Zakochać się aż po kres. Fala uczucia, która odebrała dech.

Witek zakochał się. Do utraty tchu. Gdy pierwsze dławiące uczucie sparaliżowało go na widok tej kobiety, uznał to za chwilową słabość, która minie po zaspokojeniu pragnienia.

Lecz po pierwszym zbliżeniu pożądanie wybuchło w nim niczym atomowy grzyb, niszcząc wszystko wokół poza tą obsesją.

Problem w tym, że Witek miał szczęśliwe małżeństwo i dwójkę wyczekanych dzieci – córeczkę i synka.

Kłamać nie potrafił i nie chciał. Uwielbiana przez niego Zosia groziła, że odejdzie, jeśli nie porzuci rodziny.

W półomdleniu otwierał drzwi krakowskiego mieszkania, gdzie spędził dziesięć lat w cieple domowego ogniska. Musiał powiedzieć żonie okrutną prawdę, spakować walizkę, przytulić dzieci i uciec za… przelotnym uczuciem.

Przez dni szykował się na koszmar. Wyobrażał sobie zrozpaczoną Julitę – krzyki, łzy, przekleństwa. Ćwiczył w głowie reakcje. Wszedł do środka.

Jula siedziała w szlafroku, paląc mentolowego papierosa i gawędząc przez telefon. „Jaka piękna, swojska” – przemknęło mu przez myśl. Ale już rzucał się do szaf, wyciągając ogromną walizę, trzaskał szufladami biurka… Podczas gdy żona dalej chichotała z koleżanką.

Wreszcie, objuczony bagażem, w płaszczu i kaszkiecie, stanął przed nią:
– Tak wyszło, kochanie… Pokochałem inną… To silniejsze ode mnie… – bełkotał blady jak kreda.

Julita dalej rozmawiała o nowej sukience i filmie Wajdy, ignorując jego monolog.

– ODCHODZĘ! NIC NIE ROZUMIESZ?! – ryknął z rozpaczą, zlewając się zimnym potem.

– Rozumiem – odparła wesoło. – Krysia, mój właśnie odchodzi do jakiejś lali. Oddzwonię – rzuciła do słuchawki.
– Pa, skarbie – szepnęła do osłupiałego Witka, cmoknęła w policzek i zatrzasnęła drzwi.

Stał godzinę na klatce, nasłuchując jej śmiechu i rozmów o podwyżkach w Biedronce, meczu Legii i planach na majówkę.

Zostawił walizkę pod drzwiami, wyszedł na Planty i wykręcił numer kochanki.
– No i co, królewiczu? – warknęła ochrypłym głosem. – Już jesteś mój?

– Nie czekaj – rzucił szorstko. – Kocham żonę.
Zapalił dziesiątego papierosa, nie wiedząc, jak wrócić do mieszkania przy Grodzkiej.

– Zrobiłam WSZYSTKO, jak pani kazała! – Julita wrzeszczała do telefonu, tłukąc szklanką o blat. – A on i tak poszedł!

– Umyj twarz, uśmiechnij się – purrlała psycholożka. – Wróci przed wieczorem…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − 12 =

Zakochać się aż po kres. Fala uczucia, która odebrała dech.