Zapamiętać za wszelką cenę

Zapamiętać za wszelką cenę

On zaczyna zapominać najprostsze rzeczy.

Najpierw nie może sobie przypomnieć, który jogurt lubi jego syn: truskawkowy czy brzoskwiniowy. Potem w który dzień tygodnia ma pływać. Potem wyjeżdżając z parkingu, na chwilę nie pamięta, na jakim biegu zwykle rusza z miejsca.

Nagły zgaszenie silnika wywołuje w nim panikę, i siedzi kilka minut, ściskając kierownicę, boi się spojrzeć w lusterko.

Wieczorem mówi o tym żonie:

Ze mną coś nie tak. Cały czas mam w głowie mgłę.

Położyła mu dłoń na czole, potem na policzku ten sam dziesięcioletni gest.

Jesteś po prostu zmęczony, Krzysztofie. Mało śpisz. Za dużo pracujesz.

Chciałby krzyknąć: To nie zmęczenie! To jak wziąć gumkę i wymazać człowieka kawałek po kawałku!, ale milczy.

Strach w jej oczach jest gorszy od jego własnego lęku.

***

Zaczyna wszystko zapisywać w notesie.

Dziś czwartek.

Odbrać Maksymiliana o 17:30.

Kupić chleb żytni, nie panieński. Małgorzata nie je tego panieńskiego.

Zadzwonić do mamy w niedzielę o 12:00. Koniecznie zapytać o ciśnienie.

Wkrótce telefon staje się jego przedłużeniem. Bez niego czuje się bezsilny, bezużyteczny. Po prostu ciałem w znanym otoczeniu.

***

Pewnego dnia naprawdę się gubi.

Nie w lesie, nie w obcym mieście, a w swojej dzielnicy, w której mieszka od siedmiu lat. Idzie znajomą drogą od stacji metra, myśli o własnych sprawach, podnosi głowę i nie rozpoznaje skrzyżowania. Znała go apteka, a na jej miejscu lśni szyld kawiarni, której nigdy tu nie było.

Krzysztof zamarza, czując zimny pot pod koszulą.

Ludzie, jakby nic nie było, mijają go obojętnie. Świat nagle staje się obcy i obojętny.

Wyciąga telefon drżącymi palcami, otwiera mapę. Niebieska kropka mruga na nieznanej ulicy. Wpisuje adres domu i rusza, ślepo podążając za mechanicznym głosem, czując się jak chłopiec, którego po raz pierwszy wysyłają samodzielnie do sklepu.

Wraca do domu trzy godziny później. Małgorzata milcząco stawia przed nim kubek herbaty. Jej cisza jest gorsza od każdej histerii. Nie wie, co zrobić ze wstydem.

Zapisałam cię na neurologiczne, mówi w końcu, nie patrząc mu w oczy, w środę o czwartej. Odbiorę cię z pracy.

On kiwnie, połykając sułkę w gardle. Myśl o szpitalu, o białych fartuchach, o wczesnych objawach i zmianach związanych z wiekiem wywołuje pierwotny strach. Teraz musi stać się pacjentem, o którym mówią w trzeciej osobie.

***

W środę rano, gdy Małgorzata szykuje się w łazience, on automatycznie sięga po jej telefon, by sprawdzić pogodę. Jego własny leży na ładowarce.

Na ekranie Krzysztof widzi otwarte zakładki:

Demencja. Wczesne objawy u mężczyzn 45 lat.

Jak postępować z małżonkiem, który ma problemy z pamięcią.

Grupy wsparcia dla rodzin.

Procedura ustanowienia opieki prawnej.

Odrzuca telefon, jakby go spaliło. Siada na brzegu łóżka, zadyszany. To nie była tylko diagnoza medyczna to wyrok ich wspólnego życia. Małgorzata już nie widzi w nim męża, partnera, ojca. Widzi problem, obiekt opieki. Przyszłą obciążenie

***

Dzień w przychodni mija jak w pogłębionej, dźwiękoszczelnej kopuli. Odpowiada na pytania, przechodzi testy typu: Powiedz trzy słowa: jabłko, stół, moneta. Zapamiętaj je. Patrzy na światło latarki. Wewnątrz huczy tylko jedna myśl, przeczytana rano na ekranie: opieka prawna.

Gdy wychodzą, już ciemnieje. Małgorzata chwyta go za rękę, mocno, prawie drgając.

No i proszę, mówi nieco nienaturalnie wesoło. Lekarz twierdzi, że nic poważnego. Przemęczenie. Trzeba więcej odpoczywać. Jedziemy do domu, rozgrzeję obiad. Mam ochotę coś zjeść

Patrzy na jej profil, na ściśnięte wargi, na zmarszczkę niepokoju przy oku

Ona gra. Gra rolę kochającej żony, która wierzy w lepsze jutro. On widzi jednak strach, zmęczenie, niekończący się szereg dni, w których będzie coraz bardziej przypominał dziecko, a ona opiekunkę.

Podjeżdżają do samochodu. Małgorzata podaje mu kluczyki.

Daj, ty lepiej parkujesz.

To był test. Prosty i bezlitosny. Bierze kluczyki, siada za kierownicą, włącza zapłon i zapomina, gdzie są kierunkowskazy. Ręka wisi w powietrzu, nie znajdując zwykłego dźwigni.

Patrzy na deskę, na znane do bólu przyciski, które nie składają się w spójną całość. Są jak rozsypane litery

Zamyka oczy, głęboko wciąga.

Mał głos mu się łamie nie mogę

W ciszy wnętrza jego słowa brzmią jak wyrok, ostateczny i nieodwracalny.

Czeka na kary, łzy, może choćby pocieszające słowa. Małgorzata po prostu otwiera drzwi, podchodzi do samochodu, otwiera go. Delikatnie dotyka jego ramienia.

Przesuń się.

On poddaje się i przeskakuje na siedzenie pasażera.

Ona siada za kierownicą, zapina pas, rusza płynnie. Patrzy prosto przed siebie. Raz, przy sygnalizacji, odgarnia dłonią policzek od tyłu.

Bardzo szybko

***

Patrzy przez boczne okno na migające światła nieznanego miasta. Rozumie, że nie tylko gubi drogę do domu. Gubi drogę do samego siebie.

Żona za kierownicą staje się coraz bardziej po prostu dobrą, zmęczoną nieznajomą, która nie wie dokąd prowadzi bezradnego pasażera.

Najstraszniejsze w jej milczeniu jest to, że wydaje się już pogodzić z tą trasą.

***

Rozpoczyna się cicha wojna z chorobą, z samym sobą i z tym, co pozostało z ich rodziny.

***

Małgorzata wprowadza nowy system. Na lodówce wiesza duży kalendarz z grubymi naklejkami: Badania, Neurolog, Rehabilitacja. Na drzwiczki szafek przykleja karteczki z ich zawartością.

Kupuje mu pojemnik na tabletki, codziennie rano starannie układa w nim witaminy, nootropiki, środki uspokajające.

Dzwoni co godzinę, kontrolując jego ruchy, zajęcia, przyjmowanie leków, a nawet myśli.

***

Ich syn Maksymilian, dziesięcioletni chłopiec, wyczuwa napięcie, zanim zrozumie jego przyczynę.

Staje się nienaturalnie cichy.

Pewnego dnia Krzysztof, pomagając mu w matematyce, wpada w zakłopotanie przy najprostszym równaniu. Cyfry tańczą przed oczami, nie tworząc sensu. Widzi, jak syn najpierw patrzy na niego, potem na Małgorzatę, przestraszony i pytający.

Małgorzata szybko się do nich przyłącza:

Tata po prostu jest zmęczony, niech ja

Syn kiwnie, ale cofa się. W jego spojrzeniu pojawia się ostrożność, jakby tata stał się kruchym, nieprzewidywalnym przedmiotem.

***

Małgorzata

Praktycznie przestają się kłócić. Kiedyś mogli podnosić głosy o brudnych naczyniach, trzaskać drzwiami, a po godzinie, przytuleni, śmiać się ze swojej głupoty. Teraz Małgorzata tylko wzdycha i milcząco myje talerz po nim. Jej cierpliwość wydaje się cnotą nadzorcy więziennego nienaganną i zabójczą.

On łapie się na myśli, że czeka na jej wybuch.

Czeka, aż krzyknie: Kiedy to wreszcie się skończy?! albo rozpadnie się z bezsilności. To byłoby szczere. Oznaczałoby, że wciąż jest przy nim, w tej samej łodzi, choć łódź jest połówką wypełniona wodą

Lecz ona trzyma się

A to jest dla niego najgorsze.

***

Pewnego wieczoru, kiedy Krzysztof po raz piąty w ciągu godziny pyta, czy wyłączył żelazko, Małgorzata nie wytrzymała.

Nie krzyknęła. Powiedziała cicho, patrząc obok niego:

Krzysztofie, tak bardzo się zmęczyłam, że boję się zasnąć za kierownicą, gdy wożę Maksa do szkoły.

W jej głosie nie było zarzutu. Było zwyczajne, wyczerpujące stwierdzenie faktu.

I ta prostota sprawia, że czuje się jeszcze gorzej. Nieznośniej.

***

W pewnym momencie Krzysztof decyduje się zapisywać wszystko, co związane z Małgorzatą, by nie zapomnieć

Pisze w tym samym czarnym notesie.

Obok kupić szary chleb pojawiają się notatki:

Małgorzata śmieje się, przechylając głowę, kiedy naprawdę się śmieje.

Na lewym obojczyku ma pieprzyk w kształcie gwiazdki. Wstydzi się go, zawsze go chowa.

Kiedy Małgorzata jest bardzo zmęczona, marszczy nos, nawet we śnie.

Uwielbia kawę z cynamonem.

Mała kocha swoją starą koszulkę.

Krzysztof łapie te drobinki jak tonące szczątki statku. Rozumie: wkrótce może zapomnieć nie tylko drogę do domu, ale i to, dlaczego ten dom był jego domem. Zapomnieć, za co kochał tę kobietę.

I wtedy ona ostatecznie zamieni się w zwykłą opiekunkę.

Pisze, by zachować ją dla siebie. I, paradoksalnie, w tym desperackim dokumentowaniu wraca do niego coś przypominającego uczucia. Nie tę samą namiętność, oczywiście, lecz ostre, przerwijające czułością szczegóły, których wcześniej nie zauważał.

A co z Małgorzatą?

Widzi ten notes. Widzi, jak on, zmarszczony, pisze w nim coś.

Pewnego dnia, gdy Krzysztof zostawia go na stole, ona nie wytrzymuje. Przegląda. Czyta o śmiechu, o pieprzyku, o zmarszczce na nosie.

I płacze.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie ze zmęczenia i rozpaczy, lecz z przenikającego, nie do zniesienia rozpoznania.

On nie pisze o chorobie. Pisze o niej. O prawdziwej, tej, która zdawała się już stopić w roli żony ciężko chorego człowieka.

Wieczorem nie podgrzewa obiadu. Chwyta go za rękę nie tak, jak prowadziła go do lekarza, ale inaczej, niepewnie i mówi:

Słuchaj, nie mam dziś ochoty gotować. Chodźmy do tej pizzerii, w której byliśmy po naszym pierwszym spotkaniu. Jeśli pamiętasz, jaką pizzę wtedy zamówiłeś.

On patrzy na nią, a w jego oczach, zamglonych strachem i tabletkami, na chwilę błyszczy iskra. Nie pamięci. A czegoś innego.

Z szynką i pieczarkami szepcze. Ty wegetariańską, z ananasem. Mówiłaś wtedy, że to egzotyczne.

Ona ściska jego dłoń i kiwa głową, nie mogąc wypowiedzieć słowa.

To nie była kuracja. Choroba nie zniknęła.

Jutro znów może zapomnieć, jak wiązać sznurowadła.

Syn może znów się wycofać. A ona pęknąć.

Jednak tego wieczoru w pizzerii, przy lepkim stoliku, na chwilę przestają być pacjentem i opiekunką. Są znów Krzysztofem i Małgorzatą, którzy się zgubili, a potem w ciszy między słowami znów się odnaleźli.

***

Pizzeria okazuje się jasna, hałaśliwa i obca. Nie tej przytulnej knajpki z ich wspomnień, lecz glamourowym miejscem z neonowymi szyldami i głośną muzyką.

Krzysztof nerwowo trzyma serwetkę, oczy przeszukują menu, szukając znajomych nazw.

Pizza Szynka i pieczarki jest, ale pod inną nazwą.

On się gubi.

Zamów, co chcesz teraz szepcze Małgorzata.

W jej głosie nie ma złości. Jest zrozumienie. Przerażające, wytrwałe zrozumienie.

On wskazuje pierwszą napotkaną ilustrację. Ona zamawia wegetariańską.

Gdy przynoszą pizzę, Krzysztof bierze kawałek, gryzie i zamiera.

To nie to mruczy. Zupełnie nie to.

Kiedy w końcu spojrzał na Małgorzatę, dostrzegł w jej oczach nie tylko zmęczenie, lecz też niegasnącą nadzieję, że razem przetrwają każdy kolejny rozmyty dzień.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 − dwa =

Zapamiętać za wszelką cenę