Zapomniałeś nas zaprosić na przyjęcie!

Roksana kochała swojego męża całym sercem. Uważała, że ma ogromne szczęście, że go poznała. Wojciech był troskliwym i kochającym mężczyzną, zawsze gotowym dać z siebie wszystko dla ukochanej.

Ale z rodziną męża Roksanie nie poszczęściło się tak samo. Mówią, że w każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. U Wojtka było odwrotnie to on wydawał się jedynym normalnym, podczas gdy reszta była specyficzna.

Teść, na przykład, za każdym razem, gdy widział Roksanę, twierdził, że przybrała na wadze i pewnie ukrywa kogoś pod sercem.

A tymczasem Roksana była w doskonałej formie i nie przytyła ani grama od dnia, gdy poznała rodziców męża. Ale nie przeszkadzało to Zbigniewowi. Ta uwaga zdawała się być częścią jego codziennego repertuaru, i nawet gdyby Roksana schudła dziesięć kilo, i tak by to powiedział.

Miał też zwyczaj żartować niezbyt delikatnie, co wprawiało Roksanę w zakłopotanie. W jego towarzystwie zawsze czuła się dziwnie. Do tego dochodziła jego mania chodzenia po domu bez koszulki co wcale nie polepszało sprawy.

Teściowa, Bożena, uwielbiała pouczać wszystkich, nawet w dziedzinach, w których sama się nie znała.

Uczyła Roksanę, jak się ubierać modnie, jaką fryzurę wybrać albo jaki kolor szminki pasuje najlepiej. A gdy Roksana i Wojtek wprowadzili się do nowego mieszkania, Bożena dała upust swoim krytykom. Wkładała wszędzie swój ciekawski nos, komentując i tłumacząc, jak wszystko powinno być *właściwie* urządzone.

A potem była siostra Wojtka beztroska młoda kobieta z dwójką dzieci od różnych ojców, z którymi Kasia nigdy nie wiązała się na poważnie. Wszędzie ciągnęła za sobą maluchy i, jako matka, oczekiwała, że świat będzie się przed nią uginał. Trzeba było ustąpić jej miejsca w autobusie, przepuścić w kolejce, usłużyć pierwszej.

Choć dostawała alimenty od ojców dzieci, pobierała zasiłki, a przy tym mieszkała na garnuszku rodziców, Kasia bez przerwy polowała na rzeczy za darmo. Nawet jeśli czegoś nie potrzebowała, brała to, bo sama myśl o zdobyciu czegoś bez opłat napawała ją radością. Dlatego w mieszkaniu piętrzyły się paczki pieluch, których dzieci już nie używały (a które Roksana liczyła sprzedać), stosy niepotrzebnych ubrań, zabawki połowa tego była jej zbędna, ale tłumaczyła, że buduje w ten sposób swój biznes: brać za darmo, udawać biedę, a potem sprzedawać.

Jej dzieci były rozpieszczone i bezczelne, ale przy takiej matce trudno było oczekiwać czegoś innego. Gdy tylko przyszły do kogoś w gości, od razu szukały smakołyków, zabierały wszystko, co wpadło im w ręce, i brały cudze rzeczy bez pytania. Kasia nigdy ich nie upominała.

Roksana z przerażeniem wspominała jedyny raz, gdy siostra męża przyszła z dziećmi na parapetówkę. Podarowała zestaw do herbaty, najwyraźniej zdobyty za darmo, a po ich wyjściu nie zostało ani jedno ciastko, nowa waza była rozbita, a na zasłonach widniały ślady czekolady. Przynajmniej Roksana wmawiała sobie, że to czekolada.

Nic więc dziwnego, że gdy zbliżały się urodziny Roksany, postanowiła nie zapraszać rodziny męża. W przeciwnym razie jej przyjęcie nieuchronnie zostałoby zrujnowane. Teść rzuciłby niemądre uwagi, teściowa zaczęłaby ją pouczać, a Kasia żebrałaby o niepotrzebne przedmioty dla dzieci, które tymczasem przewróciłyby mieszkanie Roksany i Wojtka do góry nogami.

Oczywiście, Roksana czuła pewien dyskomfort wobec męża, ale głęboko wierzyła, że zrozumie.

Wojtku, chciałabym świętować urodziny w domu. Zaproszę rodziców i kilkoro przyjaciół.

Dobrze, nie mam nic przeciwko. W końcu nie urządziliśmy tak pięknie mieszkania bez powodu, prawda? uśmiechnął się.

Właśnie. Teraz wygląda jak studio fotograficzne. Ale

Co? zaniepokoił się.

Proszę, nie gniewaj się. Ale nie chcę zapraszać twoich rodziców.

Wojtek westchnął głęboko i kiwnął głową.

Przepraszam, ale naprawdę jest mi z nimi ciężko. A na moje urodziny chcę odpocząć, a nie być w ciągłym napięciu powiedziała z wymówką w głosie.

W pełni rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. Nie są łatwi.

Nie jesteś zły?

Nie, ani trochę. To twoje święto, ma być tak, jak chcesz.

Roksana po raz kolejny utwierdziła się w przekonaniu, że jej mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie. Czasem myślała, że musiał być adoptowany to by wszystko tłumaczyło.

Roksana nie wspomniała teściom o urodzinach, mówiąc, że tym razem będą świętować w wąskim gronie. Nawet poprosiła Wojtka, żeby nic im nie mówił.

A jednak dowiedzieli się. Bożena zadzwoniła do matki Roksany, by porozmawiać o jakiejś pracy, i niechcący się wygadała.

No i jak twoja córka nas traktuje! krzyczała Bożena. Nie jesteśmy godni, tak?!

Mamo próbował ją uspokoić Wojtek. Roksana po prostu chciała spędzić dzień z rodzicami i przyjaciółkami. To jej urodziny, to jej decyzja. Gdyby organizowała większe przyjęcie, na pewno byście byli zaproszeni.

Dobrze, już rozumiem. I powiedz swojej żonie, że jesteśmy głęboko urażeni!

Matka rzuciła słuchawkę, a Wojtek tylko pokręcił głową. Doskonale rozumiał Roksanę. Może nie wypadało tego mówić, ale zawsze wstydził się swoich bliskich. I nie chciał, żeby ona też musiała się z tego powodu męczyć.

Postanowił więc nic nie mówić, żeby nie psuć jej dnia. O słowach matki opowie jej po przyjęciu.

Rankiem, gdy Roksana skończyła dwadzieścia sześć lat, Wojtek wręczył jej buRoksana otworzyła oczy następnego dnia z przekonaniem, że choć rodzina męża znów wszystko popsuła, to Wojtek udowodnił, że ich miłość jest silniejsza niż jakiekolwiek niedogodności.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − 8 =

Zapomniałeś nas zaprosić na przyjęcie!