Zagadka obiecanego prezentu

W przestronnej sali restauracji w centrum Poznania rozbrzmiewało wesele Zofii i Piotra. Goście bawili się wyśmienicie, muzyka płynęła wartkim strumieniem, a młodzi jaśnieli szczęściem przy suto zastawionym stole. Przyszedł czas na wręczanie prezentów. Jako pierwsi podeszli rodzice Zofii, uroczyście wręczając wypchany kopertę z pieniędzmi. Następnie matka Piotra, Halina Stanisławówna, skromnie podała parze bukiet róż i, pochylając się, szepnęła: „Mój prawdziwy podarunek czeka na was po weselu”. – „Jaki jeszcze prezent?” – zdziwiła się Zofia, spoglądając na męża. – „Nie mam pojęcia, o czym mówi mama” – rozłożył ręce Piotr, uśmiechając się zakłopotanie. Lecz Zofia nie mogła nawet przypuszczać, jaką intrygę przygotowała teściowa.

Jeszcze przed ślubem Halina tajemniczo napomykała synowi i przyszłej synowej: „Nie chcę dawać wam byle czego. Na weselu nie spodziewajcie się prezentu, ale później zaskoczę was czymś wyjątkowym!” – „Jak pani woli” – zawstydziła się Zofia. – „My niczego nie wymagamy”. – „Mamo, nie martw się, wszystko w porządku” – uspokajał Piotr. – „Wystarczy, że będziesz z nami w ten ważny dzień”. – „Z pustymi rękami na ślub syna nie przyjdę” – stanowczo oświadczyła Halina. – „Tylko proszę, nie mówmy o tym rodzinie”. – „Zgoda” – skinął głową Piotr, choć Zofia wątpiła, czy teściowa dotrzyma słowa. Wiedziała, że Halinie nie powodzi się najlepiej, ale młodzi sami opłacili wesele, nie obciążając krewnych. Rodzice Zofii, mimo skromnych dochodów, uzbierali dla pary sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Na przyjęciu Halina wręczyła jedynie kwiaty, co przeszło niemal niezauważone wśród toastów i tańców. Za to błyszczała przemówieniami, wygłaszała długie życzenia i wyraźnie rozkoszowała się uwagą gości.

„Nawet nie wiecie, co dla was przygotowałam” – szepnęła Halina pod koniec wieczoru, jej oczy błyszczały figlarnie. – „To będzie niespodzianka, która was zaskoczy, ale nieco później”. – „Wszystko w porządku, nie martw się” – łagodnie odpowiedział Piotr, ściskając dłoń żony. – „Jestem nawet zaciekawiona” – przyznała Zofia, próbując ukryć ciekawość. – „Może ty wiesz, ale nie mówisz?” – „Naprawdę nie mam pojęcia” – wzruszył ramionami Piotr. – „Ale zgódź się, że najważniejsze nie jest to, ile kosztuje prezent, ale to, że jesteśmy razem i szczęśliwi”. Zofia skinęła głową, ale kobiecej ciekawości nie dało się uciszyć. Próbowała wydobyć od teściowej choćby wskazówkę, lecz Halina tylko tajemniczo się uśmiechała: „Jak wszystko powiem, to nie będzie niespodzianki. Uzbrójcie się w cierpliwość!”

Miesiące mijały, a obiecany prezent nie pojawiał się. Temat, który początkowo wywoływał uśmiechy, zaczął drażnić Zofię. Po ośmiu miesiącach od ślubu odważyła się przypomnieć Halinie o jej słowach. „Oczywiście, dla ciebie liczą się tylko pieniądze!” – wybuchnęła teściowa, jej głos drżał z obrazy. – „Lepiej zapytaj, jak sobie radzę, czy czegoś nie potrzebuję!” – „Jeśli coś jest potrzebne, proszę powiedzieć wprost, zawsze pomożemy” – zmieszała się Zofia, nie rozumiejąc powodu gniewu. Lecz Halina milczała, tylko grała rolę pokrzywdzonej i poskarżyła się synowi na „bezczelność” synowej. „Nie dręcz mamy tym prezentem” – poprosił Piotr żonę. – „Zrobiła mi taką scenę, że brakuje mi cierpliwości”. – „Tylko spytałam z ciekawości, sama tak intrygowała!” – tłumaczyła się Zofia.

Następnie Zofia unikała spotkań z teściową, kontaktując się z nią tylko w koniecznych sprawach. To jednak pogorszyło sytuację. Halina znów zaczęła narzekać przed synem: „Dopóki twoja żona liczyła na mój wspaniały prezent, kręciła się wokół mnie. A jak zrozumiała, że nic nie dostanie, od razu nos zadziera i unika!” – „To nieprawda, Zofia taka nie jest” – bronił żony Piotr. – „To wytłumacz jej zachowanie!” – nie ustępowała Halina. – „Po tamtej rozmowie nawet nie wchodzi do mojego domu, a jak mówi, to przez zęby”. Gdy Zofia się o tym dowiedziała, tylko westchnęła: „Twojej mamie nie można dogodzić. Najpierw denerwowało ją moje zainteresowanie, teraz moja powściągliwość. Jutro oskarży mnie, że źle spojrzałam albo uśmiechnęłam się!” – „Ona myśli, że zależy nam tylko na jej pieniądzach” – odparł wymijająco Piotr. – „Tak, a sama przez rok nic nie dała” – przypomniała Zofia. – „Moi rodzice, nawiasem mówiąc, ciągle przynoszą upominki, dzielą się warzywami z działki i nigdy nie przychodzą z pustymi rękami”. – „Sugerujesz, że mama przychodzi do nas z pustymi rękami?” – spiął się Piotr. – „Mam tylko jedną matkę i proszę cię, byś ją szanowała”. – „Bez problemu” – odcięła się Zofia. – „Ale ona nie tylko przychodzi z niczym, ale jeszcze zabiera pojemniki z jedzeniem, które gotuję”.

Temat prezentu stał się tabu, lecz kłótnie w rodzinie nie ustawały. Halina, jakby dolewała oliwy do ognia, wciąż znajdowała powód do niezadowolenia z synowej. Tymczasem znajomym i krewnym opowiadała z anielską miną, jak bardzo kocha Zofię. „Syn i ja tańczymy wokół niej, wszystko dla niej robimy, a wdzięczności zero” – narzekała. – „Nigdy nie wtrącam się w ich życie, daję drogie prezenty. nawet chciałam podarować Zofii zabytkowy pierścionek, rodzinny klejnot, ale popatrz, jak mnie odwdzięczyła!” Słuchacze współczuli, przytakując, i nikt nie wątpił w szczerość Haliny – tak przekonująco grała swoją rolę.

W przeddzieńcu pierwszej rocznicy ślubu Halina znów wspomniała o niespodziance. „Czekajcie na coś naprawdę wyjątkowego!” – oznajmiła, otrzymawszy zaproszenie na skromny rodzinny obiad w kawiarni. – „Może nie trzeba się tak trudzić?” – nieśmiało zapytała Zofia. – „Wezmę twoją opinię pod uwagę, ale zrobię po swojemu, jasne?” – odparła sarkastycznie teściowa. Piotr, usłyszawszy to, wpadł w złość: „Dlaczego ty zawsze się sprzeczasz z mamą?Po powrocie do domu Zofia spojrzała na męża ze smutkiem i powiedziała cicho: „Wiesz co? Największym prezentem byłoby, gdyby twoja mama po prostu przestała nas oceniać.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × cztery =

Zagadka obiecanego prezentu