Zapłata

**Zemsta**

Jadwiga, ty żyjesz tak intensywnie, że można by o tobie film kręcić mówiła Alicja swojej przyjaciółce i współpracownicy, a ta tylko się śmiała:

No cóż, życie mi kipi, tylko nie wiem, jaki będzie finał tej historii Ale jakoś to rozgryzę. Najwyższy czas wyjść za mąż, już dwadzieścia osiem lat mam. Więc będę pracować na pełnych obrotach.

Oj, Jadzia, nie żartuj. Chyba wcale nie chcesz zamążpójścia, bo i tak dobrze ci jest, a tam tylko obowiązki i jeden jedyny mężczyzna ciągnęła Alicja.

Kto ci powiedział, że jeden jedyny? Ty tak żyjesz ze swoim Stasiem, a u mnie będzie inaczej.

Co ty wygadujesz?! oburzyła się przyjaciółka. Jak można być mężatką i marzyć o innych? Ja tego zupełnie nie rozumiem.

No to ty, a to ja uśmiechała się Jadwiga tym swoim uwodzicielskim uśmiechem.

Była prawdziwą pięknością, smukłą, z nienaganną figurą i tajemniczym spojrzeniem. Mężczyźni często oglądali się za nią. Jadwiga należała do tych kobiet, które nigdy nie przepuszczą okazji. Żyła według zasady: Dają bierz, biją oddawaj. Cokolwiek robiła, zawsze wychodziło jej lepiej i szybciej niż innym. Do biura przyszła później niż Alicja, a już ją wyprzedziła na szczeblach kariery teraz przyjaciółka była jej podwładną.

Mężczyzn w pracy nie brakowało. Jadwiga podobała się wszystkim, nawet żonatym, ale postanowiła:

Cel mam jasny: wyjść za mąż, więc żonatych odrzucam, chociaż trafiają się no, niezłe okazy! Wśród kandydatów mam trzech kolegów. Tylko kogo wybrać?

Radziła się nawet przyjaciółki, ale ta postąpiła rozsądnie:

Jadziu, nie gniewaj się, ale tu nie pomogę. Myśl sama i wybieraj. Bo jak coś pójdzie nie tak, to będę winna.

Jadwiga nie wróżyła z płatków stokrotki. Przeanalizowała wszystko chłodno i doszła do wniosku, że Wojciech był najlepszą opcją solidny, przystojny, zaradny, dobrze zarabiał, a przede wszystkim zawsze słuchał jej rad.

Wojciech szybko wyczuł, że Jadwiga zmiękła. I tak to widział, ale na drodze stali jeszcze Krzysztof i Marek. Oni też ją uwielbiali, a ona sama kokietowała ich bez skrupułów, co go wściekało.

Pewnie zrozumiała, że jestem dla niej najlepszy cieszył się Wojciech. Trzeba działać szybko i oświadczyć się.

Tak też zrobił. Podczas jednego z randek wręczył Jadwidze ogromny bukiet i małe pudełeczko z pierścionkiem.

Jadziu, wyjdź za mnie. Długo nad tym myślałem. Wiem, że będziesz wspaniałą żoną. I chcę każdego ranka budzić się obok ciebie.

Zgadzam się, Wojtku. Tylko nie spodziewałam się, że tak szybko się oświadczysz. Ale znamy się dobrze, więc tak odpowiedziała.

Pierwsze miesiące mieszkali w małym mieszkaniu Jadwigi. Ale potem mąż zaproponował:

Sprzedajmy to mieszkanie i wybudujmy dom. Weźmiemy kredyt, jeśli trzeba. Zarabiamy nieźle, więc damy radę.

Ale gdzie będziemy mieszkać w międzyczasie? Wynajmować? spytała żona.

Nie, po co? Mój ojciec sam mieszka od trzech lat, odkąd mama odeszła. Ma duże mieszkanie, miejsca starczy. Nie będzie miał nic przeciwko. No to jak? Jadwiga przystała.

Prace na kupionej działce ruszyły pełną parą, mieszkanie sprzedali szybko. Zamieszkali u ojca. Henryk był zachwycony. Jadwiga zawsze dogadywała się ze świekrem, choć widywali się rzadko, relacje mieli ciepłe.

Henryk, ojciec Wojciecha, po śmierci żony żył sam. Mężczyzna po pięćdziesiątce wyglądał dystyngowanie, trudno było nazwać go starym, a nawet starszym jeszcze mu nie pasowało. Po pierwszym spotkaniu Jadwiga powiedziała:

Twój ojciec wygląda jak ten aktor z reklamy telefonii Wojciech tylko się roześmiał i przytaknął.

Henryk był wysoki i umięśniony, dwa razy w tygodniu chodził na siłownię, miał zadbaną brodę i głęboki głos. Kręciły się wokół niego kobiety, ale o ponownym małżeństwie nie myślał.

Świekr cieszył się, że syn z synową zamieszkali u niego przynajmniej nie było nudno. Czas płynął. Tylko Wojciech coraz więcej godzin spędzał na budowie, pilnował wszystkiego, a żona widywała go coraz rzadziej. Za to świekra coraz częściej.

Pewnego dnia Jadwiga zrozumiała, że Henryk patrzy na nią inaczej. Najpierw myślała, że jej się wydaje. Ale nie. Świekr obejmował ją, mówił komplementy, uśmiechał się czule.

No proszę przyszło jej do głowy świekr ma na mnie oko. A tak w ogóle całkiem przystojny facet. Można by coś z tego mieć kalkulowała.

Kiedy Henryk znów ją przytulił, nie opierała się. I sama nie wiedziała, kiedy się to stało. Nikt z nich nie zadał sobie pytania:

Czy postępuję właściwie?

I co ważniejsze nie męczyli się wyrzutami sumienia. Dla nich to było naturalne, no cóż, śpią ze sobą, trudno. Dlaczego nie? Wojciech znikał na budowie, czasem zostawał na noc, szczególnie w weekendy, bo chciał jak najszybciej skończyć dom. Czasem wracał tak zmęczony, że ledwo się wlókł. A Jadwiga tęskniła za męskim ramieniem.

Tak mijały dni, aż w końcu zrozumiała, że jest w ciąży. Powiedziała świekrowi:

Nie mam wątpliwości, że to twoje dziecko. No wiesz, zdarza się, dzieci się rodzą uśmiechała się.

Cieszę się, Jadziu, bardzo się cieszę! odparł.

Ale Wojciech nie był zachwycony. Ciąża żony nie mieściła się w jego planach najpierw dom miał być gotowy. Choć udawał radość.

Wojtku, nie martw się, pomogę z dzieckiem. Co ja mam innego robić, jeśli nie zajmować się wnukiem? powiedział ojciec, klepiąc syna po ramieniu. Wojciech tylko się zgodził.

Ciąża Jadwigi była trudna, ale znosiła ją cierpliwie. Dziecko było upragnione, a i wiek ją gonił już trzydziestka za pasem. Na wizyty u lekarza zawsze towarzyszył jej Henryk. Nikt się już nie dziwił wiedzieli, że Wojciech buduje dom, nie ma czasu.

W terminie urodził się chłopiec. Jadwiga i Henryk byli w siódm

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + trzynaście =

Zapłata