Jedliśmy z mężem obiad przy stole tak jak co weekend. Było mi jakoś tak źle i przykro, czułam się bardzo samotna. Niby miałam męża obok siebie, siedzieliśmy przy jednym stole, ale milczeliśmy i byliśmy dla siebie jak obcy ludzie.
Nie, to nie było tak, że nie próbowałam rozmawiać z mężem. Oczywiście, że podejmowałam takie próby, ale nie przyniosły one żadnego rezultatu. Mój mąż wolał mnie ignorować, albo mówić, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia, zamiast nawiązać ze mną jakiś kontakt. Kiedyś tak nie było. Sam inicjował kontakt, rozmawialiśmy na każdy temat, pytał, co u mnie, ale wraz z każdym następnym rokiem bycia w małżeństwie to wszystko stopniowo zanikało, aż całkiem umarło.
Teraz po prostu czuję, że już nic mnie z tym człowiekiem nie łączy i mam już tego po prostu dość. Nie robimy już praktycznie nic razem, prócz wspólnego jedzenia posiłków, ale i to tylko w niedzielę, a ostatnio nawet nie w każdą. W niektóre weekendy mąż wyjeżdżał do swojej matki. Nie mamy wspólnych pasji, zainteresowań, od dawna nie oglądaliśmy razem choćby telewizji, ba, my nawet spaliśmy już w osobnych pokojach. Ciągle się też mijaliśmy, bo mąż wracał z pracy, kiedy ja już spałam, a ja już wychodziłam wczesnym rankiem do swojej, gdy on jeszcze spał.
Mąż zaczął spać w salonie. Na początku mówił, że nie chciał mnie budzić i wolał się tam przespać. Potem, że już się przyzwyczaił do spania w salonie i tam mu dobrze, więc nie chce wracać do sypialni. Wiem, że to kłamstwo i on po prostu nie chciał mnie widzieć.
Po trwaniu w takim zawieszeniu w końcu zaproponowałam mężowi rozwód. On znowu zareagował nijak. Powiedział, że jeśli chcę, to możemy się rozwieść, bo jemu to wszystko jedno. Wszystko jedno? Byłam wściekła. Jemu już kompletnie nie zależy, nie tylko na mnie, ale chyba na niczym. Miał zupełnie gdzieś co stanie się z naszym małżeństwem.
Skoro więc nie mógł zdecydować, zrobiłam to sama i złożyłam pozew o rozwód. Od półtora roku jestem sama i to jeden z lepszych okresów mojego życia. Teraz czuję się lepiej, niż kiedykolwiek w małżeństwie. Czy ktoś z Was też miał tak samo? Odetchnęliście po rozwodzie?



