Zarabiasz niezłe pieniądze, prawda? Siostra mojej żony pożyczyła ode mnie gotówkę i wyjechała nad morze.
Tego lata ukochana siostra mojej żony wpadła do nas z wizytą. Mówiłem na nią pieszczotliwie „pupilka”, bo na każdym spotkaniu cała rodzina mama, tata, wszyscy mówiła tylko o niej: wzorowa uczennica, skończyła studia, znalazła pracę w swoim zawodzie… Czyż to nie idealna córka?
A moja żona, ta starsza, nie skończyła nawet studiów wyszła szybko za mąż. Ale to nikogo nie obchodziło, bo byłem całkiem zamożny, miałem własny biznes. Mieliśmy mieszkanie, samochód, stałe przychody. Mimo to najlepszą córką i tak pozostawała ta młodsza siostra.
No i tego lata przyjeżdża do nas ona i prosi mnie o pożyczkę zabrakło jej pieniędzy na wkład własny przy kredycie hipotecznym. Dla mnie to nie był żaden majątek, więc bez problemu pożyczyłem jej całą sumę. Zapewniała mnie, że pracuje w urzędzie państwowym i wszystko odda co do złotówki, zgodnie z umową.
Pożyczyła pieniądze, niemal przysięgając, że będzie je spłacać regularnie co miesiąc. Minął tydzień i… wyjechała nad Bałtyk. Szczerze mówiąc, zbiło mnie to z tropu, bo ktoś, kto nie ma na wkład na mieszkanie, nagle znajduje pieniądze na wakacje?
Wzięła urlop, rodzinie opowiadała, że odkładała cały rok specjalnie na ten wyjazd… Ale ciekawostka kredytu ani widu, ani słychu. Zapytałem, o co chodzi odpowiedziała, że jednak zmieniła zdanie o kupnie mieszkania.
Poprosiłem więc uprzejmie o zwrot pożyczonych pieniędzy, tłumacząc, że pożyczyłem jej je z myślą o mieszkaniu, nie o wczasach nad morzem. Odpowiedź, jaką usłyszałem, doprowadziła mnie do szału:
Zarobię mnóstwo pieniędzy, możesz jeszcze poczekać, teraz nie mam.
Jak myślicie, jak to się skończyło? Tak jak się można było spodziewać: powiedziała teściowej, że domagam się zwrotu przed terminem, a rodzinie nie robi się takich rzeczy. I tak „idealna córeczka” znów stała się aniołem, a my bogaczami bez serca.



