**Narzeczony**
Po kolacji Kasia usiadła na kanapie, podkurczyła nogi i sięgnęła po książkę. Ledwo zagłębiła się w przygody bohaterki, gdy do pokoju weszła mama, trzymając wibrujący telefon. Na ekranie uśmiechała się całą sobą Weronika Nowak.
Kasia niechętnie odłożyła lekturę i odebrała, rzucając mamie wymowne spojrzenie. Ta w końcu zrozumiała, że przeszkadza, i wyszła, choć Kasia nie miała wątpliwości, że teraz podsłuchuje pod drzwiami.
Przez kilka minut gadały o niczym. W końcu Weronika oznajmiła, że zaprasza ją na urodziny – impreza w sobotę na działce.
– Przecież miałaś je miesiąc temu. Czyż nie? – zdziwiła się Kasia.
– Co za różnica? Mogę świętować codziennie! To pretekst, żeby się spotkać.
– Po co? Można się spotkać bez okazji – odparła Kasia.
– Nie, musi być nutka tajemnicy, oczekiwanie. Przyjeżdża znajomy mojego Darka z Niemiec. Nie wie, kiedy właściwie mam urodziny. Gdyby tylko zaproponować mu zwykłe spotkanie, mógłby odmówić. Ale urodziny to coś poważnego. Aga, pamiętasz ją? Wrzeszczała z radości, gdy się dowiedziała, że przyjeżdża. Podobno reżyser czy coś w tym stylu, związany ze światem filmu. A Aga marzy o aktorstwie. Nie odstępuje go na krok, jak przylepka.
– Ach, więc to o to chodzi. A ja po co ci jestem?
– No jak to? To przecież urodziny! – Weronika zaczęła tracić cierpliwość.
– Jako statystka? – domyśliła się Kasia. – A czemu na działce? Przecież śnieg jeszcze nie stopniał.
– Nie bądź naiwna. Żeby nie uciekł – zaśmiała się Weronika, zadowolona z siebie. – No to jedziesz? Będzie zabawa, kiełbaski z rusztu. Została nam jeszcze choinka. Po świętach nie zdążyliśmy jej sprzątnąć. I śnieg zasypał drogę… Proszę, zrób to dla mnie – dodała, a Kasia wyobraziła sobie jej dolną wargę wygiętą w dziecięcym gniewie.
– Dobrze już – westchnęła.
Zgodziła się, bo do soboty było jeszcze cztery dni – wiele mogło się zdarzyć. Mogła zachorować, Weronika też, albo cokolwiek innego, i wyjazd by się rozmyślił.
Odłożyła telefon, a w tej samej chwili do pokoju weszła mama.
– Dokąd cię zaprasza?
– Mamo, przecież słyszałaś – uśmiechnęła się Kasia.
Mama nawet nie próbowała udawać.
– No to jedź. Zawsze siedzisz w domu. Już niedługo czterdziestka, a ty bez męża. Ja wnuków nie doczekam.
– Mamo, narzeczeni nie rosną na działkach jak przebiśniegi – zażartowała Kasia. – Mam jeszcze trzydzieści dwa, całe osiem lat do czterdziestki. A dzieci powinny rodzić się z miłości, nie dlatego, że chcesz wnuków…
Mama zacisnęła usta, machnęła ręką i wyszła, by po chwili wrócić i znów stanąć przed Kasią.
– Całe dnie w książkach. Żyjesz cudzymi życiami, a twoje ucieka. Książki nie pomogą ci wyjść za mąż. Czas leci…
– Słyszałaś, jadę. Przywiozę ci wnuki stamtąd – znów zażartowała.
Mama pokręciła głową z wyrzutem.
– Przepraszam – Kasia zerwała się z kanapy i przytuliła ją.
W piątek Weronika zadzwoniła ponownie, przypominając o wyjeździe. KazW niedzielę, gdy razem z mamą pakowały walizki, a Paweł tłumaczył im szczegóły przeprowadzki, Kasia uśmiechnęła się do siebie – może te urodziny jednak były najlepszym prezentem, jaki mogła sobie wymarzyć.



