Wzrok pełen miłości i podziwu – confetti radości od córki

**Dziennik, 15 czerwca**

— Wiesz, jak na ciebie patrzy? Z miłością i podziwem — powiedziała moja zadowolona z siebie córka.
Michał wyszedł z łazienki, owinięty tylko ręcznikiem. Krople wody lśniły na umięśnionej klatce piersiowej. Nie mężczyzna, a samo marzenie. W piersiach Natalii coś słodko zabolało.

Michał usiadł na skraju łóżka i sięgnął po nią, by pocałować. Odwróciła głowę.

— Nie, bo nigdy już nie wyjdę. Muszę iść. Ola pewnie już w domu. — Natalia przytuliła się policzkiem do jego ramienia.

Westchnął.

— Natalka, ile można? Kiedy powiesz córce o nas?

— Trzy miesiące temu nawet nie wiedziałeś, że istnieję, i żyłeś sobie świetnie. — Wstała i zaczęła się ubierać.

— Czuję, jakbym wcale nie żył, tylko czekał na ciebie. Nie mogę bez ciebie dnia…

— Nie dręcz mnie. Nie odprowadzaj. — Wymknęła się z pokoju.

Szła ulicą, unikając spojrzeń przechodniów. Zdawało jej się, że wszyscy wiedzą, skąd wraca. Mężczyźni patrzyli z ciekawością, kobiety — z dezaprobatą.

Nic dziwnego — figura, postawa, twarz z wyrazistymi oczami i pełnymi ustami. Ciemne włosy wymykały się spinaczowi. A Natalia chciała zniknąć.

***

Wyszła za mąż młodo, dwadzieścia lat, z wielkiej, odwzajemnionej miłości. Niemal od razu zaszła w ciążę. Mąż namawiał na aborcję — za wcześnie, trzeba stanąć na nogi, jeszcze zdążą. Nie uległa. Urodziła zdrową dziewczynkę, wierząc, że mąż się zmieni. Ale nie pokochał córki. Cóż, wielu mężczyzn jest obojętnych na dzieci.

Pewnego dnia zadzwoniła kobieta i podała adres, gdzie często bywa jej mąż. Nie rzuciła się sprawdzać. Zapytała go wprost. Zaprzeczał, tłumaczył się, w końcu krzyknął:

— Jakaś wariatka ci nagadała, a ty uwierzyłaś? Sama nie lepsza. Wychodzę, pożałujesz…

Zatrzasnął drzwi. Natalia nie chciała żyć, ale córka wymagała opieki. Po dwóch tygodnich poszła pod wskazany adres, skryła się za drzewem. Wkrótce przeszedł mąż z młodą kobietą pod rękę. Weszli do klatki.

Nazajutrz złożyła pozew o rozwód. Wiedziała, że nie przebaczy — nie taki ma charakter. Oddala Olę do żłobka, wróciła do pracy.

Czasem pojawiali się mężczyźni, ale żaden nie poruszył jej na tyle, by zaryzykować. Aż po latach Michał zdobył jej serce. Przystojny, wysoki — do pary. Romans rozgorzał burzliwie. Pewnego dnia Ola zapytała, dlaczego mama tak się stroi.

— Na randkę — odparła półżartem.

— Aaa… — przeciągnęła córka znacząco. Więcej nie pytała.

Figurą Ola była jak matka, ale twarz miała zwyczajną. Dziwili się, jak u tak pięknych rodziców urodziło się przeciętne dziecko. Natalia cieszyła się — uroda to nie chleb, same z nią kłopoty.

Nigdy nie miała przyjaciółek. Nie przez nią — przez zazdrość dziewczyn. Bały się wyglądać blado przy niej. Może dlatego wyszła tak młodo — szukała w mężu przyjaciela.

— Za mały i za prosty dla ciebie, choć przystojny — mawiała matka.

***

— Ola, jestem — zawołała Natalia w progu.

— Odrabiam lekcje — odpowiedziała córka z pokoju.

Natalia przebrała się i poszła do kuchni. Wkrótce dołączyła Ola, odłamała kawałek chleba.

— Nie psuj apetytu, zaraz kolacja — Natalia postawiła talerze. — Chciałam porozmawiać.

— To mów. — Ola jadła ze smakiem.

— Niedługo moje urodziny.

— Pamiętam.

— Chciałam zaprosić… mojego znajomego.

— Z którym sypiasz? — Ola patrzyła obojętnie.

— Spotykam się. Mówisz tak do matki?

— Jaka różnica? W twoim wieku to to samo.

— To zaproszę? Nie masz nic przeciwko?

— Mnie co? Babcia przyjdzie?

Natalia odetchnęła. Piętnaście lat — trudny wiek. Córka przyjęła to spokojnie.

— Babcia w niedzielę. Zależy mi, byście się polubili.

— No dobra, zapraszaj.

W sobotę rano Natalia gotowała, chcąc zaimponować Michałowi. Przyszedł z ogromnym bukietem róż, dał pierścionek. Była zaskoczona jego natarczywością.

Próbował przypodobać się Oldze — opowiadał, żartował. Ona zachowywała się powściągliwie. Gdy wyszedł, Natalia sprzątnęła, usiadła obok córki. Ta się odsunęła.

— Nie podobał ci się?

— Nie.

— Dlaczego?

— Po prostu. — Ola westchnęła. — Rozumiem, że jesteś młoda, miłość itd. Ale on cię wykorzystuje. Nie widzisz?

— Babcia ci to wmówiła?

— Nie babcia! Mam oczy.

Natalia wstała.

— Mamo, kochasz go? — Ola spytała cicho. Kiwnęła głową. — No to się spotykaj. Tylko nie sprowadzaj go tu.

— Dlaczego?

— Bo mi się nie podoba.

Nie wydobyła więcej.

Dziwnie, ale poczuła ulgę. Za szybko się rozwijało. A to pierścionek… Mało o sobie mówił, choć ciągle o wspólnym życiu. Ola interesowała go tylko jako część Natalii.

Nazajutrz zadzwonił, że tęskni. Nie spytał, czy spodobał się Oldze. Nie obchodziło go to, czy był pewny siebie?

Odpowiedziała, że wieczorem przyjdzie matka.

— To do jutra?

— Do jutra — odparła z ulgą.

Z babcią Ola była ożywiona. O Michale nikt nie wspomniał. „Widzi to, czego ja nie dostrzegam” — pomyślała Natalia.

Spotykali się dalej u niego. Pewnego dnia znów zaczął o wspólnym życiu. Gdy prosiła o cierpliwość, nazwał Olę egoistką.

— Za parę lat zakocha się, a ty zostaniesz sama — krzyczał, gdy odmówiła.

— Już chcesz zerwać?

— Nie, tak… wyszło.

Rozstali się w gniewie. Dwa dni później Ola wróciła późno.

— Gdzie byłaś? Lekcje?

— Już odrobione. Muszę ci coś powiedzieć. — Ola pobiegła za nią do kuchni.

— Umyj ręce, kolacja. — Widziała, że córka aż pęka z emocji.

— Boję się, że ci się nie spodoba.

— Znowu zbiórka w szkoleNatalia przyglądała się Piotrowi, gdy naprawiał zamek, i nagle zrozumiała, że prawdziwa miłość często czai się tam, gdzie najmniej jej szukamy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + 12 =

Wzrok pełen miłości i podziwu – confetti radości od córki