzie sposób”.



