Za trzy miesiące wychodzę za mąż za mojego narzeczonego, Nikodema.

Słuchaj, za trzy miesiące wychodzę za mąż za mojego narzeczonego, Kacpra. U mnie w domu śluby są proste ceremonia, trochę jedzenia, muzyka, taniec i tyle. Ale rodzina Kacpra ma swoją tradycję: na weselu tylko panna młoda musi wznieść toast i podziękować rodzicom pana młodego, wręczając im symboliczny prezent za to, że została przyjęta do rodziny. I tylko panna młoda, nie pan młody.

Jak usłyszałam o tym od jego mamy, myślałam, że żartuje. Wytłumaczyła mi, że tak jest od pokoleń, że to gest wdzięczności wobec rodziny pana młodego, że otworzyli drzwi. Dla mnie to brzmiało jak test, czy mnie przyjmą. Powiedziałam, że wolałabym, żebyśmy razem wznieśli toast i podziękowali obu rodzinom. Ona się tylko lekko uśmiechnęła i rzuciła, że to już taka nowoczesna fanaberia.

Kacper początkowo w ogóle się tym nie przejmował. Ale na kolejnej rodzinnej kolacji jego tata powiedział, że u nich szanuje się tradycję. Mama Kacpra dodała, że nie chcą synowej, która od razu zaczyna wszystko zmieniać. Słowo chcą sprawiło, że poczułam się jakbym starała się o pracę…

Kiedy wróciliśmy do mieszkania, porozmawiałam z Kacprem. Powiedziałam, że nie odmawiam podziękowania, ale nie chcę sytuacji, gdzie tylko ja muszę wykonywać ten gest, a on nie. On stwierdził, że to tylko symbol. Zapytałam go, dlaczego ten symbol nie może być wzajemny nie wiedział co odpowiedzieć, tylko rzucił, że nie chce kłótni z rodzicami.

Więc zaproponowałam, żebyśmy razem wznosili toast dla obu rodzin i wręczyli prezenty obojgu rodzicom. Dla mnie to nawet piękniejsze. Przedstawiliśmy ten pomysł jego rodzicom, a mama Kacpra od razu poważniała. Powiedziała, że to rozmywa tradycję. Tata dodał, że skoro tak zacznę, potem będę chciała wszystko kontrolować.

Wtedy dotarło do mnie, że tu nie chodzi o toast, tylko o dominację i zasady. Żeby nie wywołać większej awantury, zaproponowałam, żeby zrobić to tak, jak chcą, ale w kameralnym gronie, przed ślubem. Mama jednak nie zgodziła się. Stwierdziła, że ceremonia musi być publiczna, żeby wszyscy widzieli mój szacunek.

I coś mi się uruchomiło. Szanuję ludzi, ale nie mam zamiaru robić gestów, które mnie poniżają. Kacper poprosił, żebym zrobiła to dla świętego spokoju, bo tak się robi u nich na wsi. A ja powiedziałam mu coś, czego nigdy nie sądziłam, że powiem przed ślubem:
Jeśli zgoda oznacza, że zawsze muszę ustępować to nie jest zgoda, tylko kontrola.

Teraz Kacper jest między mną a swoimi rodzicami. Moja mama mówi mi, żeby nie zaczynać małżeństwa od konfliktu z teściami. Najlepsza przyjaciółka, Kamila, twierdzi, że jeśli ustąpię teraz, później będę ustępować przy poważniejszych rzeczach. A przyszli teściowie już rozpowiadają, że jestem konfliktowa i nieumiejąca okazać szacunku.

Dla mnie sprawa jest jasna. Mogę podziękować, oczywiście. Ale nie zgodzę się na zasadę, która dotyczy tylko mnie bo jestem panną młodą. I szczerze mówiąc… nie wiem, czy popełniam błąd, że nie chcę przejąć tej tradycji dokładnie tak, jak oni sobie życzą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × cztery =

Za trzy miesiące wychodzę za mąż za mojego narzeczonego, Nikodema.