Zanim Powiemy Żegnaj

Słuchaj, chciałem Ci opowiedzieć historię o Aleksem i Grażynie, bo przypomina mi trochę nasze znajome opowieści z małej wsi pod Krakowem. Aleksander prawie czcił swoją żonę jak świętość. Nie mógł jej się nasycić. Mieszkali razem legalnie od sześciu lat, ale nie mieli jeszcze dzieci.

Grażyna była o siedem lat młodsza od męża. Aleksander poślubił ją zaraz po tym, jak skończyła osiemnaście, więc myślał, że przed nim mnóstwo lat na potomstwo. Z całych sił włożył się w budowanie rodzinnego gniazda najpierw remont w mieszkaniu w Warszawie, potem budowę domku letniskowego na Mazurach, a później własną saunę. Kupił masę sadzonek, egzotycznych roślin i posadził dziesięć odmian truskawek. Najważniejszą rośliną na kwiatowym rabacie była chryzantema, prawdziwa wisienka na torcie, bo Grażyna uwielbiała te kwiaty. Często powtarzała do Aleksego:

Jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie, uprawiaj chryzantemy. Tak mówią wschodnie przysłowia.

I Aleksander starał się. Zawsze kupował nowe odmiany, bo kto odmówiłby szczęścia? W październiku chryzantemy rozkwitały w pełni, nie bez powodu nazywa się je królową jesieni. Fioletowe, różowe, białe, igiełkowate kulki rozświetlały cały ogród, a sąsiadom od lat nie mogło się od nich oderwać. Co za wspaniała para! Wszystko rośnie, bujna i piękna mawiali, przechodząc obok.

Aleksander nie miał spokoju. Pracował od świtu do zmierzchu, a Grażyna z ochotą pomagała mu w domu. Nie chciał, żeby żona gdzieś pracowała może to zazdrość, a może prawdziwa troska o rodzinę. Mąż żywiciel, żona strażniczka domowego ogniska tak brzmił jego motto. Na początku Grażyna cieszyła się z takiego zaangażowania. Gotowała wykwintne potrawy, piekła ciasta, robiła konfitury i dżemy. Po kuchni przyszedł czas na kreatywność robiła modne swetry, haftowała serwetki, a nawet malowała obrazy.

Z czasem jednak zaczęła myśleć o przyszłości ich małej rodziny. Po co to wszystko, jeśli nie będzie nikogo, kto przyjdzie po nas? rozważała. W końcu nadszedł moment, kiedy Aleksander z dumą ogłosił:

No i proszę, kochanie, przygotowałem glebę pod powiększenie naszej rodziny. Teraz twoja kolej.

Grażyna odpowiedziała: Przepraszam, Alek, ale nie będziemy mieli potomstwa. Wiesz, i moja siostra nie ma dzieci. Aleksander kochał swoją żonę, ale pustka w sercu zaczęła się wypełniać niepokojem. Z czasem myślał, że znajdzie urodzajną kobietę, a Grażyna coraz częściej ogarnęły smutne myśli.

W końcu uznała, że ten węzeł nie da się rozplątać, trzeba go zerwać raz na zawsze. Ból był nie do zniesienia, ale inaczej nie dało się żyć. Niech znajdzie nową żonę, a ja niech zostanie, co chce pomyślała. Aleksander nigdy nie narzekał na Grażynę, ani słowem, ani spojrzeniem.

Koledzy z pracy podpowiadali mu, że potrzebują dzieci. Plotka lata jak ptak mawiali. Najpierw śmiał się, że nie mają własnego mieszkania, potem mówił, że trzeba zbudować dom na wsi, a w końcu retorycznie dodawał: Z żoną nam dobrze. W pracy była też Halina, która była zauroczona Aleksandrem. Wszyscy wiedzieli, że Halina ma w sercu nieodwzajemnioną miłość, ale nie odważyła się roztrzaskać małżeństwa: To grzech mawiała. Zawsze uśmiechała się do niego, rozmawiała po cichu, dotykała delikatnie jego ramienia przy porannym przywitaniu. Aleksander jednak nie zwracał uwagi na jej sygnały. Jestem już żonaty i kocham swoją Grażynę! myślał.

Pewnego dnia wracając do domu, Aleksander nie znalazł Grażyny. Na kuchence leżał jeszcze ciepły obiad, a na stole leżała kartka. Z ręcznego pisma Grażyny było:

Kochany Leszku! Przepraszam, nie udało nam się zbudować pełnej rodziny. Żyj życiem bez mnie. Na zawsze Twoja, Grażyna.

Aleksander zamarł. Przez sześć lat oddał się rodzinie, nosił Grażynę na rękach, nie zauważając nikogo wokół. Myślał, że ma własną wyspę szczęścia, a teraz wszystko się rozpada. Zrozumiał, że jej odejście jest już na dobre. Co jej brakowało? Ludzie żyją i bez dzieci, radzą sobie rozmyślał, ciężko wzdychając.

Nie zostaje nic innego, jak iść dalej. Leszek zamknął się w sobie, stał się ponury i cichy. Nie wyobrażał sobie innej kobiety przy sobie, sądził, że już wyczerpał swoje szczęście. Życie straciło kolory.

Dziesięć lat później dostał pilny wyjazd służbowy. Nie miał biletów, więc kupił bilet na pociąg do Gdańska za pięćdziesiąt złotych. Pociąg już ruszał, więc wpadł do wagonu, zadyszany, otworzył swoje miejsce i zwrócił się do kobiety siedzącej przy oknie:

Dobry wieczór!

Ona odwróciła się. To była Grażyna. Alek wpadł w szok i usiadł, ledwie trzymając się na krześle.

Leszku? spytała niepewnie, nie rozpoznając od razu.

Oboje wpadli w objęcia, jakby spotkali się po raz pierwszy po latach. Stały tak, przytuleni, nie mogąc mówić. Ile lat minęło! pomyślał Aleksander. Grażyna zaczęła wypróżniać:

Opowiadaj, Leszku! Co u Ciebie? Rodzina? Dzieci?

No, rodzina siedem lat małżeństwa. Pamiętasz Halinę? Moja żona. Mamy dwie córki trochę się wstydzę, że o tym mówię.

Ja też mam rodzinę mówiła mąż i dwóch synów. Wpadłam w to małżeństwo, jakby w wodę. Uciekłam od siebie samej. Teraz wszystko jest spokojne. Mój mąż jest dużym szefem, musieliśmy przeprowadzić się do Krakowa. A ja… nie żałuję, choć byłam bliska wrócić do Ciebie.

Jeden raz stałam przy Twoim progu, płakałam i odszedłam. Mosty spalone, wody nie da się zebrać. Ale kocham Cię, Leszku, do szaleństwa. Nie mogę Cię zapomnieć. Często śni Cię mi…

Aleksander odpowiedział z tęsknotą:

Ach, Grażyno! Życie nas rozdzieliło. Gdybyś zawołała, przybiegłbym, przyleciał, dopłynął!

Nie wołam, bo nie chcę ranić męża. On jest dobry, kocha nasze syny, chciałby mieć córkę. Dba o mnie, traktuje jak króla. Może to nawet większa miłość niż nasza…

Tę noc poświęcę Ci i sobie. Chcę poczuć Twój oddech, umrzeć w Twoich objęciach. Ta bajkowa noc wystarczy mi na całe życie wyszeptała Grażyna, z ulgą w głosie.

Rankiem pociąg zbliżał się do stacji. Grażyna przygotowała się, z niecierpliwością czekała na przyjazd. Aleksander, widząc jej starania, poczuł zazdrość, jakby wciąż była jego jedyną. Na peronie czekała rodzina mąż z dwoma chłopcami, trzymając w ręku bukiet białych chryzantem. Grażyna podbiegła, pocałowała ich, odwróciła wzrok i szepnęła:

Żegnaj, kochany!

Aleksander skinął głową ze zrozumieniem i wyszedł z wagonu, patrząc z lekką goryczą w stronę odjeżdżającej rodzinki. No i co, Leszku, mówią, że szczęścia nie da się kupić, a i tak muszę iść dalej pomyślał. Po dziewięciu miesiącach Grażyna urodziła synowi i córkę, a mąż był przeszczęśliwy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − jeden =

Zanim Powiemy Żegnaj