ZAGINIONY SYN

Zuzanna samotnie wychowywała synka. Po rozwodzie z mężem, który okazał się wesołkiem, musiała radzić sobie sama nie tylko z pieluchami, ale i z rachunkami. Na szczęście przychodził z pomocą ojciec jej ojciec, nie sam, a finansowo. Zanim go nie było, Zuzanna nie wyobrażała sobie, co by zrobiła.

Po rozwodzie w portfelu zagrało wielkie brak pieniędzy, a były mąż nie płacił alimentów. Zuzanna musiała więc znaleźć pracę. Wtedy ojciec westchnął i rzekł:

No cóż, trzeba się ruszyć. Idź do roboty, a ja z Leszkiem pogadam. Nie martw się.

Tak więc Leszek spędzał całe dnie z dziadkiem. Zuzanna trochę zazdrościła, bo syn przyzwyczaił się do opieki staruszka. A ona, pracując od świtu do zmierzchu, nie miała czasu na malucha.

Pewnego ranka, gdy Zuzanna szykowała się do wyjścia, Leszek wstał wyjątkowo wcześnie i radośnie oznajmił:

Dziś idziemy z dziadkiem po grzyby, prawda, super?

Zwracając się do ojca, Zuzanna zapytała:

Tato, serio? Gdzie zamierzacie iść?

Do Puszczy Łącznej, podobno tam grzybki już rosną odparł Staszek, zapalony grzybiarz i wędkarz od dziecka, który zawsze wciągał Leszka w swoje hobby.

Zuzanna nie widziała problemu, więc zgodziła się:

Tylko nie wracajcie po zmierzchu, dobra?

Kiedy my już wrócimy, to może jeszcze po dwa wiaderka zbierzemy i wpadniemy do domu, co nie, Leszku? mrugnął dziadek.

Do najbliższej przystanku dojechali autobusem, a potem wyruszyli pieszo. Puszcza Łączna zaczynała się zaraz za granicą miasta, więc nawet siedmioletni Leszek nie miał trudności, by dotrzeć do lasu.

Jeszcze nie dotarli do skraju lasu, gdy zatrzymał się obok nich samochód.

Siema, Staszek! Po co znów grzyby?

W kierowcy rozpoznał starego znajomego Anatana. Staszek odpowiedział:

Słyszałem, że w Puszczy Łącznej grzybów pod dostatkiem.

A w tej puszczy już wszystko wygrzebano. Lepsze będą w Puszczy Borkowej, tam jeszcze coś rośnie. Jadę tam właśnie, chcesz podwieźć?

Jasne, podwieź, jeśli nie masz nic przeciwko.

Anatan zrefuelował Staszka i Leszka przy granicy Puszczy Borkowej. Umówili się, że w drodze powrotnej spróbują złapać jakiegoś przejazdu, a jeśli nie uda się, zadzwonią do Anatana, który ich podwiezie.

Leszek wesoło rozmawiał, krocząc lasem. Lubił wędrować z dziadkiem, który zawsze miał odpowiedź na każde pytanie siedmiolatka. Dziadek jawił się dla niego bohaterem, który zna wszystko.

Grzybów naprawdę było mnóstwo. Zafascynowani poszukiwaniami, posunęli się głębiej w gąszcz, kiedy nagle dziadek, machając niezdarnie rękami, upadł.

Leszek nie przestraszył się od razu. Podszedł do Staszka i zapytał:

Dziadku, się potknąłeś?

Staszek nie odpowiedział i nie ruszał się. Chłopiec poczuł strach. Z wielkim trudem przewrócił go na plecy i potrząsał, ale dziadek nie reagował. Leszek krzyknął:

Dziadku, wstawaj! Co się stało? Musisz wstać! Boję się, dziadku, wstawaj!

Wieczorem Zuzanna wróciła do domu i nie znalazła w nim swoich grzybiarzy. Natychmiast zadzwoniła do ojca, ale telefon był poza zasięgiem.

Czyżby jeszcze nie wyszli z lasu? pomyślała, zaczynając się niepokoić.

Po godzinie niepokój przerodził się w panikę, a po dwóch Zuzanna siedziała już w komisariacie, wymieniając słowa z dyżurnym. Ten, poruszony jej wołaniem: Dziecko z dziadkiem! Las! Nie wrócili!, natychmiast wezwał ochotników.

Ochotnicy ruszyli szybko. Nie minęły dwie godziny, a pierwsza grupa, wraz z Zuzanną, co nie chciała dłużej czekać w domu, i kilkoma policjantami, rozpoczęła przeszukiwanie lasu. I to Puszczy Łącznej!

Na początku Leszek płakał, patrząc na nieruchomego dziadka. Potem powiedział sam do siebie:

Spokojnie, mały, co ci dziadek nauczył? Nie panikować w trudnych momentach. Weź się w garść!

Uderzył się w policzek pomogło, przestał płakać.

Muszę sprawdzić, czy dziadek oddycha dodał Leszek.

To go najbardziej przerażało co jeśli nie oddycha?

Zbierając się w sobie, chłopiec położył głowę na brzuchu dziadka. Klatka piersiowa, choć słaba, wyraźnie się podnosiła.

Oddycha! Oddycha! ucieszył się. Trzeba po prostu poczekać, aż wróci do siebie.

Leszek usiadł i próbował zadzwonić do mamy. Oczywiście nie było zasięgu, więc po prostu czekał.

Zaczął zapadać zmrok.

Kiedy siedział, wspominał wszystkie opowieści dziadka o przetrwaniu w lesie.

Gdy nadejdzie noc, a dziadek nie odzyska przytomności, umrze z zimna na ziemi. Muszę działać!

Wyciągnął z plecaka zapalniczkę, zebrał drobne gałązki i rozniecił ogień. Nie od razu, ale w końcu płomień się rozgorzał.

Teraz potrzebuję drewna, póki nie zapadła ciemność. Muszę zebrać tyle, by wystarczyło na całą noc.

Zaczął łupać gałęzie z sosny. Dużo ich było. Niósł je i podawał pod dziadka.

Nie zmarznie, dziadku. Zaraz przyjdę z kolejnymi i przykryjemy się nimi. Tak, jak uczyłeś.

Noc była przerażająca. Dźwięki lasu doprowadzały go do łez. Leżał przy cieple dziadka, okryty futrem.

Kiedy ogień przygasał, Leszek heroicznie wstawał i dorzucał kolejne kawałki.

Pamiętam, dziadku, ogień nie może zgasnąć. Pamiętam.

Rano wypił trochę herbaty z termosu, a resztę polał dziadkowi, podnosząc mu głowę.

Woda potrzebna, bez niej nie wyjdzie pomyślał, spoglądając w stronę leśnego źródła.

Niedaleko zobaczył krzak z czerwonymi jagodami.

Jagoda wilcza, nie wolno jeść przypomniał sobie słowa dziadka.

Nie zjem ich, przydadzą się później. Zebrałem pełny termos jagód i ruszyłem w stronę źródła, zostawiając po sobie szlaki z czerwonych nasion.

Poszukiwania zaginionego w Puszczy Łącznej trwały już trzeci dzień. Las przeszukiwano wielokrotnie. Z miasta przyjeżdżało kolejnych ochotników, słysząc o tragedii.

Chłopiec i staruszek zniknęli jakby w wodzie.

Zuzanna, nie śpiąca od trzech dni, z czarnymi kręgami pod oczami, krążyła między ochotnikami, błagając, by nie przestawali szukać. Unikała całego lasu, ale strach o syna dawał jej siłę.

Czwartego dnia poszukiwaczy zaczęło męczyć patrzenie na rozpaczliwą matkę. Jeden z nich, nabierając odwagi, podszedł i powiedział:

Statystyki mówią, że po trzech dniach szans na znalezienie żywych w lesie jest mało. Las już przeszukaliśmy. Poza nim jest bagno, warto tam zajrzeć

Nie! krzyknęła Zuzanna. Dziadek znał teren, nigdy nie poprowadziłby Leszka na bagno! Są żywi, wiem to! Trzeba dalej szukać!

Piątego dnia Zuzanna, wyczerpana, wychodziła z lasu na niepewnym kroku, gdy nagle zatrzymał się samochód. Z niego wysiadł Anatol, stary znajomy jej ojca.

Zuzanno, co tu się dzieje? pytał, rozglądając się po grupie.

Usłyszawszy o zdarzeniu, Anatol mocno się spłaszczł.

To tak, pięć dni temu podwoziłem ich do Puszczy Borkowej.

Tu, przyjdźcie wszyscy tutaj! krzyknęła Zuzanna.

Po kilku godzinach młody studentochotnik wędrował po Puszczy Borkowej. Poczuł zapach dymu i podszedł w stronę słabego płomienia. Przy ledwo tlącej się ognisku leżały dwie postaci, przykryte futrem.

Chłopak, nie licząc na cud, zawołał cicho:

Leszku!

Zdumienie ochotnika, gdy jedna z postaci chłopiec lekko się poruszyła.

Długo nas szukaliście. Dziadek kilka razy dochodził do siebie, dałem mu wody i chleba. Żyje, po prostu nieprzytomny słaby głos wydał Leszek.

Zarozwiany chłopiec, trzymając matkę, patrzył, jak lekarze podnoszą dziadka na nosze.

Dziadku, bądź przy życiu, potrzebuję cię! Masz jeszcze tyle do nauczenia mnie szepnął Leszek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 17 =

ZAGINIONY SYN