Randkowe nieporozumienie
Marta wyszła z biurowca i głęboko wciągnęła powietrze, pachnące jesienną świeżością i opadającymi liśćmi. Trwała jeszcze piękna, słoneczna złota polska jesień – noce już chłodne, ale w dzień można było pozwolić sobie na sukienki i lekkie sweterki.
Szła, zastanawiając się, co zrobić najpierw – odebrać Krzysia z przedszkola i razem z nim pójść do Biedronki, czy najpierw zrobić zakupy, a potem zabrać synka? W Biedronce zawsze stoją te przeklęte półki z tanimi zabawkami, a Krzyś na pewno zacznie marudzić, żeby mu coś kupić. A pieniądze przed wypłatą były jak sól – zawsze się kończyły w najmniej spodziewanym momencie.
Spojrzała na zegarek. Jeśli się pospieszy, zdąży zrobić zakupy, zawieźć torby do domu, a dopiero potem pobiec po Krzysia. Przyspieszyła kroku.
Była tak pochłonięta układaniem w głowie listy zakupów, że nie zauważyła, jak ktoś zawołał ją po nazwisku.
– Marto Wiśniewska! – usłyszała za sobą.
Zatrzymała się dopiero po kilku krokach i odwróciła. Przed nią stała elegancka brunetka z szerokim uśmiechem.
– Nie poznajesz? A kto przysięgał, że będziemy przyjaciółkami na wieki? – zaśmiała się kobieta.
Marta musiała chwilę się zastanowić, zanim przypomniała sobie swoją szkolną koleżankę, Kasię Nowak. Zamiast chudej, nieśmiałej nastolatki stała przed nią pewna siebie, świetnie ubrana kobieta.
Kasia dołączyła do ich klasy w podstawówce i od razu usiadła z Martą w ławce. Przyjaźniły się do matury, a w ósmej klasie przysięgły sobie wieczną przyjaźń. Życie jednak rozdzieliło ich drogi. Jak widać, nic nie trwa wiecznie – nawet przyjaźń, a co dopiero miłość.
– Wyglądasz, jakbyś miała na głowie siedem rodzin i hipotekę – zauważyła Kasia, przyglądając się zmęczonej twarzy Marty i jej prostemu biurowemu strojowi. Marta poczuła się jak przy kopcu gnoju na balu.
– Ale ty, widzę, masz się świetnie – szybko zmieniła temat, żeby uniknąć pytań.
– Nie narzekam. Drugi raz zamężna. Ale dzieci jeszcze nie mam. A ty?
W głosie Kasi wyczuła nutkę smutku, więc postanowiła nie drążyć.
– Nie jestem zamężna, ale nie jestem sama. Mam synka – powiedziała z odcieniem dumy.
– Pewnie już w liceum? Albo na studiach? – dopytywała się Kasia.
– Nie, chodzi jeszcze do przedszkola – uśmiechnęła się Marta.
– No nieźle! Byłaś taka piękna, myślałam, że pierwsza wyjdziesz za mąż. U nas w klasie to już niektórzy mają dorosłe dzieci, a u ciebie maluch w przedszkolu. Ale zawsze byłaś taka poukładana, nauka, praca – chłopaki cię nie interesowały.
Marta poczuła ukłucie w sercu. Kasia zauważyła swoją gafę i machnęła ręką.
– No daj spokój, wiesz, że zawsze mówię, co myślę.
– Przepraszam, muszę lecieć po syna – powiedziała Marta, próbując wyminąć koleżankę.
– Czekaj! – Kasia wyjęła telefon. – Podaj numer, odnowimy kontakt, spotkamy się, pogadamy.
Marta wymamrotała swój numer, żeby tylko się uwolnić, i szybko skręciła w stronę przedszkola.
Ale Kasia nie należała do tych, którzy odkładają sprawy na później. Zadzwoniła już następnego dnia i zaproponowała spotkanie w sobotę w modnej kawiarni na Starym Mieście.
– Może być, tylko muszę sprawdzić, czy mama może zająć się Krzysiem – odparła Marta z wyraźnym brakiem entuzjazmu.
*No i po moim wolnym weekendzie. Dobrze, spotkam się, żeby mieć to z głowy. W końcu co nas łączy? Żadnych wspólnych tematów.*
W sobotę spotkały się w kawiarni, gdzie Marta czuła się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Kasia, wyczuwając jej napięcie, zamówiła wino.
Rozmawiały o szkole, dawnych znajomych, a Kasia znała losy prawie każdego – kto się z kim ożenił, gdzie pracuje, ile ma dzieci… Marta piła i słuchała.
– Słuchaj – przerwała w pewnym momencie Kasia – mam koleżankę z pracy, której syn jest programistą. Zarabia dobrze, ale całe dnie spędza przed komputerem. Matka już marzy o wnukach. Chcesz, żebym was poznała?
– Nie trzeba mnie z nikim swatać – ostro odparła Marta.
– Nie odrzucaj od razu. Może ci się spodoba?
– Jeśli taki wspaniały, to dlaczego mieszka z mamą?
– Miał niefortunny związek. Boi się powtórki. Tak jak ty – spojrzała na nią przenikliwie.
– To jego problem. Nie interesują mnie zaaranżowane randki.
– Ale pomyśl, Krzyś potrzebuje ojca…
– Mam już jednego chłopca, drugi mi niepotrzebny – przerwała stanowczo.
Kasia jednak nie ustępowała. W końcu Marta, choć niechętnie, zgodziła się na spotkanie.
W następną niedzielę odwiezła Krzysia do babci, lekko się umalowała i ubrała skromnie. Wychodząc, zdała sobie sprawę, że nawet nie wie, jak ten facet wygląda.
*Kasia mówiła, że ma imię z Ewangelii… Mateusz? Jan? A może Judasz?* – zażartowała w myślach.
W kawiarni było dwóch samotnych mężczyzn. Jeden z nich uśmiechnął się do niej.
*No dobra, ten wygląda sympatycznie.*
Usiadła przy jego stoliku. On zamówił wino. Po kilku kieliszkach Marta rozgadała się jak katarynka – opowiadała o synu, o rodzicach, o szkole, o Kasi…
– Muszę cię ostrzec – powiedziała w pewnym momencie. – Mam pięcioletniego syna. Jeśli to problem, możesz mnie teraz wyprosić.
Mężczyzna milczał. Marta chciała wstać, ale nagle zakręciło jej się w głowie.
– Chyba za dużo wypiłam…
– Wyjdźmy na powietrze – zaproponował.
Na chłodzie szybko się otrzeźwiała. Pożegnali się pod jej blokiem.
Gdy już leżała w łóżku, myśląc o tym dziwnym spotkaniu, zadzwoniła Kasia.
– Gdzie ty byłaś?! – warknęła przez telefon.
– Byłam na tej randce! Facet mi się podobał!
– To z kim ty się umówiłaś?! Mój kolega Mateusz czekał na ciebie godzinę!
Marta zamarła.
*O rety…*
Pomyliła facetów w kawiarni!
– Dałaś mu numer telefonu?! – jęknęła Kasia.
–Ale gdy kilka dni później ten tajemniczy nieznajomy w końcu do niej zadzwonił, okazało się, że błąd był najlepszym, co mogło ją spotkać – bo w końcu ktoś naprawdę ją wysłuchał i polubił taką, jaka jest.



