Zagadka obiecanego prezentu

W przestronnej sali restauracji w centrum Poznania rozbrzmiewało wesele Anny i Bartosza. Goście bawili się, muzyka płynęła wartkim strumieniem, a młodzi promieniowali szczęściem przy suto zastawionym stole. Nadszedł moment wręczania prezentów. Pierwsi podeszli rodzice Anny, uroczyście wręczając wypchany kopertę z pieniędzmi. Następnie matka Bartosza, Wanda Stanisława, skromnie podała parze bułgarski róż i, nachylając się, szepnęła: „Mój prawdziwy prezent czeka na was po ślubie”. – „Jaki prezent?” – zdziwiła się Anna, rzucając mężowi pytające spojrzenie. – „Nie mam pojęcia, o czym mówi mama” – rozłożył ręce Bartosz, uśmiechając się zakłopotanie. Ale Anna nawet nie przypuszczała, jaką zagadkę przygotowała jej teściowa.

Jeszcze przed ślubem Wanda Stanisława tajemniczo napomykała synowi i przyszłej synowej: „Nie chcę wam dawać byle czego. Na weselu nie spodziewajcie się prezentu, ale potem zaskoczę was czymś wyjątkowym!” – „Jak wam wygodnie” – zmieszała się Anna. – „Nic nie wymagamy”. – „Mamo, nie martw się, wszystko w porządku” – uspokajał Bartosz. – „Wystarczy nam, że będziesz z nami tego dnia”. – „Z pustymi rękami na ślub syna nie przyjdę” – oświadczyła stanowczo Wanda. – „Tylko nie gadajmy o tym z rodziną”. – „Umowa stoi” – przytaknął Bartosz, choć Anna wątpiła, czy teściowa dotrzyma słowa. Wiedziała, że Wandzie Stanisławie nie wiedzie się najlepiej, ale ślub młodzi opłacili sami, nie obciążając krewnych. Rodzice Anny, mimo skromnych zarobków, uzbierali dla pary trzydzieści tysięcy złotych. Na weselu Wanda wręczyła tylko kwiaty, co przeszło niemal niezauważone wśród toastów i tańców. Za to błyszczała przemówieniami, wygłaszała długie życzenia i wyraźnie rozkoszowała się uwagą gości.

„Nawet nie wiecie, co dla was przygotowałam” – szepnęła Wanda młodej parze pod koniec wieczoru, jej oczy błyszczały figlarnie. – „To będzie niespodzianka, która was zaskoczy, ale trochę później”. – „W porządku, nie martw się” – łagodnie odpowiedział Bartosz, ściskając dłoń żony. – „Jestem nawet ciekawa” – przyznała Anna, próbując ukryć zainteresowanie. – „Może wiesz, ale nie mówisz?” – „Naprawdę nie mam pojęcia” – wzruszył ramionami Bartosz. – „Ale zgódźcie się, najważniejsze to nie cena prezentu, a to, że jesteśmy razem i szczęśliwi”. Anna skinęła głową, ale kobiecej ciekawości nie sposób było uśpić. Próbowała wybadać teściową choćby o ślad podpowiedzi, lecz Wanda tylko tajemniczo się uśmiechała: „Jeśli wam wszystko powiem, to nie będzie niespodzianka. Musicie jeszcze poczekać!”

Miesiące mijały, a obiecany prezent wciąż się nie pojawiał. Temat, który początkowo wywoływał uśmiechy, zaczął drażnić Annę. Po ośmiu miesiącach od ślubu postanowiła przypomnieć Wandzie o jej słowach. „Ach, oczywiście, dla ciebie liczą się tylko pieniądze!” – wybuchnęła teściowa, jej głos drżał z urazy. – „Lepiej zapytaj, jak się czuję, czy czegoś nie potrzebuję!” – „Jeśli coś jest potrzebne, proszę mówić wprost, zawsze pomożemy” – zbiła się z tropu Anna, nie rozumiejąc źródła takiego gniewu. Ale Wanda milczała, tylko odgrywała rolę obrażonej i poskarżyła się synowi na „bezczelność” synowej. „Nie dręcz mamy tym prezentem” – poprosił Bartosz żonę. – „Zrobiła mi taką scenę, że nie starczyło mi cierpliwości” – „Zapytałam tylko z ciekawości, sama tyle tajemnic tworzyła!” – tłumaczyła się Anna.

Od tego czasu Anna unikała teściowej, kontaktując się z nią tylko w koniecznych sprawach. Ale to tylko pogorszyło sytuację. Wanda znów zaczęła narzekać synowi: „Dopóki twoja żona myślała, że dostanie ode mnie coś dro”Twoja żona kręciła się wokół mnie jak pies za kiełbasą, a gdy zrozumiała, że nic nie dostanie, od razu odwróciła się i uciekła!” – wykrzyczała Wanda, rzucając wściekłe spojrzenie w stronę synowej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + jeden =

Zagadka obiecanego prezentu