Zamieniła się w służącą Gdy Alina postanowiła wyjść za mąż, jej syn Tomek oraz synowa Kasia byli z…

Została służącą

Gdy Teresa postanowiła wyjść za mąż, jej syn z żoną byli w szoku i nie wiedzieli, jak właściwie zareagować na tę wiadomość.

Jesteście pewni, że chcecie tak diametralnie zmienić życie w tym wieku? zagadnęła Ewelina, zerkając na męża.

Mamo, po co takie gwałtowne decyzje? denerwował się Bartosz. Rozumiem, że byłaś wiele lat sama i większość życia poświęciłaś mnie, ale teraz ślub? To przecież niepotrzebne.

Jesteście młodzi, dlatego tak patrzycie na wszystko spokojnie odpowiedziała Teresa. Mam sześćdziesiąt trzy lata, nie wiadomo, ile mi zostało. Ale mam prawo przeżyć te lata z kimś, kogo kocham.

Ale po co od razu ślub? próbował przemówić matce do rozsądku Bartosz. Znasz tego Jana od dwóch miesięcy, gotowa jesteś całe życie zmieniać.

W naszym wieku nie ma sensu zwlekać, czasu się nie odzyska tłumaczyła Teresa. Cóż mi jeszcze trzeba wiedzieć? Jest ode mnie starszy o dwa lata, mieszka z córką i jej rodziną w trzypokojowym mieszkaniu, ma dobrą emeryturę, działkę pod Warszawą.

Gdzie zamierzacie mieszkać? dopytywał Bartosz. Tu już mieszkamy we trójkę, na kolejną osobę nie ma miejsca.

Nie przejmujcie się, Jan nie chce mieszkać z nami wyjaśniała Teresa. Przeprowadzę się do niego, tam przestrzeni sporo, mam dobre relacje z jego córką, wszyscy już dorośli, nie będzie żadnych awantur.

Bartosz martwił się, Ewelina próbowała go przekonać, żeby zaakceptował decyzję matki.

Może po prostu jesteśmy egoistami? zastanawiała się. Przyzwyczailiśmy się, że twoja mama nam pomaga, zajmuje się Zosią. Ale ma pełne prawo ułożyć sobie życie. Jeśli pojawiła się szansa, nie powinniśmy jej przeszkadzać.

Gdyby tylko razem mieszkali, ale po co ślub? nie rozumiał Bartosz. Jeszcze tylko nam ślub z białą suknią i zabawami na weselu.

To starej daty ludzie, może tak czują się bezpieczniej, pewniej próbowała tłumaczyć Ewelina.

Teresa w końcu wyszła za Jana, którego przypadkowo poznała na ulicy i niedługo potem zamieszkała w jego mieszkaniu. Na początku wszystko było w porządku, nowa rodzina przyjęła ją sercem, mąż nie sprawiał przykrości, a Teresa uwierzyła, że w jesieni życia znalazła swoje szczęście i może cieszyć się każdym dniem. Jednak szybko pojawiły się pierwsze niedogodności wspólnego życia.

Mogłaby Pani zrobić na kolację pieczeń? zapytała Inga. Sama bym coś przygotowała, ale mam tyle pracy, nie zdążam na nic, a Pani ma dużo wolnego czasu.

Teresa zrozumiała aluzję i od tego momentu przejęła gotowanie, a z tym pojawiły się też zakupy, sprzątanie mieszkania, pranie, a nawet wyjazdy na działkę.

Skoro jesteśmy już po ślubie, działka to też nasza wspólna sprawa powiedział Jan. Córka z zięciem nie mają czasu jeździć na wieś, wnuczka za mała, wszystko robimy więc we dwoje.

Teresa nie protestowała, lubiła być częścią dużej, zżytej rodziny, gdzie wszystko opierało się na współpracy i wzajemnym wsparciu. Z pierwszym mężem nie miała szczęścia był leniwy i sprytny, a później zniknął zupełnie, gdy Bartosz miał dziesięć lat. Minęło już dwadzieścia lat i nic o nim nie wiedzieli. Teraz wyglądało na to, że wreszcie wszystko w życiu Teresy jest na swoim miejscu; praca nie była ciężarem, a zmęczenie nie wywoływało złości.

Mamo, czy z ciebie odpowiednia działkowiczka? podśmiewał się Bartosz. Po każdej wycieczce ciśnienie masz pewnie wysokie. Po co się przemęczać?

No pewnie, że po co. Ale ja lubię to robić odpowiadała emerytka. Z Janem nazbieramy tyle warzyw, że wystarczy dla wszystkich. Z wami też się podzielimy.

Bartosz miał jednak wątpliwości, bo przez kilka miesięcy nikt nie zaprosił ich nawet na herbatę choćby dla poznania. Bartosz i Ewelina sami zapraszali Jana do siebie, obiecywał przyjść, ale zawsze brakowało mu czasu, sił, możliwości. Przestali się narzucać i uznali, że nowa rodzina nie jest skora do bliższych kontaktów. Najważniejsze dla nich było, żeby matka była szczęśliwa i miała się dobrze.

Na początku wszystko układało się świetnie, a obowiązki i pomoc sprawiały Teresie radość. Jednak jej lista zadań stale rosła, a to zaczęło trochę męczyć. Jan po przyjeździe na działkę od razu narzekał na plecy lub bóle serca. Troskliwa żona układała go do odpoczynku, a sama przenosiła gałęzie, grabiła liście i wynosiła śmieci do kompostownika.

Znowu barszcz? krzywił się Andrzej, zięć Jana. Wczoraj był, myślałem, że dziś coś innego.

Nie zdążyłam nic innego ugotować, nie miałam czasu na zakupy tłumaczyła Teresa. Przez cały dzień prałam firanki, wieszałam, zmęczyłam się, dopadły mnie zawroty głowy, więc musiałam się położyć na chwilę.

Rozumiem, ale ja barszczu nie lubię odsuwał talerz Andrzej.

Jutro Teresa ugotuje nam obiad jak w najlepszej restauracji zaraz wtrącał Jan.

I rzeczywiście, kolejnego dnia Teresa spędziła całe godziny w kuchni, by wieczorem wszystko zniknęło z talerzy w pół godziny. Potem sprzątała kuchnię i tak w kółko. Z czasem coraz częściej córka i zięć zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie z każdego powodu, a Jan stawał po ich stronie i żonę przedstawiał jako winowajczynię.

Przecież nie jestem młodą dziewczyną, też się męczę i nie rozumiem, czemu wszystko ma być na mojej głowie nie wytrzymała Teresa po kolejnej uwadze.

Jesteś moją żoną, więc masz dbać o porządek w tym domu przypominał Jan.

Jako żona powinnam mieć nie tylko obowiązki, ale i prawa zapłakała Teresa.

Później się uspokajała, znowu starała się wszystko zorganizować, zadbać o miłą atmosferę w domu. Ale pewnego dnia pękła. Inga z mężem wybierała się do znajomych i chciała zostawić córkę pod opieką Teresy.

Lepiej niech mała zostanie z dziadkiem albo pójdzie z wami, ja dziś wybieram się do mojej wnuczki powiedziała Teresa.

Skąd ten obowiązek, żebyśmy się z tobą liczyli? wybuchła Inga.

Nie musicie, ale ja też nie mam wobec was specjalnych zobowiązań przypomniała Teresa. Moja wnuczka ma dzisiaj urodziny, mówiłam wcześniej. Nie dość, że to zignorowaliście, to jeszcze chcecie zostawić mnie w domu.

Tak nie można, poważnie mówię zdenerwował się Jan. Inga zrobiła plany, a twoja wnuczka jest jeszcze mała, nie stanie się nic, jeśli odwiedzisz ją jutro.

Nic się nie stanie, jeśli pójdziemy teraz razem do moich dzieci, albo zostaniesz z wnuczką, dopóki nie wrócę Teresa postawiła sprawę jasno.

Wiedziałam, że z twojego zamążpójścia nie będzie nic dobrego ze złością stwierdziła Inga. Gotuje średnio, sprząta byle jak, cały czas myśli tylko o sobie.

Naprawdę tak myślisz po tym wszystkim, co dla was zrobiłam? zapytała Teresa Jana. Powiedz szczerze, szukałeś żony czy kogoś do obsługi wszystkich zachcianek?

Teraz przesadzasz, a mnie robisz z siebie winnego migał oczami Jan. Nie wzniecaj awantury bez powodu.

Zadałam proste pytanie i mam prawo usłyszeć odpowiedź nie odpuszczała Teresa.

Skoro tak zaczęłaś mówić, rób jak uważasz, ale w moim domu takie podejście do obowiązków jest niedopuszczalne stwierdził Jan z dumą.

W takim razie odchodzę powiedziała Teresa i zaczęła zbierać swoje rzeczy.

Przyjmiecie z powrotem swoją, nieudolną babcię? zapytała, ciągnąc torbę i prezent dla wnuczki. Poszłam za mąż, wróciłam, nie chcę o tym mówić, powiedzcie tylko pozwolicie wrócić?

Oczywiście od razu przytulili ją Bartosz i Ewelina. Twój pokój na ciebie czeka, cieszymy się, że wracasz.

Cieszycie się tak po prostu? dopytywała Teresa, spragniona tych słów.

A z czego jeszcze cieszyć się rodzina? śmiała się Ewelina.

Wtedy Teresa miała pewność, że nie jest służącą. Jasne, pomagała w domu i przy wnuczce, ale syn z synową nigdy nie byli bezczelni i nie pozwalali sobie na niedorzeczne żądania. Tu naprawdę była mamą, babcią, teściową i członkiem rodziny nie służącą. Teresa wróciła na stałe do domu, sama złożyła wniosek o rozwód i starała się nie rozpamiętywać tej sytuacji.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

Zamieniła się w służącą Gdy Alina postanowiła wyjść za mąż, jej syn Tomek oraz synowa Kasia byli z…