ZANIM SIĘ POŻEGNAMY

Zanim się rozstaniemy

Aleksander uwielbiał swoją żonę Grażynę. Nie mógł od niej oderwać oczu. Mimo sześciu lat małżeństwa i wspólnego domu, nie mieli jeszcze potomstwa. Grażyna była o siedem lat młodsza od męża; wziął ją za żonę zaraz po osiemnastce, mając wrażenie, że przed nimi jeszcze długa droga i w końcu przyjdą dzieci. Całe siły poświęcał na urządzenie rodzinnego gniazdka: po remoncie mieszkania ruszył do budowy działki w lesie, potem domku, a na końcu łaźni.

Kupił mnóstwo sadzonek, egzotycznych roślin, posadził dziesięć odmian truskawek Na rabacie stała chryzantema wisienka na torcie, bo Grażyna uwielbiała ten kwiat. Często mówiła Aleksandrowi:

Jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie, uprawiaj chryzantemy. Tak mówi wschodnia mądrość.

I on wciąż szukał nowych odmian, bo kto odmówiłby szczęścia? Na jesień chryzantemy rozkwitały w swojej królowej barwie, różowe, białe, igiełkowe kulki wypełniały cały ogród. Sąsiedzi z działki przewracali głowy, przechodząc obok. Nie mogli się nasycić ich majestatem. Jaka to szczęśliwa para, wszystko rośnie, bujnie kwitnie.

Aleksander nie zaznał spokoju. Zmęczony, pracował od świtu do zmierzchu. Grażyna zawsze chętnie pomagała w domu. Nie chciał, by gdzieś pracowała czy to z zazdrości, czy z prawdziwej troski, nie wiadomo. Mąż żywiciel, żona strażniczka domowego ogniska taki był jego motto.

Na początku Grażyna cieszyła się taką troską gospodarza. Gotowała wykwintne potrawy, piekła torty, zalewała warzywa w słoikach i przyrządzała konfitury z jagód. Po kuchni oddawała się twórczości: dziergając modne swetry, haftując koronkowe serwetki, malując obrazy. Z czasem zaczęła się jednak zastanawiać, po co to wszystko, jeśli nie ma potomstwa. Gdy przyjdzie chwila, kiedy przygotuję glebę do rozmnożenia naszej rodziny, to będzie twoje słowo, mawiał Aleksander.

Grażyna odpowiedziała:

Przepraszam, kochanie, ale nie będziemy mieć dziedziców. Wiesz, że i moja siostra jest bezdzietna?

Miłość Aleksandra była silna, lecz pusta. Zbliżał się moment, kiedy opuści swoją żonę i poszuka płodnej partnerki. Myśli o tym przytłaczały Grażynę, a jej dusza zaczęła cierpieć. Uznała, że należy zerwać ten węzeł, choć bolało nie do zniesienia, ale jedyne wyjście. Gdy jesteśmy młodzi, musimy działać. Niech Aleksander znajdzie inną, a ja będę, gdzie mnie los poprowadzi.

Aleksander nigdy nie skrytykował Grażyny. W pracy koledzy podsuwali mu temat potomstwa, plotka wędrowała po biurze. Najpierw żartował: Mieszkanie wciąż nie jest gotowe, potem dodawał, że trzeba zbudować dom na wsi, a w końcu stwierdzał: Wystarczy nam we dwoje.

Wśród pracowników była Irena, otwarcie zakochana w Aleksandrze. Nie ukrywała swych uczuć, lecz nie odważyła się rozpaść rodzinę. To grzech mawiała, uśmiechając się i dotykając delikatnie jego ramienia przy porannym przywitaniu w fabryce. Aleksander nie zwracał na to uwagi, bo miał swoją ukochaną i nie zamierzał godzić się na romanse w pracy. Irena była jedynie przyjaciółką, a Grażyna o niej słyszała, lecz nie widziała w niej rywalki.

Pewnego wieczoru Aleksander wrócił do pustego domu. Na kuchence wciąż ciepła kolacja, a na stole kartka w ręku Grażyny:

Kochany Aleksandrze! Przepraszam, nie udało nam się zbudować pełnej rodziny. Żyj dalej bez mnie. Zawsze Twoja, Grażyna.

Serce mu zamarło. Sześć lat poświęcił rodzinie, nosząc Grażynę na rękach, nie dostrzegając nikogo innego. Myślał o swoim małym wyspie szczęścia, o domu, działce i pachnących kwiatach. Wiedział, że jeśli Grażyna odjechała, to na zawsze. Ucieka żona, potykając się o pantofle. Co jej brakowało? Ludzie żyją i bez dzieci, radzą sobie rozmyślał ciężko oddychając.

Został sam, zamknięty w sobie, ponury i milczący. Nie wyobrażał sobie innej kobiety, uważał, że wyczerpał już swoje szczęście. Życie straciło kolory.

Dziesięć lat później został wezwany do pilnej delegacji. Bilety nie było, więc musiał kupić bilet kolejowy w PKP. Pociąg już ruszał, wsiadł w pośpiechu i po chwili znalazł swoje miejsce.

Dobry wieczór! zwrócił się do kobiety patrzącej w okno.

Nieznajoma odwróciła się.

Grażyna? Ty? on zaniemówił, osiadł zaskoczony.

Aleksandrze? nie od razu rozpoznała swoją byłą żonę.

Oboje padli w objęcia, jakby wśród snu spotkali najbliższą rodzinę. Stały tak milcząco, pośród szumu wagonu, nie mogąc uwierzyć, ile lat ich rozdzieliło.

Opowiadaj, kochanie! Wszystko o tobie mnie interesuje! Rodzina? Dzieci? wymusiła Grażyna.

No, rodzina siedem lat małżeństwa. Pamiętasz Irenę? Moja żona. Mamy dwie córki mówił nieśmiało, jakby przepraszając.

Ja też mam rodzinę. Mąż i dwóch synów. Wpadłam w to małżeństwo, jak w wodę, uciekłam od siebie samej. U mnie spokojnie i równomiernie, Aleksandrze. Jedziemy do Warszawy, a potem odwiedzam rodziców w rodzinnym mieście. Mój mąż to szef dużej firmy, przeprowadziliśmy się do Warszawy. Jestem szczęśliwa. Nie chcę cię ranić, ale kocham go.

Grażyno! Życie nas rozproszyło. Szkoda, że tak się stało. Ale jeśli zawołasz, przybędę, przylecę, przyczołgam się! przyznał Aleksander.

Nie wołam, nie chcę krzywdzić męża. On jest dobry, kocha synów, chce córkę. Dba o mnie, podnosi mnie na piedestał, nazywa mnie boginią. Szanuję go, cenię. A to może być więcej niż miłość Mąż i synowie to przystań mojej duszy. Ale tę noc poświęcę ci i sobie. Chcę wdychać twoje oddechy, umrzeć w twoim dotyku, rozerwać duszę na strzępy Ta bajkowa noc wystarczy mi na całe życie wyznała Grażyna, z uśmiechem pełnym ulgi.

Rano pociąg zbliżał się do stacji. Grażyna przygotowała się, niecierpliwie czekając na przyjazd. Aleksander, widząc jej starania, poczuł zazdrość, jakby nocny romans rozpostarł się przed nim.

Oto dworzec. Pożegnajmy się, kochanie szepnęła, całując go w policzek. Zobaczyła swoich powitających, machnęła ręką i pobiegła na peron. Tam stał imponujący mężczyzna z dwoma chłopcami, trzymając w ręku ogromny bukiet białych chryzantem. Grażyna podbiegła, pocałowała rodzinę, odwróciła się, spojrzała na Aleksandra i wyszeptała:

Żegnaj, kochany!

Aleksander skinął ze zrozumieniem, powoli wyszedł z wagonu, patrząc z lekkim rozczarowaniem i nutą ironii w stronę odjeżdżającej rodziny. Tak to już koniec. Mówią, że szczęścia nie da się zapakować w skrzynkę. Czas iść dalej.

Dziewięć miesięcy później Grażyna przywiozła do synów małą siostrzyczkę. Mąż był nieopisanie radosny ze narodzin córeczki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 19 =

ZANIM SIĘ POŻEGNAMY