Znowu byłeś u niej Zuzanna spojrzała na mnie ze złamanym wzrokiem.
Zatrzymałem się w połowie zdania i upuściłem łyżkę.
Zegarek! skinęła ręką na moje nadgarstki.
No tak, właśnie machnąłem niechlujnie, zakrywając kopertę.
Znalazłam pudełko w śmietniku powiedziała a w środku był paragon!
Zepchnąłem wzrok w dół, przyglądając się talerzowi.
Umawialiśmy się, że nie będziesz do niej wracać powiedziała ze złością. Dariuszu, przysięgałeś! Przysięgałeś!
No, Zuzu odparłem, ona tak bardzo prosiła! Rozumiem, że obiecałem, ale przecież nie przestała być moją przełożoną! Jak mogłem odmówić?
Grzecznie! wstrzymałam emocje. Tak, przyjmij to z życzliwością! Jestem zamężna! Kocham swoją żonę!
Wtedy musiałem to zrobić! A teraz, z całym szacunkiem westchnęła Zuzanna. Nie jest jedyną pracodawczynią w mieście!
Zuzanno, pomyślmy logicznie zebrałem myśli. Ona teraz daje mi najlepsze warunki za dotychczasowe zasługi Zuzanna zaciśnęła zęby, ale nie odezwała się. Czy w innej firmie będzie tak? Raczej nie!
Siedzenie mi na karku, rozumiesz, i ty tego nie chcesz. A ona zwróciła się w wyjątkowym wypadku, odwołując się do starej pamięci! Poza tym zegarek to nie jedyne, co przyniosłem!
I to dla ciebie i dla Kasi! Złote łańcuszki z wisiorkami znaków zodiaku!
Co za nieziemska hojność dodała Zuzanna z sarkazmem. Sprzedasz i oddasz pieniądze! Ani ja, ani Kasia ich nie założą!
Po prostu oddam do sklepu wzruszyłem ramiona paragony zostawiła Waleria Waleria Grzegorzewna je położyła.
I zegarek! skinęła na mój nadgarstek.
Och, dobra! skrzywiłem się. A nie! Nie ma pudełka ani paragonu!
Położyła je przed mną na stole.
Dobrze odpowiedziałem chłodno oddam! Zadowolona?
I nie chodź do niej więcej! Co chcesz, kombinuj, ale nie powtarzaj tego!
Zacisnąłem język i odwróciłem głowę, wydychając:
Zuzanno, ona obiecała, że to ostatni raz, ale musisz zrozumieć, że nasze utrzymanie zależy od pensji, którą wypłaca! A jeśli ona powie
Musisz odmówić! wściekła się Zuzanna. No dobrze! To była wymuszona sytuacja! A teraz nie mamy takiej potrzeby!
***
Człowiek nigdy nie wie, po co jest gotów się posunąć, gdy potrzeba dławi go od szyi. W takich momentach mówi się, że zrobią wszystko, lecz to często tylko ostentacja. Zawsze istnieje granica, której przy największej biedzie nie przejdziesz.
Ja i Zuzanna nie mieliśmy łatwego losu. Dzieciństwo nie sprawiało radości. Nie byliśmy wychowankami domu dziecka, ale o takim marzyliśmy. Pochodziliśmy z licznych rodzin.
Los uśmiechnął się nam w połowie nie cała odpowiedzialność spoczywała na naszych cienkich barkach, ale i tak pracy było mnóstwo.
Dobrobyt był wtedy pojęciem rzadkim: nie głodowaliśmy, mieliśmy ubrania, obuwie i ciepły dach nad głową można powiedzieć, że szczęście nas dopadło. Za najmniejszy błąd można było stracić kolację lub trafić na strych.
Od najmłodszych lat trzeba było kombinować, przetrwać, kłamać, chwytać i bronić się! O traumach psychicznych, jak dziś się mówi, wtedy nie myślano.
Łączyli nas jak korale na sznurze. Z tymi naszyjnikami, Zuzanna i ja opuściliśmy dom rodzinny, nie zamierzając już nigdy wrócić.
Mieliśmy wybór: pojechać do najbliższego większego miasta, by tam zbudować życie. Lecz my, Zuzanna i ja, woleliśmy przejechać tysiąc kilometrów i osiedlić się nie w wielkiej metropolii.
Rządziła nami myśl, że chcemy być nie do znalezienia, odciąć wszystkie więzi z rodziną raz na zawsze. Nie zostało nam nic ciepłego pod jednym dachem.
Na końcu każdej drogi, w miejscu spotkania, znów się spotkaliśmy. Można to nazwać przypadkiem, a można przyciąganie podobnych losów.
Podczas poznawania się, wymieniając historie, zdziwiliśmy się, jak podobne są nasze życiorysy.
To chyba w ludziach tkwi zauważyłem filozoficznie. A może tak jest zwyczajowo. Nasze rodzinne domy dzieliły dwa tysiące kilometrów. Różne dialekty, różne zwyczaje, a nas połączyła ta sama bolesna historia!
Wspólny ból łączy lepiej niż wspólny cel. Ślub stał się nieuchronny.
Samemu zawsze trudno, zwłaszcza na początku. A we dwoje można góry przenieść. Tak zaczęliśmy wspólną drogę ku szczęściu.
Uczylibyśmy się i dorabialiśmy, potem pracowaliśmy w różnych miejscach. Chcieliśmy wszystkiego, czego brakowało nam w dzieciństwie: pysznego jedzenia, nowych ubrań, wygodnych butów, własnych drobiazgów i własnego mieszkania.
Z mieszkaniem pojawiły się problemy. Nie udało się odłożyć na wkład własny. Ciągle coś przyciągało naszą uwagę, bez czego nie chciano żyć.
To zachowanie nie było zdrowe, ale stało się naszą charakterystyką. Nie wywoływało kłótni, bo oboje byliśmy podobni.
Kiedy Zuzanna zaszła w ciążę, musiałem zrezygnować z własnych zachcianek.
Kochanie, będzie nas więcej, a wynajęte mieszkanie z małym dzieckiem
Rozumiem odpowiedziała Zuzanna. Odkładamy na wkład!
Zbyt pewnie myśleliśmy. Zebraliśmy trochę pieniędzy, znaleźliśmy mieszkanie na rynku wtórnym, zgodziwszy się na lokal w stanie do remontu.
Zrobimy remont rzuciłem ramieniem. Warszawa nie zbudowała się od razu! Najważniejsze, że to nasze mieszkanie!
No tak westchnęła Zuzanna, będąc w ostatnim miesiącu ciąży. A potem będziemy spłacać dwadzieścia lat!
Spłacimy! powiedziałem na siłę.
Matematyka jest ściśle naukowa, a pieniądze, jak wiadomo, uwielbiają porządek. Po narodzinach Kasi usiedliśmy i przeliczyliśmy.
Wyszło, że jeśli ograniczymy niepotrzebne wydatki i odrobinę oszczędzimy, damy radę z kredytem i będziemy żyć przyzwoicie.
Mieliśmy wiele niewiadomych i założeń, które staraliśmy się uwzględnić, nawet wspomnieliśmy o inflacji. Byliśmy jednak przekonani, że damy radę.
Tam, gdzie ludzie mają pewność, los ma własne plany. Los wydawał się jeszcze nie do końca wypróbować nas. Ale trzymał swój cios na później, gdy wszystko szło gładko.
Zuzanna pracowała kasjerką w sklepie, ja menedżerem w biurze. Ona dążyła do stanowiska starszej kasjerki, ja szykowałem się do objęcia działu.
Podwyżki podniosłyby nasz standard życia. Ostrożnie liczyliśmy, że szybciej spłacimy kredyt i będziemy mogli sobie pozwolić na bogatsze życie.
Gdy podwyżka Zuzanny przyszła, nadeszła choroba Kasi. Lekarze najpierw nie wiedzieli, co się stało dwunastoletniej dziewczynce. Po długich badaniach okazało się, że złapała egzotyczną chorobę w kontakcie ze zwierzętami w mobilnym zoo, które jeździło przez nasz region.
Leczenie trwało lata, a leki były wyjątkowo drogie.
Zyskaliśmy rok na odroczenie kredytu mówiłem ale na dłużej nie liczymy!
Co robić? zapytała Zuzanna ze łzami.
Nie wiem odpowiedziałem zagubiony. Szef zmienił się. Nasz dyrektor sprzedał firmę. Teraz nowa szefowa, więc podwyżki zamarznięte. Pójdę do niej na kolana! Powiem, że potrzebuję awansu, bo chcę uratować Kasię!
Idź zgodziła Zuzanna. Ona jest kobietą! Zrozumie! A ja też się przyłożę, jeśli trzeba!
Trzy dni później wróciłem do domu po północy w zamglonym pośpiechu. Szczęśliwie kolejny dzień był sobotą.
Rano Zuzanna zapytała, skąd biegłem po zielonych wężach.
Zino, nie wiem, co ci powiedzieć mruknąłem. Nasza nowa szefowa, Waleria Grzegorzewna, jest samotna! Potrzebuje… usług! I obiecała nie tylko mnie awansować, ale i płacić!
Szaleje? krzyknęła Zuzanna. Mówisz, że jesteś żonaty?
Już wiele razy! potwierdziłem. Ona twierdzi, że to lepsze! Mówi, że jestem zdrowy, nie mam problemów i nie będę nalegał na relację. Tylko usługa, a pieniądze od niej!
Zuzanna była w totalnym zamieszaniu. Na jednej wadze leżało zdrowie dziecka, a na drugiej usługa.
Co o tym myślisz? zapytała cicho.
Jak powiesz, tak będzie odpowiedziałem.
Zuzanna zrozumiała, że oddałem jej decyzję w moje ręce, więc byłem już moralnie i fizycznie gotowy. Rozmawiałem z nią całą noc przy butelce.
Zdecydowałem się dla córki. Gdyby to było dla mnie, pewnie bym nie powiedział Zuzannie. Nie mogłem po prostu oddać męża w ramiona innej kobiety, nie znając jej. Sprawdziłem jej profil w sieci:
Ma piętnaście lat więcej niż ja, nie ma dzieci, męża, nigdy nie miała. Bizneswoman, serce w portfelu. Kupuje to, czego chce.
Dariuszu, powiedz jej było trudne, by dać ostateczną odpowiedź. Powiedz, że to tylko dla dziecka! A jak się wyleczy, wszystko się skończy!
Powiedziałem jej od razu zaznaczyłem się rumieniąc. Będę tym facetem! Ale muszę ratować Kasię!
Cztery lata zajęły, żeby Kasi się wyleczyć. Cztery lata Zuzanna cierpiała, kiedy dzwoniłem i mówiłem, że przyzwyczaił mnie Waleria Grzegorzewna. Na szczęście nie dzwoniła zbyt często raz lub dwa w miesiącu.
Awans w końcu otrzymałem. Zostałem najpierw kierownikiem działu, potem zastępcą szefa oddziału. Kariera nie zakończyła się na tym, lecz nie od razu.
Prezentów, czyli zapłaty od Walerii Grzegorzewnej, było pod dostatkiem. Nie tylko na leczenie Kasi, ale i na gotówkę. Były to nawet drobne upominki. Dla Zuzanny i Kasi trochę cynizmu, ale do zwrotu dołączano paragon i adres sklepu.
Wtedy, gdy Kasi zakończyły się ostatnie badania, Zuzanna westchnęła z ulgą:
Już nie muszę *cenzurowane* twoją szefową! Mogę po prostu pracować!
Dzięki Bogu! odetchnąłem. Jutro jej powiem!
Miesiąc później Zuzanna zauważyła w mojej szafie nową koszulę, nie ze sklepu, a z luksusowego butiku, potem krawat ze złotą klamrą, nowy skórzany portfel i trochę pieniędzy w środku.
Mówił, że to premia za świetną pracę oddziału. I że już jestem szefem oddziału! A potem te zegarki!
Zuzanna nie miała pojęcia, ile kosztowały, dopóki nie znalazła w koszu na śmieci pudełko i paragon.
Co za prezenty!
Ja, co oczywiste, nadal świadczyłem usługi swojej szefowej. Musiałem to jakoś wyjaśnić!
Co rozumiesz! wykrzyknąłem. Nie mamy potrzeby! Żyjemy w tej norki! Oszczędzamy na wszystkim! W sklepach szukamy tylko wyprzedaży! A ja chcę normalnie żyć!
Chcę auto! Chcę wakacje! Chcę, żebyś miała wszystko sukienki, buty, biżuterię, futra! I dla córki chcę przyszłości, aby dostała dobrą edukację, żeby nie musiała błąkać się po wynajmowanych mieszkaniach, a od razu mogła mieć własny dom!
A jeśli mam to zrobić, muszę *cenzurowane* tę osobę. Nie robię tego tylko dla siebie, ale dla całej rodziny!
Zuzanna zamroczona, patrzyła na mój rozczerwiony pysk, po czym wpadła w milczenie. Woda lodowa spłynęła po jej myślach.
Molo! wymówiła po sylabach. Jak pięknie to ująłeś! I od razu wymyśliłeś wymówkę! Wszystko dla rodziny! Dla żony i córki!
Tak! I co? zapytał z wyzwaniem.
Nie krzywdzisz siebie! Zuzanna znów wskazała na zegarek. Nie, Dariuszu. Już nic nie będzie! Dziękuję, że pomogłeś naszej córce, ale nie chcę tego dłużej znosić! Idź!
Nie zrozumiałem, dlaczego mnie wyrzuciła.
Co to ma znaczyć? Gdy dla dziecka mogę! A inaczej nie! To też dla dziecka! Nie krzywdzi mnie to! Mam prawo! Zwłaszcza że sam to zarobiłem!



