\-
**Jagoda** krzyknęła: **Mamo**, co ty wymyślasz? nie zamierzam dwa tygodnie mieszkać z obcym mężczyzną!
**Halina** odpowiedziała, nie zważając na protesty córki: Przecież to nie obcy, a **Igor**, syn mojej kuzynki **Lidia**, nasz krewny!
Pamiętasz, jak kiedyś bawiliśmy się razem? dodała, patrząc w oczy córki. To były nasze wczesne lata, kiedy gościłaśmy u nich.
Jagoda, mając już prawie trzydziestkę, poczuła, że przytłacza ją nieuchronny powrót do dzieciństwa. Mamo, ja już dorosła czy znowu chcesz, żebym wybrała mąż? domyśliła się z niepewności w głosie matki.
Nie gadaj bzdur rzekła Halina zdecydowanie. **Igor** to rodzina, więc po prostu przyjmij go pod swój dach, nic złego się nie stanie.
Matka zawsze pielęgnowała więzi rodzinne: krewni są święci! Właśnie wtedy wymyśliła, że jej córka powinna przyjąć **Igora**, który właśnie planował wyprowadzkę do stolicy **Warszawy**, miasta szans.
Nie odmawiaj mu noclegu, bo rodzina w **Warszawie** to podstawa, mruknęła, a Jagoda poczuła, że jej serce zaczyna drżeć.
Jagodę, nauczycielkę języka polskiego i literatury w liceum, przywołała pamięć o przysłowiu: krew nie zmienia koloru, a rodzina zawsze przyjdzie w potrzebie.
Ale przecież w naszej małej kamienicy nie ma miejsca dla dwóch, rozmyślała, patrząc na kuchnię, w której nie zmieściłaby się nawet składana krzesło.
Mieszkanie, w którym żyli **Halina** i **Marian**, było małe, z oknem wychodzącym na podwórko, tak małe, że nie pomieściło nawet **Igora**.
Jednak Jagoda, przyzwyczajona do samotnego życia, nie zamierzała już dłużej zawiązywać krótkotrwałych małżeństw. Z poprzedniego związku miał tylko nieudany flirt, a dzieci nigdy nie przyszły.
Jej jedynym towarzyszem był **Burek**, kot o puszystym futrze, który wstydził się wyjść ze swojego kąta, kiedy ktoś przychodził.
Jagoda przygotowała pokój gościnny i czekała na przybycie **Igora**, choć wciąż wątpiła w słowa matki: Zobaczysz, że ci się spodoba.
Kiedy **Igor** wszedł, rozglądał się po mieszkaniu tak, jakby szukał skarbów.
Szukasz złota i diamentów? zapytała lekko ironicznie Jagoda. A ja chyba nie zamontowałam złotego sedesu na powitanie?
Chcę po prostu wiedzieć, gdzie będę mieszkał odpowiedział, przyglądając się szafom i stolikowi.
Jagoda, zaintrygowana, zapytała: Co zrobisz, jeśli ci się nie spodoba?
Zostanę, ale
Co? przerwała.
Nic! uśmiechnął się szybko, ukrywając niepewność.
Obaj usiedli przy kawie. **Igor** przyniósł ciasto, które **Lidia** przekazała matce, i mały, słodki tort. Nie był roszczeniowym lokatorem, lecz uprzejmym gościem, który po posiłku samumył naczynia i nie zostawiał kałuży w łazience.
Cóż za niesamowity gość, pomyślała **Jagoda**, patrząc na **Burek**, który schował się pod łóżkiem.
To już wiesz, co myślisz o tej sytuacji, **Lara**? zapytała przyjaciółka **Jagoda**, gdy ta opowiadała o **Igorze**.
Lara, która po rozwodzie z **Lewkiem** wiedziała, jak ważny jest praktyczny partner, odpowiedziała: To prawdziwy mężczyzna, biorę go pod uwagę!
Jagoda westchnęła: Ale my jesteśmy rodziną! Poza tym, nie podoba mi się on!
Lara odpowiedziała żartobliwie: Jesteśmy rodziną? To jak siódma woda w galaretce! A jakże mógłby cię nie podobać, kiedy jest taki?
**Igor** był przystojny, choć nie typowy dla Jagody. Ich rytmy biologiczne nie zgrywały się ona była nocną sową, on porannym skowronkiem.
Jagoda kochała spokojne tempo, inspirowane wschodnioeuropejską mądrością: pospiesz się powoli. **Igor** natomiast był nieustannie w ruchu, zawsze szukał nowego wyzwania, a w sercu miał nie gasnący silnik.
Pierwszego dnia zabrał Jagodę do teatru, kupując bilety z wyprzedzeniem. Ona nie lubiła teatrów, ale poszła, bo nie chciała go odrzucać.
Widziała stare spektakle w sieci, ale nowoczesna interpretacja klasyka nie przyciągnęła jej uwagi brak kurtyny, nowoczesne kostiumy, dziwne dialogi.
To nie nasze czasy, narzekała, a reżyser w końcu dodał: Nie pokazujemy już prawdziwej natury sceny!
**Igor** był zachwycony i w drodze powrotnej próbował przekonać Jagodę, że widziała to źle.
To nowoczesne podejście, postęp! krzyczał. To jest ruch do przodu!
Jagoda odpowiedziała spokojnie: Ja wolę stare, a to nie moje.
Rozmawiali o **Warszawie**, o szansach, które miasto daje, a **Igor** wyliczał ambitne plany.
Nagle **Burek**, kot, schował się pod łóżkiem, bo nie tolerował nowego gościa.
Drugiego dnia **Igor** kupił nowy dywan i wyrzucił stary, który leżał na klatce schodowej. Jagoda przyjęła nowy element domu, nie kwestionując decyzji.
Później na kuchni pojawił się nowy garnek, bo stary nie nadawał się do gotowania kaszy przywierał do dna. Jagoda wypiła rano kawę z kanapką, nie zwracając uwagi, że garnek służy **Igorowi**, który lubił pełne śniadania.
**Igor** zaproponował płacić za media: Ja będę korzystał z wody i prądu, więc zapłacę.
Jagoda odmówiła, czując, że to nieodpowiedni krok, że ktoś narusza jej przestrzeń.
Dlaczego miałbyś płacić za mój dom, skoro to już twoje mieszkanie? spytała.
**Igor** odparł, że szuka pracy i rozsyła CV, uczestniczy w rozmowach kwalifikacyjnych, a w końcu dostał telefon: Masz pracę!.
W dniu osiemnastym jego pobyt dobiegł końca, a **Igor** zadzwonił z informacją o nowej pracy w **Warszawie**. Jagoda coraz bardziej czuła się znużona jego obecnością.
Jednak **Igor** okazał się schludnym i pomocnym lokatorem: mył po sobie naczynia, nie zostawiał kałuży w łazience, a w kuchni gotował smacznie.
Jagoda, mimo że wciąż była niechętna, zaczęła rozmawiać z **Igorem**.
Czy nie męczą cię już nasi gospodarze, drogi człowieku? zapytała, planując spotkanie na jutro.
**Igor** miał jutro badanie lekarskie, bez którego nie mógł podjąć pracy.
Następnego ranka, po powrocie z pracy, Jagoda zobaczyła pięknie nakryty stół.
Czy to pożegnanie? pomyślała, ale w jej sercu pojawiło się lekkie podniesienie nastroju.
**Igor** nalał wina i przemówił:
Mam dla ciebie niespodziankę. Chcę cię poślubić! Nie dla pieniędzy, nie dla tytułu, lecz z szacunkiem i miłością. Mamy już mieszkanie, pracę, a małżeństwo w naszym wieku to rozważny krok.
Jagoda otworzyła usta, a z pod łóżka wyskoczył **Burek**.
Co to za kot? zapytał zaskoczony **Igor**.
Tak, to mój kot, odpowiedziała Jagoda, zdziwiona. Czy to twoja pierwsza wizyta z kotem?
Pierwszy raz! Cholera, mam alergię na sierść! Dzisiaj lekarz potwierdził, że mam alergię! krzyknął, drapiąc nos.
Jagoda nie mogła uwierzyć.
Czy nie widziałeś mojego kuweta? To przyczyną jest to! krzyczał **Igor**.
Nie mogę żyć w tym samym mieszkaniu z kotem! domagał się.
Kto ci to zabroni? Nie żyjmy razem, bo w tej sytuacji nie ma sensu! odparła Jagoda.
W końcu **Igor** wstał i rzekł: Nie myślałem, że jesteś taka prymitywna.
Jagoda odpowiedziała: I to ja mówię do widzenia.
Po wyjściu **Igor** zniknął, a **Burek** wrócił pod łóżko, dumni ze swej zwycięskiej strategii.
Telefon zadzwonił:
Mamo, co się stało? Dlaczego go wyrzuciłaś? pytaja **Lidia**.
Chciał mnie poślubić, a ja nie mogę tego wytrzymać odpowiedziała Jagoda, wyłączając rozmowę.
Rozmowa ucichła, a pytanie pozostało bez odpowiedzi.
W snach Jagoda często słyszała historie o mężach, którzy mieli alergię na skórę żony nigdy nie kończyło się to dobrze.
Kiedy następnym razem będziesz pomagać, przyjmij krewnych, bo kto ich zaprasza, ten i prowadzi, mruknęła **Halina**, a Jagoda z **Burekiem** zostali sami w małym mieszkaniu, otoczeni ciszą, która była jedynym prawdziwym przyjacielem.



