Weronika zawsze była dobrą córką, a potem i matką dla swojej dziewięcioletniej córki Małgosi. Dopóki nie poznała chłopaka – Adama. Wtedy wszystko się zmieniło. Zaczęła wagarować, malować się na czerwono i opuszczać lekcje. Pewnego dnia babcia znalazła w jej szufladzie drogie kosmetyki.
– Kto ci to kupił? – spytała, podnosząc srebrny błyszczyk.
– Adam – odpowiedziała krótko Małgosia.
– Adam? A skąd on ma na takie rzeczy? – Babcia myślała, że to kolega z klasy.
– No… pracuje.
I tak babcia dowiedziała się, że jej wnuczka chodzi z dorosłym facetem, który skończył AGH i ma już swoją kasę.
– Małgosiu, ty chyba nie myślisz poważnie o takim związku?! – zaczęła babcia.
– Dlaczego nie? Tobie wolno było, a mnie nie?
Babcia zamarła.
– Ja nie… Czekaj, czy ty jesteś w ciąży?!
– Tak, mamo – wybuchnęła Małgosia. – Ty też miałaś osiemnaście lat, jak urodziłaś mnie. „Jabłko nie pada daleko od jabłoni”, prawda? Zawsze mówiłaś, że jesteśmy podobne…
Babcia aż pobladła.
– Idę już – rzuciła Małgosia, sięgając po kurtkę.
– Gdzie?! Jeszcze nie skończyłyśmy rozmawiać! – Babcia podbiegła do niej, gdy córka wiązała buty. – A lekcje odrobiłaś? Matura za pasem!
Małgosia podniosła głowę, odgarnęła włosy i spojrzała wyzywająco.
– Lekcje… A ty o której wracasz ostatnio z pracy? Myślisz, że jestem ślepa?
Babcia myślała, że ukrywa to przed Małgosią. A ta tylko rzuciła jej triumfalne spojrzenie i wyszła, trzaskając drzwiami.
– Małgosia! – krzyknęła bezradnie babcia.
Wróciła do salonu i usiadła na kanapie. Córka dorosła, a z nią i problemy. W ciąży… Boże, to niemożliwe! Powinna była z nią wcześniej porozmawiać, ale myślała, że to jeszcze dziecko. Musiała działać. A z kim mogła się dogadać? No jasne – z mamą.
– Mamo, co mam robić? Małgosia chodzi z dorosłym facetem. Jest w ciąży… – wyrzuciła z siebie przez telefon.
– Może przesadzasz?
– Nie. Samo wyszło. Nie da się z nią gadać…
– Cała w ciebie. Ty też mnie nie słuchałaś. Trzeba było wyjść za tego… Jak mu tam?
– Nie kochałam go. Nie o mnie tu chodzi.
– Właśnie o ciebie. Gdybyś wyszła za mąż, miałaby ojca i nie szukałaby go na boku.
Babcia zrozumiała, że mama ma rację.
– Mamo… a czemu nie pozwoliłaś mi zrobić aborcji? – spytała cicho.
– Żałujesz, że urodziłaś Małgosię?
– Nie, ale…
– No właśnie. Wyobraź sobie życie bez niej. I nie krzycz na nią, tylko pogadaj spokojnie.
Rozmawiały długo. Babcia nie spała, czekając, aż córka wróci. Gdy drzwi się otworzyły, weszła do jej pokoju. Małgosia właśnie ściągała bluzę. Babcia spojrzała na jej brzuch – zawsze była chuda, ale teraz wydawało się, że jest… zaokrąglony. Więc to prawda.
– Ile już masz? Trzy miesiące? – spytała ledwie słyszalnym głosem.
Małgosia drgnęła i przycisnęła bluzę do siebie.
– Córeczko… – Babcia podeszła i objęła ją. – Nie będę krzyczeć. Chcę tylko pomóc.
Małgosia podniosła oczy – miała w nich łzy.
– Mówił, że nic mi nie będzie…
– Wie?
Przytaknęła.
– I co dalej?
– Przepraszam, mamo…
– Nie płacz. Gdzie on pracuje?
– W… Mamo, on jest dobry. Pobierzemy się po maturze.
– To przyjezdny?
– Tak, skończył AGH, ma pracę.
– Chcesz urodzić? A co ze studiami?
– Później… – Małgosia spuściła wzrok.
– Dobrze. Idź spać. Rano będziemy mądrzejsi.
Babcia nie mogła zasnąć. Wróciły wspomnienia – w szkole podobał jej się kolega, ale nic z tego nie wyszło. Aż pewnego weekendu, gdy rodzice wyjechali, zaprosił znajomych. Pili, tańczyli… Ona zasnęła w jego pokoju. I potem wszystko stało się tak szybko. Myślała, że „jakoś to będzie”. Nie było.
Gdy powiedziała mamie, ta poszła do jego rodziców. Obwiniali babcię – to ona „uwiodła ich syna”, ale nie pozwolą, by zmarnował sobie życie. „Jabłko od jabłoni…”
– Mój mąż umarł, gdy córka miała trzy lata – odparowała wtedy mama. – A wasz syn powinien umieć brać odpowiedzialność za swoje czyny.
Wysłali go na studia do innego miasta. Babcia długo bała się związków, aż w pracy poznała wdowca – szefa. Chciał się z nią żenić, ale go nie kochała.
A rok temu do biura przyszedł nowy – młody i przystojny. Od razu zaczął się do niej uśmiechać. Mówiła, że wokół tyle młodych dziewczyn, a ona sama ma prawie czterdzieści lat i dorosłą córkę. Ale to go nie zniechęciło.
I tak od pół roku spotykali się u niego. Czasem wracała później, wymyślała wymówki dla Małgosi. A ta wiedziała.
Olek od dawna chciał się z nią żenić, ale babcia się bała. Bo Małgosia jest jej podobna, tylko młodsza. A jeśli…
Następnego dnia znów zaczęła namawiać córkę na aborcję.
– Nie niszcz sobie życia. Wiem, co mówię. Za kilka lat inaczej spojrzysz na wszystko…
– Żałowałaś, że urodziłaś mnie? – przerwała jej Małgosia.
– Na początku tak. Ale teraz nie. Kocham cię.
Widziała wahanie w oczach córki, ale ta zaraz znowu twardniała.
Babcia powiedziała Olkowi o ciąży Małgosi.
– To dobrze. Jak wyjdzie za mąż, ty się do mnie wprowadzisz. – Objął ją mocno.
ApA gdy w końcu stanęła z Olkiem przed ołtarzem, zrozumiała, że życie potrafi zaskakiwać, ale też dawać niespodziewane szczęście.



