— Ja nie chcę do taty… Ciocia Ewa powiedziała, że tata mnie już nie kocha — Kacper objął kolana i wtulił się w nie, siedząc na łóżku.
Karolina zastygła w miejscu. Wydawało się, że wszystko jest jak zwykle. Pognieciona piżama z samochodami, plecak z zabawkami w kącie, kurtka na krześle. Wszystko takie domowe i przytulne. Tylko że syn nie szalał po całym domu jak nakręcony, tylko zaszył się w kącie, skulony.
Dziś miał jechać do ojca, ale nagle prosił, żeby zostać w domu. Jeśli się zastanowić, od pewnego czasu wyjeżdżał bez dawnego entuzjazmu. Karolina próbowała go przekonać, ale nagle usłyszała, że Ewa, nowa kobieta Artura, go krzywdzi.
— Kacper… — Kobieta delikatnie usiadła obok. — Opowiesz mi, co się stało?
Chłopiec milczał. Potem lekko podniósł głowę i spojrzał na nią spod czupryny. Nie wyglądał już jak pięciolatek. W jego spojrzeniu była taka zmęczona smutkiem powaga, jakby był dorosłym, któremu nikt nie wierzy.
— Po prostu się bawiłem… Ona się wściekła, bo zabawka była głośna. Ten robot. Pamiętasz? Zabrała mi go i powiedziała, że oni niedługo będą mieli nowe dziecko, a tata o mnie zapomni. I że… jestem niepotrzebny. A jeśli komuś powiem — głośno westchnął — to wszyscy pomyślą, że kłamię. Bo ciocia Ewa powie, że to nieprawda. A ona jest dorosła. Jej uwierzą.
Mówił powoli, urywanie, prawie łkając. W Karolinie zawrzała mieszanina złości, strachu i poczucia winy, że na to pozwoliła. W gardle stanął jej gorzki, dławiący guz.
Kacper odwrócił się i zaczął drapać prześcieradło paznokciem. Karolina sięgnęła po jego dłoń.
— Wierzę ci. Wiesz dlaczego? Bo ty nigdy nie kłamiesz. No chyba że tylko jak znajdziesz tajne skrytki z cukierkami.
Chłopiec chrząknął, ale się nie uśmiechnął.
— Tata wybrał ją zamiast mnie…
— Tata po prostu jeszcze nie wie całej prawdy — powiedziała Karolina, starając się brzmieć pewnie. — Ale zrozumie. Na pewno.
Gdy Kacper zasnął, Karolina postanowiła napić się herbaty. W ciszy nagle przypomniała sobie, jak poznała Ewę. Jeśli to w ogóle można nazwać znajomością.
Rok temu dostała wiadomość z anonimowego konta: *”Dzień dobry! Nie będę się przedstawiać, ale wiedz, że życzę ci dobrze. Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie twój mąż spędza wieczory, przyjdź w poniedziałek o 19:00 do restauracji na Sienkiewicza 8. Stolik przy oknie.”*
Wtedy jeszcze głowiła się, kto kryje się za maską „życzliwej duszy”. Teraz wiedziała — to była Ewa. Życzliwa dusza z posmakiem fałszu.
Tamtego wieczoru zobaczyła wszystko. Artur naprzeciw Ewy. Ich ręce na stole. Splecione palce. Pocałunek w policzek. Potem mętnie tłumaczył, że to służbowe spotkanie, że koleżanka, że nic poważnego.
Ale Karolina nie wybaczyła zdrady.
Rozstali się. Ale Kacper pozostał. Podobnie jak Ewa, która wkrótce została żoną Artura.
Jej wizerunek był idealny: uprzejmość, słodka do mdłości życzliwość, umiejętność dogadywania się z dziećmi. Wszystko w jednym. Nawet dawała Kacprowi prezenty na święta. Puzzle, zestawy z dinozaurami, raz — ogromnego pluszowego żółwia.
Ale te podarki nie były dla dziecka, tylko dla Artura. Ewa nie walczyła o miłość chłopca, tylko o uwagę dorosłego mężczyzny. Jej czułość była narzędziem, uśmiech — przynętą. A teraz, gdy skończyła się jej cierpliwość, a na horyzoncie pojawiła się perspektywa własnego dziecka, zmieniła ton.
Popełniła jeden błąd: Karolina mogła oddać mężczyznę. Ale nie uczucia swojego syna.
Na lodówce wisiała lista spraw na jutro, ale Karolinę to teraz nie obchodziło. Miała jeszcze jedno zadanie na dziś. Bardzo ważne. Porozmawiać z Arturem.
Długo patrzyła na ekran, zanim nacisnęła przycisk połączenia. Dzwonienie wydało się dłuższe niż zwykle. Gdy były mąż odebrał, w jego głosie było lekkie rozdrażnienie. W końcu późno.
— Coś pilnego?
— Pilne. Musimy pogadać. O Kacprze.
Zmarszczył brwi. To było słychać nawet przez telefon.
— Co z nim? Zasłabł?
— Nie. Nie chce już do was przyjeżdżać. Mówi, że Ewa mówi mu paskudne rzeczy. Że go nie kochasz. Że będziesz miał nowe dziecko, a o nim zapomnisz.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem Artur odezwał się ostro, z jakąś urazą, jakby to on właśnie został oskarżony o coś obrzydliwego.
— Karolina, no bez jaj! Naprawdę myślisz, że uwierzę w te farmazony? Zaczynasz od nowa. Znów chcesz wleźć w moje życie i w relacje z Ewą przez dziecko!
— Nie zaczynam. Jestem jego matką. A ja go słucham. A ty, jak widać, nie — odpowiedziała twardo Karolina. — Bał ci się o tym powiedzieć. I chyba nie bez powodu.
— Po prostu wykorzystujesz dziecko! — warknął. — Chcesz, żeby przestał się z nami widywać. Żebym czuł winę i biegał za tobą. To jest chore, Karolina. Po prostu chore.
Nie odpowiedziała od razu, bo bała się, że rozmowa przerodzi się w kłótnię. A powstrzymać złość było trudno. W skroniach pulsowało.
Oto Artur. Nie najgorszy ojciec, ale z wiecznymi młodzieńczymi kompleksami: wszyscy są przeciw niemu. Potrafił być czuły dla syna, tak. Ale gdy mowa była o Ewie, jego mózg się wyłączał.
— Mówię ci o synu. O tym, że go krzywdzą. A ty słyszysz tylko siebie. Ewa wmawia mu, że jest ci niepotrzebny. Że jest zbędny. To w porządku, według ciebie?
— Ona by tak nie powiedziała. Nigdy. Ona… Ona się stara. Po prostu jej nie znosisz. Żal ci, że odszedłem. Więc wymyśliłaś, jak się odegrać.
— Odegrać? — powtórzyła Karolina. — Przy tobie się uśmiecha, a potem… Słyszałeś kiedykolwiek, jak mówi do mnie, gdy jesteśmy same?
Nie słyszał. Oczywiście, że nie. Pewnie nawet, gdyby to zrobiła w jego obecności, znalazłby wymówkę.
— Przy ludziach — taka słKiedy Karolina zobaczyła, jak Artur przyklęka przed Kacprem i obejmuje go mocno, wiedziała, że w końcu coś w jego sercu pękło – i tym razem na dobre.



