Z drżącym sercem zapukała do drzwi. W odpowiedzi cisza.
Z bijącym sercem Weronika zastukała do drzwi. Gdy po chwili nie usłyszała żadnego odgłosu, nieśmiało wyjęła klucz z torebki i przekręciła zamek. Boże, jak dawno tu nie była! Wszystko wyglądało tak samo jak kiedyś, nic się nie zmieniło w tym niegdyś ukochanym domu, a jednak teraz wszystko wydawało się zimne i obce.
Minął prawie rok od ich ostatniej kłótni z Jakubem. Zdarzało im się już wcześniej sprzeczać. Weronika brała wówczas córeczkę Zosię w ramiona i z łzami w oczach uciekała do matki. Najczęściej Jakub, stęskniony, już następnego dnia pędził, by się pogodzić. Życie wracało do normy, a zgoda wnosiła do ich związku nowe barwy. Ale ostatnim razem było inaczej
Otrząsnąwszy się z wspomnień, Weronika zdecydowanym krokiem podeszła do szafy, by znaleźć potrzebne dokumenty. Papiery leżały nienaruszone, starannie przez nią poukładane w teczce. Od dwóch miesięcy młody mężczyzna, od dawna w niej zakochany, wyraźnie zabiegał o jej względy. Między nimi jeszcze nic nie było, jednak tydzień temu oficjalnie oświadczył się.
Przez cały ten tydzień Weronika nie mogła zasnąć, coś ją dusiło, nie potrafiła podjąć decyzji. Z początku wydawało się, że nieporozumienie z Jakubem musi się jakoś rozwiązać. Zapuka do drzwi, jak zwykle, spojrzy jej głęboko w oczy i powie: Tak za tobą tęskniłem!
Lecz dni mijały, miesiące płynęły, a w życiu nic się nie zmieniało. Spotykali się rzadko, Jakub stawał się coraz zimniejszy i bardziej oddalony, między nimi wyrosła przepaść. Przychodził tylko po Zosię, w milczeniu brał dziewczynkę za rękę i zabierał do siebie. Potem cicho ją odwoził. Zosia szczebiotała wesoło, dumna z prezentów od taty nowej sukienki, w której wirowała przed lustrem, czy lśniących bucików. A Weronika przypominała sobie, jak błyszczały oczy Jakuba, gdy obdarowywał ją podarunkami. Teraz nawet na nią nie patrzył. Bycie razem stało się nieznośne, więc szybko chowała się w swoim pokoju. Matka, która nigdy nie przepadała za Jakubem, często powtarzała: Co Bóg da, to dobre. Powoli i ona w to uwierzyła.
Głęboko wzdychając, Weronika pożegnalnym spojrzeniem objęła pokój i zamarła. Na kanapie spał Jakub. Widocznie po nocnej zmianie. Pierwszym odruchem było wyjść, lecz coś kazało jej zostać. Każdy rys twarzy był jej boleśnie znajomy zmęczona twarz, zarost, ciemne cienie pod oczami Powoli usiadła obok. Co właściwie wie o tym człowieku, z którym przeżyła tyle lat? Jakie myśli kryją się za tą zmarszczoną brwią? W głowie Weroniki wyłonił się zapomniany obraz młodego Jakuba: czyste, chłopięce oczy i uśmiech tak jasny i ciepły Zawsze myślała, że to właśnie ten uśmiech przewrócił jej świat do góry nogami i sprawił, że się zakochała. Czy to możliwe, że tamten uśmiechnięty chłopak i ten zmęczony mężczyzna to ta sama osoba? A przecież nie minęło aż tak wiele czasu. Znów pojawił się w jej myślach ten jasny uśmiech. I tak wyraźny, tak żywy, jakby był wyrzutem wobec niej, Weroniki
Boże, gdzie to wszystko zniknęło? Beznadziejnie rozejrzała się po pokoju, jakby szukając winnego zrujnowanego życia. Serce ścisnęło się, zadrżało, wypełniło ciężkimi wspomnieniami. Ich niegdyś przytulny, bajkowy świat powoli wypełnił się drobnymi pretensjami i żalami, tonąc w morzu łez i rozpaczliwej obcości. Wiecznie zmęczony Jakub, pracujący na trzech etatach, by utrzymać ją i Zosię, by nigdy nie musieli o nic prosić Weronika miała czas, by to wszystko przemyśleć i zrozumieć, że zabrakło jej cierpliwości, kobiecej delikatności i mądrości
A przecież kiedyś byli szalenie szczęśliwi. I to nie były chore urojenia. Weronika gwałtownie wstała rozpaczliwie chciała sobie to udowodnić. Jej wzrok zatrzymał się na dłoni Jakuba, spoczywającej na ich albumie ślubnym, na zdjęciu, gdzie oboje promienieli szczęściem.
Jej ręka mimowolnie zadrżała, zdjęcie z cichym szelestem upadło na podłogę. Rozejrzała się i znieruchomiała Patrzył na nią Jakub.
Weroniko, wróciłaś? Jego oczy błyszczały radością, a jej przyszła myśl nie do zniesienia, że jeszcze pół godziny temu mogła odejść na zawsze



