DZIENNIK LUCYNY
Dziękuję Wam za każde dobre słowo, za polubienia, wsparcie, subskrypcje i ogromne dzięki za każdą złotówkę od Was ode mnie i mojej piątki kociaków. Udostępniajcie, jeśli podobał Wam się jakiś z moich opowiadań to dla autora najpiękniejszy prezent!
Córka późno wróciła z kliniki, gdzie pracuje jako pielęgniarka na oddziale urazowym. Długo siedziała pod prysznicem, a potem, już w szlafroku, przyszła do kuchni.
Na patelni są kotlety i makaron zaoferowała mama, zerkając córce w twarz, próbując wyczytać, co przeżywa. Zmęczona jesteś, Lucynko? Co z tobą dzisiaj, taka ponura jesteś?
Nie będę jadła odburknęła Lucyna, nalewając sobie herbaty i tak jestem nieatrakcyjna, a jak się opycham to już w ogóle nikt nie spojrzy.
Co za bzdury mama uniosła brwi ze zdziwienia. Wszystko masz na miejscu, mądre oczka, normalny nos i usta, nie gadaj takich głupot, Lucynka!
Wszyscy moi znajomi już dawno wyszli za mąż, tylko mi się nie udało. Podobam się tylko jakimś nieudacznikom. Ci, którzy mi się podobają, nawet na mnie nie zerkają. Co jest ze mną nie tak, mamo? Lucyna spojrzała wymownie na matkę, czekając na odpowiedź.
Po prostu nie spotkałaś jeszcze swojego przeznaczenia próbowała ją uspokoić mama, ale Lucyna tylko się uniosła.
Akurat, mam takie małe oczy, cienkie usta a nos… nawet nie patrz! Gdybyśmy mieli pieniądze, poprawiłabym wszystko operacją, ale nas nie stać! Postanowiłam więc, że wyjdę za jakiegoś kalekę. W klinice są tacy, których po wypadkach dziewczyny porzuciły. Co mi pozostało, mam już trzydzieści trzy lata, na co tu jeszcze czekać!
Nie mów tak, Lucynko. Twój tata przecież też ma kłopoty z nogami. Myślałam, że zięć nam pomoże na działce, to taki wielki plus, lepiej byłoby nam żyć mama westchnęła ciężko i zaraz zaczęła się tłumaczyć: Sama zobacz, nie wszystkim się układa dostatnio, a ty po co masz życie sobie utrudniać z kimś niepełnosprawnym? Popatrz na Tomka od sąsiadów, porządny chłopak, mocny, na ciebie zerka, dzieci byście zdrowe mieli i…
Mamo! Daj spokój, twój Tomek nigdzie długo nie pracuje, lubi wypić, nie ma z nim o czym rozmawiać zirytowała się Lucyna.
A po co ci z nim gadać? Powiem mu: idź kultywatorem przekop ogródek, a potem na obiad, albo pójdź do sklepu. Dobry chłopak, pracowity, może was coś połączy? kokietowała mama, ale Lucyna tylko odsunała niedopitą herbatę i wstała.
Idę spać, mamo. Myślałam, że chociaż ty mnie rozumiesz, a ty jak wszyscy, uważasz mnie za potwora…
No coś ty, Lucynko! mama chciała ją zatrzymać, ale córka tylko machnęła ręką i zamknęła się w pokoju.
Potem długo leżała bezsennie, przypominając sobie chłopaka, którego ostatnio przywieźli. Stracił nogę do kostki.
Przywaliła go betonowa płyta w opuszczonym domu. Dom do rozbiórki, a on się tam po coś włóczył, długo go szukano, nogi nie udało się uratować.
Nikt do niego nie przychodził. Chłopak miał niecałe trzydzieści lat. Na początku patrzył na Lucynę tak prosząco, trzymał ją za rękę po operacji. Później, kiedy już do siebie doszedł, patrzył tylko w sufit, posępny i milczący. Lucynie było go strasznie szkoda, chyba najbardziej ze wszystkich pacjentów, bo zawsze był sam.
Myślisz, że będę jeszcze chodził? zapytał niedawno, nie patrząc na nią. Odpowiedziała stanowczo i pewnie:
Pewnie, że tak, wszystko się zagoi, jesteś młody!
Wszyscy tak mówią. Ale niechby sami spróbowali żyć bez nogi warknął ze złością, jakby to ona była winna.
A po co włóczyłeś się po tym pustostanie? Sam prowokowałeś los! Lucyna odparła ze złością.
Coś mi się tam wydawało… burknął niechętnie. Od tej pory, kiedy Lucyna wchodziła do sali, odwracał się do ściany.
Przyglądała się mu. Jasne, chłodne oczy jak lód. Twarz ładna. Szkoda jej było, że taki los go spotkał…
Żałujesz mnie? pewnego dnia przyłapał ją na spojrzeniu. Widzisz, tylko żałować mnie można. Takich jak ja się nie kocha.
Takich jak ja też nie kochają; mam ręce i nogi, a nikt mnie nawet nie żałuje. Lepiej byłoby już bez nóg zadrwiła Lucyna, a łzy aż stanęły jej w oczach.
I wtedy Michał pierwszy raz się uśmiechnął, patrząc na nią:
Głupia jesteś, ty nieatrakcyjna? Śmieszna jesteś! Patrzę na ciebie i szczerze zazdroszczę temu, kogo wybierzesz, wierzysz?
Lucyna spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami i, dziwnie, uwierzyła mu. Powiedziała mu wtedy to, co od dawna chodziło jej po głowie:
A gdybym to ja chciała ciebie wybrać, ożeniłbyś się ze mną? Milczysz czyli kłamiesz, już wszystko rozumiem!
Wstała i ruszyła do drzwi z bolesnym wyrazem twarzy.
Ale Michał podparł się na łokciach, jakby chciał ją dogonić, usiadł, po czym przypomniał sobie, że nie może biec, i zawołał za nią:
Wyjdź za mnie, Lucyna! Przysięgam, że wkrótce nawet nie zauważysz, co się stało z moją nogą. Szybko wrócę do sprawności, nie odchodź!
Lucyna i Michał
Zatrzymałam się na korytarzu, już prawie płacząc, a jednak nagle byłam pewna to ON.
I co z tego, że nos mam krzywy, a oczy małe, a on ma kłopoty z nogą ważne, że się spotkaliśmy.
Nadszedł mój czas, jak mawiała mama…
Michał rzucił się w wir rehabilitacji z niesamowitym zapałem. Już miał cel chce ożenić się z cudowną dziewczyną i być gotów na wspólne życie na swoich nogach. Chciał, by Lucyna nie smuciła się więcej i nie myślała, że jest nic niewarta. Była dla niego wszystkim, pragnął być u jej boku zawsze…
Coś ty taka promienna, córciu? mama zagadnęła ukradkiem Tak się rozkwitłaś, a mówiłaś, że jesteś nieatrakcyjna…
Lucyna nie zaprzeczała. Czuła się, jakby rosły jej skrzydła. Najbardziej pragnęła, by Michał znów normalnie chodził i przyzwyczaił się do protezy.
Spacerowali coraz dłużej najpierw wokół kliniki, potem po zasypanych śniegiem, przystrojonych światłami, grudniowych ulicach…
Tamten dom już zburzyli, tu właśnie mnie zasypało pokazał jej kiedyś Michał.
Po co tam wchodziłeś, co ci się przyśniło? Nigdy mi nie powiedziałeś wypomniała Lucyna.
Pewnie będzie śmiesznie, ale zobaczyłem tam szczeniaka. Bezdomnego, czarnego z białymi łatami, pomyślałem, że zamarznie. Chciałem go wziąć do domu, żeby nie czuł się tak samotny jak ja… wyznał Michał.
Zobacz, tam stoi jakiś chudy pies, patrzy błagalnie, ale boi się podejść…
To pewnie ten sam! ucieszył się Michał, a pies podszedł i szedł za nimi aż pod sam blok.
Patrzcie ją, jakiego sobie złapała męża młodszego od siebie i jeszcze z mieszkaniem i bez teściowej! żartowały na weselu koleżanki Lucyny.
Mama Lucyny pociągnęła nosem, gdy Michał pierwszy raz nazwał ją „mamą”.
Sam był z domu dziecka, rodzeństwa, rodziny nikogo. Ale to naprawdę dobry i ciepły chłopak, a co najważniejsze: kochają się z Lucyną i oby tak zostało.
O ogródku można zapomnieć Michał i tak bierze się za każdą robotę, wszystko mu się udaje!
Lucyna i Michał mieszkają teraz we troje, z psem Kaziem, który został z nimi tamtego dnia. Ale niedługo będzie ich czworo bo już niedługo na świat przyjdzie ich córeczka…
Nigdy nie wolno tracić nadziei bo łatwo przegapić swoje szczęście.
Życie jest cudowne w swej nieprzewidywalności…



