ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

Zanim jeszcze minie północ, w dwunastu lat jej przyjdzie operacja. Prosta, planowa. Godzina znieczulenia, niewielkie manipulacje i wypis ze szpitala tego samego dnia. Powinienem był pojechać z nią, ale ona nie nalegała wiedziała, że mam ręce pełne papierów. Przecież otwieramy nowy oddział w centrum Warszawy.

Wszystko będzie dobrze rzuciła, całując mnie w policzek, wyrzucając do torby kilka saszetek karmy dla kotów, które żyją w piwnicy, i wymknęła się przez drzwi.

Poprawiłem krawat, jeszcze raz przejrzałem się w lustrze, chwyciłem teczkę z projektem i ruszyłem do biura. Pozycja dyrektora generalnego w firmie, którą w kilku latach wyniosłem na szczyt polskiego rynku, wymagała pełnego poświęcenia. I poświęcałem. Każdą wolną chwilę. Uspokajając się, że to dla nas, dla niej, a nawet dla podziemnych kocurów, które codziennie dokarmiam.

Nie że nie lubiłem kotów po prostu to jej pasja wydawała mi się bezcelowa, nieprzynosząca żadnego sensu. Była jak drobna wada, którą przyzwyczaja się znosić, jak mankamenty ukochanej osoby. Dlatego każde jej podanie domowego futra z ulicy odrzucałem stanowczo. Nie widziałem w tym żadnej korzyści. Może kot orientalny, który podnosiłby mój status? A podziemne? Co z nich wziąć? Nie rozumiałem, a ona już nie chciała tłumaczyć.

***

Operacja prosta planowa nic szczególnego miałem z nią jechać!!!
Ile razy w tygodniu powtarzałem to w myślach? Tysiąc? Dziesięć tysięcy? Gdy pędziłem do szpitala, zostawiając wszystko za sobą Gdy trzęsłem się w białym fartuchu, patrząc w oczy lekarza Gdy drapałem w szaleństwie projekt, który trzymał mnie z dala od niej, klęcąc przy łóżku, przyciskając czoło do jej dłoni i błagając, by nie zostawił mnie.

Jednak ona milczała. Nikt z nas nie przewidział, że planowa operacja i godzinna narkoza mogą skończyć się śmiercią

Robimy, co w naszej mocy tłumaczył lekarz.

Nie robicie nic! wściekł się, płacąc za jej przełożenie do oddzielnego pokoju.

Szansa jest, trzeba poczekać uspokajała pielęgniarka.

Gdzie jest ta szansa?! krzyczał w korytarzu, gdy po tygodniu nadal nie odzyskała przytomności.

Eksplorował wszystkie możliwe drogi: konsultacje najlepszych specjalistów, muzyka, rozmowy, zasypywał jej salę kwiatami. Praktycznie przestał przychodzić do pracy, by być przy niej każdej wolnej chwili. Obiecywał, szantażował, poddawał się chwili i całował, przywołując absurdalną bajkę o Śpiącej Królewnie, a z każdym dniem coraz bardziej pogrążał się w rozpaczy, w bestialskiej furi, gotowy roztrzaskać wszystko.

Odwrócony krzesło, rozbita waza. W gniewie wyrzucona torba, a w jej wnętrzu rozsypane kolorowe saszetki karmy. Nie zdążyła ich nakarmić. Te same bezwartościowe kocury, które wzbudzały we mnie tylko niechęć, starannie ukrywaną pod maską obojętności.

Chłopcze! Boże, jakiś chłopcze!

Zgarnąłby wszystko, co dałoby mu szansę wrócić w przeszłość, wymazać dłonią to, co się stało. Gotów byłby czołgać się na kolanach z nią po piwnicach, zabrać te koty do domu i pokochać je, choćby po to, by

Nagle adrenalina, podtrzymująca krew, wyczerpała się nagle. Znużony, spojrzał na bałagan, podniósł drżącymi rękami kolorowe saszetki, by za dziesięć minut stać przy drzwiach tej samej piwnicy.

***

To się nazywa felinoterapia, ale nie ma udokumentowanych przypadków pomocy w sytuacjach takich jak nasza poważnie spojrzał na niego lekarz, obserwując, jak wciąga szóstą kolejno klatkę z kotami do sali pacjentki.

Czyli będziemy pierwsi wyszeptał, wypuszczając zwierzęta z klatek.

To jej koty. Rozumie pan? Jej! I oddam wszystko, by tylko powiedzieć jej o tym, po prostu

Poinformuję personel.

Dziękuję, powinienem był to zrobić wcześniej Rozumie pan? Ja

Nigdy nie trać nadziei. Uczymy się na własnych błędach, nie zapominaj o tym.

Nie zapomnę Już nigdy nie zapomnę.

***

Operacja w dwunastu lat, prosta, planowa, godzina narkozy, wypis tego samego dnia. Nie nalegała, bym przy niej był. Znowu jednak nie mogła powstrzymać radosnego uśmiechu, patrząc, jak odrzuca ostatni odklejony krawat i z zaciśnięciem zakłada szóstą szelkę po kolei na oporne, uciekające koty.

Jej koty. Te podziemne, pełne pcheł, które przytłoczyły ją rok temu, zmuszając do pierwszego oddechu, nie pojąwszy, co się dzieje.

Siedem par przeszywających jej oczy. Sześć ulotnych oddechów na krawędzi słyszalności i jeden triumfalny krzyk radości, którego nigdy nie zapomni.

Może dlatego, gdy znów ma przejść przez to samo, nie czuje strachu. A widząc wyczerpanego męża, którego koszula przylepiają się kolorowe włókna futra, patrzy na niego z rozczarowaniem, uśmiecha się szerzej.

Potem śmieje się głośno z przechodniów, którzy za nim podążają. Mężczyzna w drogiej marynarce, otoczony sześcioma bezrasowymi, lecz zadbanymi i pięknymi kotami, każdy z nich ciągnie cienką smycz w swoją stronę, wykrzykując na ulicę roześmiane Miau?! widowisko nie dla słabych nerwów.

Operacja. Prosta. Planowa. Godzina narkozy, wypis tego samego dnia. A jeśli nie przestaną gryźć wszystkiego, kolejny raz zostaną w domu! mrugał cicho mężczyzna siedzący w szpitalnym dziedzińcu, otoczony kotami, trzymający na kolanach lekko pogryziony, ale wciąż piękny bukiet róż.

Patrzy na zegar, chwytając wygodniej sześć kolorowych smyczy, przelotnie sprawdzając, czy szelki nie poluzowały się, po czym spogląda na okna sali, w której po operacji budzi się jego żona. Wkrótce pozwolą mu do niej wejść. Wreszcie będzie mógł narzekać na sześciu ogoniaste leniuchy, które bez niej nie chcą go słuchać.

I powiedzieć, jak bardzo ją kocha. I kochać dalej, nawet gdy zniknie na kilka dni w schronisku dla kotów, które jego firma sfinansowała kilka miesięcy temu.

Głupi, oczywiście Ale kiedy wspomina dzień, w którym otworzyła oczy, zawsze przekonuje się, że dopóki ona jest przy nim, nie ma w jego życiu nic ważniejszego niż ta jego własna głupota. I będzie dalej realizował te impulsywne, a jednak ją uszczęśliwiające kaprysy.

Zawsze, póki nie jest za późno.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 4 =

ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO