Zadzwonię do ciebie jutro

Leżąc na plecach, Krzysztof czuł ciepło głowy Małgorzaty wtulonej w zagłębienie pod obojczykiem. Jej noga spoczywała na nim, a dłoń przyciskała do jego piersi, tuż nad sercem. Nasłuchiwał jej równych oddechów, rozkoszując się chwilą. „Tak mógłbym leżeć całe życie…” – pomyślał i przymknął oczy.

Nagle drgnął, jakby ktoś go szturchnął w bok, i obudził się. Obok poruszyła się Małgosia.

– Już czas? – zamruczała przez sen.

Choć nie widział przez okno z kanapy, po ciemności w pokoju domyślił się, że zapadł wieczór – dawno powinni opuścić ich tymczasowe gniazdko. Ale tak nie chciało się wychodzić…

Poznali się za późno, gdy oboje byli uwikłani w zobowiązania wobec rodzin i dzieci. Żyli od spotkania do spotkania, w męczącym oczekiwaniu na te krótkie, słodkie chwile razem. Krzysztof westchnął nieświadomie, a Małgorzata uniosła głowę.

– Już zupełnie ciemno! – wykrzyknęła, natychmiast rozbudzona, i zerwała się z łóżka.
W miejscu na piersi, gdzie przed chwilą leżała jej dłoń, zrobiło się zimno. Była tuż obok, a serce Krzysztofa już bolało z tęsknoty i samotności.

– Wstawaj, jeszcze mamy dojazd. Co ja powiem mężowi?

– Prawdę. – Krzysztof odsunął prześcieradło i też wstał.

Ubierali się w pośpiechu, nie patrząc na siebie. Jemu było wszystko jedno, co czeka go w domu. Dawno był na wszystko gotowy. Męczyło go kłamstwo i ukrywanie się. Ona zaś denerwowała się i irytowała, że tak niefortunnie zasnęli, zmarnowali cenny czas.

– Powiesz, że wstąpiłaś do sklepu, spotkałaś koleżankę, dawno się nie widziałyście, zagadałyście się – podsunął myśl Krzysztof.

– On zna wszystkie moje koleżanki. Może nawet zadzwonić. – Małgorzata uparcie nie patrzyła na niego.

– Wymyśl kogoś z przeszłości, ze szkoły, studiów. Nie koleżankę, taką dawną znajomą.

– A co ty powiesz swojej żonie? – Małgorzata przerwała zapinanie bluzki i wpatrzyła się w niego.

Podszedł do niej, objął, zajrzał w oczy.

– Ona dawno już mnie nie pyta, domyśla się. – Krzysztof zaczął całować Małgorzatę, a ona rozluźniła się w jego ramionach.
Ciemność gęstniała, otulała ich niewidzialnym całunem, jakby nie chciała ich wypuścić.

Małgorzata delikatnie, ale stanowczo odsunęła Krzysztofa.

– Jeśli tak, to nigdy stąd nie wyjdziemy – zaczęła szybko zapinać bluzkę.

Krzysztof chciał coś powiedzieć, uspokoić ją. Setki razy proponował, by powiedzieć wszystko mężowi, żonie, wyrwać się z błędnego koła kłamstw. Ale dzieci… Uwielbiał swoją dziesięcioletnią Zosię, a Małgorzata martwiła się o dwunastoletniego syna, Kamila.

Gdy zaczęli się spotykać, myślał, że prześpią się kilka razy i rozstaną, ale okazało się to znacznie poważniejsze. Był gotów poświęcić dla niej wszystko, ale czy ona była gotowa? Małgorzata unikała odpowiedzi, prosiła, by się nie spieszył. Krzysztof znów westchnął.

– No nie gniewaj się, przecież się umówiliśmy… – W głosie Małgorzaty pojawiły się przepraszające nuty.

– Ty schodź do samochodu, klucze są w kieszeni kurtki. Ja posprzątam po łóżku – powiedział i zaczął składać pościel.

– Tylko się nie spóźnij – krzyknęła do niego z przedpokoju.

Jak szybko minęło tych kilka godzin. Zwykle po zaspokojeniu namiętności leżeli i rozmawiali, snuli plany. A dziś tak pechowo zasnęli. Pozostało jakieś niedopowiedzenie, niedokończenie spotkania.

Przygaszone światło słabej żarówki z przedpokoju ledwie oświetlało pokój. Drzwi zatrzasnęły się. Małgorzata wyszła. Krzysztof złożył kanapę, schował prześcieradła do szuflady pod spodem. Gospodyni nie ruszała ich. Rozejrzał się po pokoju – czy nie zostały ślady ich pobytu. Nie, wszystko było w porządku.

W ciasnym przedpokoju szybko się ubrał, wyjął z kieszeni przygotowane banknoty (wcześniej wyjął je z bankomatu) i położył na półce. Kliknął wyłącznik i wyszedł.

Mieszkanie na krótkie spotkania wynajmował od samotnej starszej kobiety. Pomysł i samo mieszkanie podsunął kolega z pracy, który kiedyś też z niego korzystał.

Gospodyni wychodziła na umówioną godzinę. Nie interesowało go, dokąd. Ona potrzebowała pieniędzy, on i Małgorzata – miejsca na spotkania.

Mogli wynająć pokój w hotelu. Ale po pierwsze, łatwo było tam wpaść na znajomych, po drugie, nie chciał kłaść się na łóżku, na którym wcześniej leżały dziesiątki innych par.

Schodząc po klatce, Krzysztof spotkał kobietę z ciężkimi torbami. Machinalnie się przywitał i przecisnął bokiem. Ona nie odpowiedziała. Czuł, jak wierci mu plecy podejrzliwym wzrokiem.

W bloku, gdzie mieszkał z żoną i córką, wszyscy się witają, choć prawie nikogo nie znał. Tak było przyjęte.

A tutaj z obcymi się nie wita. Może dlatego, że mieszkańcy tej kamienicy od lat się znają, a obcy budzi ciekawość. Starzy ludzie są podejrzliwi.

Krzysztof wsiadł do samochodu i spojrzał na Małgorzatę.

– Jedziemy?
W ciemności wnętrza nie mógł dostrzec wyrazu jej twarzy.

– Może masz rację. Porozmawiać, skończyć z tym kłamstwem raz na zawsze. Tak dobrze nam razem. Ale gdzie będziemy mieszkać? Jeśli nagle zdecydujemy się być razem.

Niedopowiedzenie chyba też ją przygnębiało.

– Coś wymyślimy. Na początek wynajmiemy mieszkanie.

– Jak to? – głos Małgorzaty zadrżał.

Nie odpowiedział, patrzył przed siebie, wyjeżdżając z podwórka. Na obrzeżach nie było korków, zaczęły się bliżej centrum. Zatrzymał samochód, zanim dojechali do domu Małgorzaty. Pochyliła się do niego, by się przytulić – ostatni moment bliskości przed rozstaniem.

– Do wtorku? – Małgorzata odsunęła się.
Jej oczy błyszczały od ulicznych latarni czy łez.

– ZadzwonięKrzysztof w końcu się odezwał, głos miał spokojny, ale w środku czuł, jak ogarnia go nieznana dotąd pewność – „Niech będzie co chce, od dziś zaczynamy żyć po swojemu,” powiedział, a Małgorzata uśmiechnęła się przez łzy, bo wiedziała, że to koniec ich ukrywania się i początek prawdziwego życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × cztery =

Zadzwonię do ciebie jutro