Zanim Będzie Za Późno

PO KOŃCA

W dwunastu lat odliczał zegar operacja. Prosta, zaplanowana, godzina znieczulenia, niekłopotliwe manipulacje i wypis tego samego dnia. Ona nie nalegała, by jechał z nią, wiedziała, że ma spotkanie otwarcie nowego oddziału w Warszawie.

Wszystko będzie dobrze rzekła, całując go w policzek, wrzucając do torby kilka saszetek karmy dla kotów mieszkających w piwnicach, i wybiegła przed drzwi.

Michał poprawił krawat, jeszcze raz szczegółowo przyjrzał się odbiciu w lustrze, podniósł teczkę z projektem i ruszył do biura. Stanowisko dyrektora generalnego w firmie, którą w ciągu kilku lat wyprowadził na pozycję lidera rynku, wymagało pełnego poświęcenia. A on dawał każdą wolną minutę. Próbował uspokajać się myślą, że to dla nich, dla niej, a nawet dla tych podziemnych kotów, które ona nieustannie karmi.

Nie że nie lubił kotów po prostu jej hobby wydawało mu się bezcelowe, nieprzydatne, nie niosące żadnego sensu. To był dziwak, którego trzeba było znosić, tak jak przyjmuje się mankamenty ukochanej osoby. Dlatego każde jego próby przywiezienia bezdomnych, pchliwych kocurów do domu spotykały się z jego kategorycznym odmową. Nie widział w tym żadnego pożytku. Proponował nawet orientalnego kocura, by choć trochę podnieść status to będzie elegancja. A te piwniczne? Czego z nich wziąć? Nie rozumiał, a ona już nie chciała tłumaczyć.

***

Operacja prosta zaplanowana nic wyjątkowego miałem pojechać z nią!!! powtarzał w ciągu tygodnia tysiąc razy. Gdy pędził, zostawiając wszystko w szpitalu, trzęsąc się, gdy lekarz mu wyciskał oczy, kiedy drążył się w projekcie, który nie pozwalał mu być przy niej, a stojąc na kolanach przy łóżku, przyklejony czołem do jej ręki, błagał, by nie zostawiała go samego.

Lecz ona milczała. Nikt nie przewidział, że zaplanowana operacja i godzinna narkozą mogą przerodzić się w śmierć

Robimy wszystko, co w naszej mocy tłumaczył lekarz.

Nic nie robicie! wrzeszczał z bezsilności, płacąc za jej przełożenie do oddzielnego pokoju.

Są szanse, trzeba czekać uspokajała go pielęgniarka.

Gdzie jest ta szansa?! krzyczał po całym korytarzu, gdy po tygodniu nie odzyskała przytomności.

Wypróbował wszystko: konsultacje najlepszych specjalistów, muzykę, rozmowy. Zanosił jej kwiaty, prawie przestał przychodzić do pracy, by być przy niej w każdej wolnej chwili. Błagał, obiecywał, szantażował. Poddany chwilowej szaleńczej ochłostyi całował ją, wspominając absurdalną bajkę o Śpiącej Królewnie, a z każdą dniem coraz głębiej wpadał w rozpaczę, w bestialską wściekłość, gotów zmiotąć wszystko na swojej drodze.

Odwrócony krzesło, rozbita waza. W gniewie rzucił torbę, z której roztańczyły się kolorowe saszetki karmy. Nie zdążyła nakarmić kotów tych samych bezużytecznych kocurów, które wywoływały w nim jedynie niechęć, starannie ukrywaną pod maską obojętności.

Przepraszam! Boże, co ja zrobiłem!

Chciałby cofnąć czas. Zetrzeć ręką to, co zrobił. Byłby gotów pełzać na kolanach razem z nią po te koty, zabierać je do domu i kochać, byleby tylko

Nagle adrenalina, podtrzymywana przez godziny, opadła. Zmęczony spojrzał na bałagan, podniósł drżącymi rękami kolorowe saszetki, by za dziesięć minut stanąć przy drzwiach tego podziemnego schronienia.

***

To nazywa się felinoterapia, ale nie ma zarejestrowanych przypadków pomocy w sytuacjach podobnych do naszej poważnie spojrzał na niego lekarz, obserwując, jak przynosi szóstą kolejno transporterkę do pokoju pacjentki.

Więc będziemy pierwsi wymamtał pod nosem, wypuszczając zwierzęta z klatek.

To jej koty. Rozumie pan? Jej! I oddam wszystko, by jej to powiedzieć. Po prostu

Poinformuję personel.

Dziękuję, powinienem był zrobić to wcześniej Rozumie pan? Ja

Nigdy nie traćmy nadziei. Uczymy się na własnych błędach, pamiętaj o tym.

Nie zapomnę Nigdy więcej nie zapomnę.

***

W dwunastu lat odliczał zegar operacja. Prosta, zaplanowana, godzina znieczulenia, niekłopotliwe manipulacje i wypis tego samego dnia. Ona nie nalegała na jego obecność, jednak nie mogła powstrzymać radosnego uśmiechu, patrząc, jak on, odkładając rozwieszony krawat, z zapałem zakłada szóstą uprząż na opornych i uciekających koty.

To były jej koty te podziemne, pchliwe, pod ciężarem których wstała rok temu, walcząc o oddech, nie rozumiejąc, co się dzieje.

Siedem par przeszywających jej wzrok. Sześć ulgowych oddechów ledwie słyszalnych i jeden triumfalny krzyk pełen niekończącej się radości, którego nigdy nie zapomni.

Może dlatego teraz, gdy znów ma przejść przez to zdarzenie, nie czuje strachu. Widząc wyczerpanego męża, przy którym przyczepiły się kolorowe włókna sierści, patrzącego na nią z wyrzutem, ona uśmiecha się jeszcze szerzej.

A potem śmieje się głośno z przechodniów, którzy się odwracają. Mężczyzna w eleganckim garniturze otoczony sześcioma bezrasowymi, lecz zaskakująco zadbanymi kotami, każdy ciągnący cienki smycz w swoją stronę, wydaje na ulicę rozdrażnione Miau?! widok nie dla słabych serc.

Operacja. Prosta. Zaplanowana. Godzina znieczulenia, niekłopotliwe manipulacje i wypis tego samego dnia. A jeśli nie przestaniecie gryźć wszystko wokół, następnym razem zostaniecie w domu! mruknie mężczyzna siedzący na szpitalnym dziedzińcu, otoczony kotami, trzymający lekko pogryzioną, ale wciąż piękną bukiet róż.

Spogląda na zegarek, wygodnie chwyta sześć kolorowych smyczy, przelotnie ocenia, czy uprzęże nie są poluzowane, po czym patrzy na okna pokoju, w którym po operacji budzi się jego żona. Wkrótce będą mogli ją odwiedzić. Wreszcie będzie mógł narzekać na sześciu ogoniastych leniuchów, które bez niej nie chcą go słuchać.

I powiedzieć, jak bardzo ją kocha. I kochać zawsze. Nawet gdy zniknie na kilka dni w schronisku dla kotów, którego budowę sfinansowała jego firma kilka miesięcy temu.

Głupi, naprawdę Ale kiedy wspomina ten dzień, gdy otworzyła oczy, przekonuje się, że przy niej nie ma nic ważniejszego. Dlatego będzie nadal spełniał te błyskotliwe, choć dziwne, kaprysy, które czynią ją niesamowicie szczęśliwą.

Zawsze, póki nie jest za późno.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + 16 =

Zanim Będzie Za Późno