Z dwójką sobie radzimy, a trzeciego pociągniemy. Wezmę dodatkową pracę. A może chcesz się pozbyć dziecka? – zapytał mąż.

— Z dwójką damy radę, trzecie też pociągniemy. Znajdę dodatkową robotę. Czy może chcesz się pozbyć dziecka? — zapytał wprost mąż.

Krysia od kilku dni czuła się wyczerpana. Tyle spraw do załatwienia, a ona marzyła tylko, by usiąść i nie ruszać się, a najlepiej położyć i leżeć. Na jedzenie nie mogła patrzeć. Zrobiła test ciążowy, który potwierdził jej przypuszczenia.

Dwa lata minęły, odkąd wróciła z urlopu macierzyńskiego, ledwo odpoczęła od pieluch i śpioszków, a tu znowu… Zasmuciła się. Wojtkowi zaraz stuknie pięć, Jagódka poszła do drugiej klasy. Dzieci potrzebują jej uwagi, a ona znów będzie zajęta niemowlęciem. Czy zrozumieją? Nie będą zazdrosne o nowego brata lub siostrzyczkę?

„Dziecko to przecież dar Boży. Dał Bóg dziecko, da i na dziecko — jak mówią. Kiedy to życie było łatwe? Kobiety rodziły nawet w czasie wojny. A co powiem w pracy? Że wkrótce znów urlop macierzyński, a potem ciągłe zwolnienia?”

„Gdzie tam praca z trójką dzieci! Rodzina się powiększy, a żyć będziemy tylko z zarobków Darka…” Krysia męczyła się wątpliwościami i nie śpieszyła się, by „uradować” męża. Miała jeszcze czas na przemyślenia.

Niedawno szef pytał, czy ktoś nie szykuje się na macierzyński albo nie planuje odejść. Zrozumiałe obawy — w zespole pracowały głównie kobiety. Krysia, jak inni, zapewniała, że ma komplet — chłopca i dziewczynkę — i na pewno nie planuje kolejnego dziecka. A tu proszę.

„Czemu ciągle myślę o pracy? Rodzina i dzieci są najważniejsze…” Czas mijał, a Krysia wciąż ważyła argumenty, nie mogąc podjąć decyzji.

— Źle się czujesz? Jesteś blada i cały czas myślisz o czymś. Trzy razy pytałem, co kupimy Wojtkowi i Jagódce, a ty nawet nie słyszysz. Coś się stało? — zapytał pewnego wieczora mąż.

Wtedy Krysia wyznała mu wszystko. Darek chwilę milczał, po czym spytał:

— To co robimy?

Nie zapytał *„co* ty *zrobisz?”*, tylko *„co* my *zrobimy?”* Właśnie tak — decyzja należała do nich obojga. Za to Krysia kochała swojego męża. Nie zostawiłby jej samej z wątpliwościami. Zrobiło jej się wstyd, że chciała rozstrzygnąć to w pojedynkę. Nabrała ulgi, jakby zrzuciła z barków ciężar. Podzieliła się z mężem obawami.

— Z dwójką dajemy radę, trzecie też pociągniemy — odparł stanowczo.

— Ale pójdę na macierzyński. Będziemy żyć tylko z twojej pensji. Nie wiadomo, kiedy wrócę do pracy, czy w ogóle wrócę, choć dopłaty socjalne trochę pomogą… — znów zaczęła wątpić.

— Jakoś przeżyjemy. Wezmę dodatkowe zlecenia. A może chcesz usunąć ciążę? — spytał wprost.

— Nie wiem — szczerze przyznała. — Ty będziesz harować od rana do nocy, ja — krzątać się w domu z dziećmi. Tak minie nam życie…

— Z dwójką czy z trójką — życie minie tak samo. Dobrze, mamy jeszcze czas do namysłu?

— Trochę mamy.

— To się nie śpieszmy. Wrócimy do tematu później, choć myślę, że już podjęłaś decyzję. Czy się mylę?

— Jak się pomieścimy w dwóch pokojach? — Krysia rozejrzała się po ciasnym mieszkaniu, które dostali od babci Darka.

— Pogadam z rodzicami. Zaproponuję zamianę — oni mają trzy pokoje dla dwojga. Pewnie się zgodzą. Tata sam to sugerował, kiedy czekaliśmy na Jagódkę.

Krysia nieufnie spojrzała na męża, ale nie powiedziała nic. Jak się spodziewała, teściowa stanęła okoniem.

— Twoja żona specjalnie zaszła w ciążę, by wyłudzić większe mieszkanie. Robi z ciebie szmaciarza, a ty jej na wszystko pozwalasz.

— Mamo, to mój pomysł. Krysia nie ma z tym nic wspólnego — bronił żony Darek.

— Więc to ty, synu, chcesz odmówić nam spokojnej starości? Nie spodziewałam się. Jesteśmy przyzwyczajeni. W naszym wieku przeprowadzka to kiepski pomysł. Ale wy myślicie tylko o sobie.

— Mamo, nie zaczynaj. Zapytałem tylko. Nie, to nie. Coś wymyślimy.

— Wymyślą… Może Krysia zrobi aborcję? Macie dwoje — wystarczy. W dzisiejszych czasach to rozsądne.

— Już rozumiem, mamo.

Gdy Darek wrócił od rodziców z pochmurną miną, Krysia wszystko zrozumiała i nie dopytywała. Unikali tematu. Raz godziła się z myślą o kolejnym dziecku, raz bała się powrotu pieluch, nieprzespanych nocy, rozdarcia między dziećmi a obowiązkami…

Termin aborcji się zbliżał, a ona wciąż nie potrafiła zdecydować. Pewnej nocy śniła się jej pięcioletnia dziewczynka, skacząca po mieszkaniu z koszyczkiem, jak u Czerwonego Kapturka. „Co tam masz?” — spytała Krysia. Dziewczynka zajrzała do koszyka i podniosDziewczynka uniosła pusty koszyczek, a w jej oczach odbił się smutek tak głęboki, że Krysia obudziła się z łzami, wiedząc już, że straciła coś, czego nawet nie zdążyła pokochać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 1 =

Z dwójką sobie radzimy, a trzeciego pociągniemy. Wezmę dodatkową pracę. A może chcesz się pozbyć dziecka? – zapytał mąż.