Zgotowała sobie los
Tato, a co to za nowości? Okupiłeś antykwariat? Klaudia zmarszczyła brwi ze zdziwieniem, oglądając białą szydełkową serwetkę na swojej komodzie. Nigdy bym nie pomyślała, że jesteś miłośnikiem takich staroci. Twój gust przypomina mi babcię Halinę…
Och, Klaudynko? A co ty tak bez zapowiedzi? Włodzimierz Kwiatkowski wychylił się z kuchni, zaskoczony. My… To znaczy ja, wcale się nie spodziewałem…
Ojciec ewidentnie starał się wyglądać na energicznego, ale miał w oczach jakiś cichy wyrzut.
Oj, to widać, że się nie spodziewałeś Klaudia ściągnęła wargi i ruszyła do salonu. Miejsca, w którym czekały ją kolejne niespodzianki. Tato, skąd to wszystko? Co się tu dzieje?
Klaudia nie poznawała swojego mieszkania.
Gdy dostała je po babci Halinie, wyglądało żałośnie: słusznej ery, stara meblościanka, grube telewizory na obdrapanej szafce, zardzewiałe kaloryfery, miejscami odchodząca tapeta… Ale było jej własne.
Do tego czasu Klaudia zdążyła już trochę oszczędzić. Przeznaczyła pieniądze na remont, nie byle jaki! Wybrała styl skandynawski jasne barwy i minimalizm sprawiały, że dwupokojowe mieszkanie wydawało się przestronne. Z sercem dobierała dodatki, szukała pasujących zasłon, rozkładała puszyste dywany…
Teraz natomiast jej ciężkie zasłony zastąpiono zwykłą nylonową firanką. Włoska kanapa zniknęła pod pluszowym kocem z ryczącym tygrysem. Na ławie stał różowy plastikowy wazon, wypełniony krzykliwymi, sztucznymi różami.
To był dopiero początek problemów. Najbardziej niepokoiły Klaudię zapachy. Z kuchni dochodziło sapanie oleju i rybi aromat. Czuć było dym papierosowy. A przecież jej ojciec nie palił…
Klaudynko, widzisz, to… w końcu odezwał się Włodzimierz. Sprawa jest taka… Nie mieszkam tu sam. Chciałem ci wcześniej powiedzieć, ale jakoś się nie złożyło.
Nie mieszkasz sam? Klaudia zgłupiała. Tato, przecież ustalaliśmy inaczej!
Klaudia, musisz zrozumieć, że twoja mama nie była końcem mojego życia. Nadal jestem młody, nawet jeszcze emerytury nie dostaję. Nie mam prawa do osobistego szczęścia?
Klaudia na chwilę zamarła. Ojciec miał oczywiście prawo układać sobie życie z kimś innym. Ale przecież nie w jej mieszkaniu!
Rodzice rozwiedli się rok temu. Mama zniosła zdradę Włodzimierza z zaskakującym spokojem, jakby zrzuciła balast, i rzuciła się w wir samorozwoju. Miała tyle przyjaciółek, że nie było czasu na smutki.
Za to ojciec był załamany. Wrócił do swojej kawalerki, którą przez dziesięć lat wynajmował lokatorom, aż pewna osoba zasnęła z papierosem. Brak pieniędzy sprawił, że zapomniał o tym mieszkaniu. Ani nie sprzedał, ani nie remontował.
Technicznie rzecz biorąc, nie dało się tam mieszkać. Ściany zachlapane sadzą, okna powybijane, pleśń na parapecie… Wnętrze przypominało raczej krypty, niż mieszkanie.
Klaudia, nie wiem jak mam żyć… załamał się wtedy ojciec. Tu jest zwyczajnie niebezpiecznie, a do zimy z remontem nie zdążę. Nie mam tyle złotych, by zrobić wszystko naraz. Trudno, zmarznę… Tak widocznie mieć powinienem.
Klaudia nie wytrzymała. Nie mogła pozwolić, by jej własny ojciec mieszkał w takich warunkach. A jeśli coś by mu się stało? Tym bardziej, że jej mieszkanie stało w tym czasie puste. Parę miesięcy wcześniej wyszła za mąż i przeprowadziła się do męża. Po przejściach ojca z lokatorami nawet nie planowała wynajmu.
Tato, zamieszkaj u mnie zaproponowała. Wszystko gotowe, pełen komfort. Zrobisz powoli remont, potem się wyprowadzisz. Tylko jedno: żadnych gości.
Naprawdę mogę? dopytał z niedowierzaniem. Córeczko, dziękuję ci ogromnie! Uratowałaś mnie. Obiecuję, będzie spokojnie i bez niespodzianek.
Tak, spokojnie…
Gdy Klaudia przypominała sobie rozmowę, drzwi od łazienki nagle otwarły się, a aromatyczna para buchnęła na przedpokój. Ze środka wyłoniła się kobieta około pięćdziesiątki. Miała na sobie frotowy szlafrok Klaudii. Ulubiony. Teraz skrywał obszerne kształty nieznajomej.
O, Włodeczku, a mamy gości? zapytała basowym, przepalonym głosem kobieta, z wyższością się uśmiechając. Mogłeś uprzedzić, bo chodzę po domu.
Kim pani jest? Klaudia zmrużyła oczy. I dlaczego w moim szlafroku?
Jestem Mariola, ukochana twojego ojca. Czemu się tak denerwujesz? Szlafrok wisiał nieużywany, więc wzięłam.
Klaudia poczuła pod czaszką napływ złości.
Proszę go zdjąć. Natychmiast wycedziła.
Klaudia! błagał ojciec, stając między nimi. Nie zaczynaj wojny! Mariolka tylko…
Mariolka zwyczajnie włożyła cudzą rzecz w cudzym domu! przerwała mu Klaudia. Tato, czyś ty rozumu nie masz? Wprowadzasz tu kochankę i pozwalasz grzebać jej bez pytania w moich rzeczach?!
Mariola prychnęła i usiadła ciężko na kocu z tygrysem.
Ale z ciebie bezczelna rzuciła. Gdybym była na miejscu Włodzia, dałabym ci w skórę, niezależnie od wieku. Jak możesz tak rozmawiać z ojcem? To, że związał się z inną, nic ci do tego, dziewucho.
Klaudia oniemiała. Jakaś obca kobieta, na jej kanapie, próbowała upokorzyć ją jak dziecko!
Nic mi do tego potwierdziła. Dopóki nie dzieje się to w moim mieszkaniu.
W twoim? Mariola spojrzała z wyższością, pytająco na Włodzimierza.
On stał przy ścianie, wbijając głowę w ramiona, przerzucając wzrok między rozgniewaną córką a zuchwałą kochanką. Widać liczył, że burza rozejdzie się sama, ale prognozy pogarszały się z każdą sekundą.
Ach… Czyżby mój tatuś zapomniał pani powiedzieć? Klaudia uśmiechnęła się lodowato. Powiem ja. On jest tu gościem. To moje mieszkanie, wszystko od talerzy po garnki kupiłam sama. Dałam mu schronienie, nie myślałam, że będzie urządzał tu randki.
Mariola zrobiła się purpurowa ze złości.
Włodzimierz? jej ton był lodowaty. Co ona wygaduje? Przecież mówiłeś, że to twoje. Okłamałeś mnie?
Ojciec spróbował się zlać ze ścianą, uszy mu płonęły.
No… Mariolko, to nie tak… Źle zrozumiałaś mamrotał. Mam swój lokal, tylko nie ten. Nie chciałem cię obciążać szczegółami.
Nie chciałeś obciążać?! No pięknie! A teraz przez ciebie ktoś mi ubliża!
Klaudii skończyła się cierpliwość.
Proszę wyjść powiedziała cicho.
Co? Mariola zamarła.
Wynocha. Oboje. Daję wam godzinę. Po tym czasie rozmawiamy przez prawnika. Tak to jest, wpuścić do zamku…
Klaudia ruszyła w stronę drzwi, ale ojciec w końcu ruszył za nią.
Córuś! Wyrzucisz własnego ojca na bruk? Przecież wiesz co tam się dzieje! Tam umrę!
Włodzimierz chwycił ją za rękaw. Serce Klaudii na moment zamarło. Wspomnienia dzieciństwa, poczucie obowiązku, litość dla niemłodego już ojca… Zacisnęło się w gardle.
Ale spojrzała na Mariolę.
Ta siedziała z nogą założoną na nogę, w jej szlafroku, patrząc na Klaudię z wściekłą nienawiścią. Wątpliwości rozwiały się od razu. Gdyby uległa, jutro ta kobieta wymieniłaby wszystkie zamki.
Tato, jesteś dorosły. Wynajmij mieszkanie ucięła Klaudia, uwalniając rękę. Sam sobie winny jesteś. Umówiliśmy się na życie solo, a wprowadziłeś tu obcą kobietę, pozwoliłeś jej używać moich rzeczy i zrujnowałeś mój dom…
A udław się tym swoim domem! krzyknęła Mariola. Chodź, Włodek, nie poniżaj się przed nią. Wychowałeś niewdzięcznicę…
Po pół godzinie zbierania się, sprawa była zamknięta. Ojciec wychodził w milczeniu, zgarbiony jak staruszek. W głowie Klaudii na zawsze pozostał jego wzrok jakby wyrzucony pies, moknący na deszczu. Ale Klaudia wytrzymała, nawet nie zadrżała.
Gdy wyszli, pierwsze co zrobiła to szeroko otworzyła okna, by wygonić zapach ryby, dymu i tanich perfum. Potem zebrała szlafrok, koc, wszystko co Mariola zostawiła. Wszystko poszło do śmieci. Następnego dnia zamówiła ekipę sprzątającą i fachowca od zamków. Niedobrze było jej na myśl, że obca kobieta dotykała jej rzeczy. Zwłaszcza ta.
Minęły cztery dni.
W mieszkaniu Klaudii znowu panował porządek. Żadnych sztucznych kwiatów, żadnych niechcianych zapachów. Choć żyła już u męża, świadomość tego dodawała jej spokoju.
Z ojcem nie rozmawiała. Czwartego dnia zadzwonił sam.
Halo odebrała po chwili wahania.
No i co, Klaudia… zaczął ojciec pijanym tonem. Cieszysz się? Jesteś teraz szczęśliwa? Mariola odeszła. Zostawiła mnie…
No co za niespodzianka parsknęła córka. Przypuszczam, że stało się to gdy zobaczyła twój prawdziwy lokal i zrozumiała ile pracy tam trzeba?
Ojciec posmarkał nosem.
Tak… Postawiłem grzejnik, śpię na materacu. Wytrzymała trzy dni… Pocierpiała, potem powiedziała, że jestem biedakiem i kłamcą. Spakowała rzeczy i pojechała do siostry. Powiedziała, że straciła czas… Ale przecież się kochaliśmy, Klaudia!
Jaka tam miłość… Ty szukałeś wygody, ona tak samo. Oboje źle skalkulowaliście sytuację.
Zapanowała cisza. Ojciec chyba jeszcze nie skończył.
Źle mi tu samemu, córeczko podsumował w końcu. Tu strach… Mogę wrócić? Będę mieszkał sam, słowo! Przysięgam!
Klaudia spojrzała na podłogę. Ojciec siedział gdzieś tam, w zimnie i bałaganie, który sam sobie zbudował zdradzając matkę, potem okłamując córkę, na końcu Mariolę.
Tak, było jej go żal. Ale współczucie mogło ich oboje zatruć.
Nie, tato. Nie wpuszczę cię odpowiedziała Klaudia. Zatrudnij fachowców, zrób remont. Naucz się żyć w warunkach, których sam sobie narobiłeś. Mogę polecić dobrych ludzi. Jeśli trzeba pytaj.
Po tym odłożyła słuchawkę.
Okrutne? Być może. Ale Klaudia nie chciała już, by ktokolwiek zostawiał plamy na jej szlafroku i sercu. Czasami brudu nie da się wywabić można go tylko nie wpuszczać do swojego życia.
Bo w życiu warto wyznaczać granice. I tylko od nas zależy, czy sami będziemy żyć po swojemu, czy pozwolimy innym rządzić naszą przestrzenią.



