Nigdy nie podobało mi się, gdy ludzie rozmawiali o swoim życiu z innymi, ale dzisiaj jestem w takiej sytuacji, że muszę. Uświadomiłam sobie, że teraz młodzież jest bardzo przebiegła i myśli tylko o swoich przyjemnościach. Nawet nie zdają sobie sprawy, że takim sposobem niczego nie osiągną i nie doceniają tego, co dla nich się robi. Oto moja historia.
Nasza rodzina jest dość zamożna. Żyjemy spokojnie, harmonijnie i w miłości. Z mężem pracowaliśmy przez całe życie, aby naszemu jedynemu synowi niczego nie brakowało. Zapewniliśmy mu wszystkim, wyedukowaliśmy go jak należy. Jest jedyną nadzieją i radością w naszym życiu.
Teraz nadszedł czas, kiedy nasz syn miał wziąć ślub. Nasza synowa pochodziła z biednej rodziny i wiedzieliśmy o tym od samego początku. Na prośbę syna pokryliśmy wszystkie koszty ślubu, tym bardziej że wiedzieliśmy, że synowa nie będzie w stanie tego zrobić. Z mężem kupiliśmy im mieszkanie na prezent ślubny. Mieszkanie znajdowało się w bardzo ładnej okolicy, ale nie było wyremontowane. Myśleliśmy, że za pieniądze z prezentów na ślub młodzi je sobie wyremontują. Po ślubie para mieszkała w swoim nowym mieszkaniu, ale nigdy nie zrobili w nim remontu. Za zgromadzone pieniądze kupili za to samochód. W zasadzie wszystkie te pieniądze były od naszych krewnych.
Zapytałam więc, dlaczego woleli kupić samochód, zamiast wyremontować. Synowa wtedy powiedziała, że to mieszkanie nie należy do niej, więc dopóki nie będzie współwłaścicielem nieruchomości, ona nie zamierza w nim nic robić. Mój syn słyszał to wszystko, ale nic nie powiedział. Innymi słowy, okazuje się, że to my dbamy o jej przyszłość, a ona stoi i nic nie mówi. Nic nie powiedziałam, bo bałam się, że może dojść do kłótni. Od teraz nie rozmawiam z synową, z synem zresztą też i póki co nie zamierzam tego zmieniać. Szczerze mówiąc, nasz syn nie spełnił naszych nadziei…



