Wzór do Naśladowania

Zofia patrzyła na teściową i myślała: „Co trzeba mieć w głowie, żeby być taką potulną służącą własnego męża i zdejmować mu buty? Nie dość, że się upił, ledwo zipie, a jeszcze ona palce mu maca, mrucząc: „Chwała Bogu! Ciepłe nóżki, nie zmarzły. A skarpetki wełniane, grube, sama dziergałam.“

Zdumienie synowej nie miało granic. Teściowa poderwała z sofy męża, przycisnęła mocno do siebie i powlokła go powoli do łóżka. Nakryła jak dziecko kołdrą, postawiła na stołku duży kubek kwasu i odeszła szczęśliwa napić się herbaty. Zofia aż chciała sarknąć:

— A gdzie krzyki, walenie butami w ścianę, szturchańce?

Zamiast tego zobaczyła zadowoloną twarz teściowej i usłyszała, jak nie tyle chwali męża, co go tłumaczy:
— Dawno nie pił, pewnie starych kompanów spotkał. Niech choć trochę odpocznie, bo ciągle tylko harówka. Oczywiście, przebrał miarkę, wątroba mu siada. Ale nic, potem tydzień na ostrożności posiedzi, poprawimy sprawę, podleczymy.

Synowa od roku była zamężna z ich synem i zdążyła zauważyć, że teściowa zawsze ugina się przed mężem. Nigdy nie podnosi głosu, wszystko tłumaczy, rozgryza, choć w końcu i tak robi po swojemu. No, a jak teść zachoruje, to teściowa biega koło niego na palcach.

Kiedyś odpowiedziała synowej, że siebie, gdy zachoruje, łatwiej wyleczyć — ale męża… Tu oprócz choroby trzeba uleczyć jego kaprysy, niechęć do tabletek, złość na siebie, że zachorował akurat, gdy roboty po uszy.

Zofia obserwowała teściową i kręciła wąsa — a ten rósł jej jak u huzara. Na przykład, gdy siadali do obiadu, a jej mąż, Wojtek, głośno cmoknął i chlipnął gorący barszcz, Zofia już robiła wielkie oczy, odkładała łyżkę i patrzyła. On domyślał się w mig i zaczynał jeść w strachu, dławiąc się gorącym. Teściowa zaś mawiała do męża:

— Nie spiesz się, dziecko ci nie ucieknie, ani krowa nie czeka na udój.

Na głośne mlaskanie mówiła, że chwała Bogu smaczne, skoro się boisz, że ci zabierzemy. Teść, pojąwszy aluzję, jadł spokojnie i cicho.

Pewnego dnia przyszli do teścia koledzy. Teściowa zaraz zakrzątnęła się, zastawiła stół przekąskami i spokojnie zajęła się swoimi sprawami. Siedzieli, czasem przy rozmowie wyleciało mocniejsze słowo, ale w sumie zachowywali się porządnie, coś omawiali, wspominali. Zofii wydało się, że za długo siedzą. Nie wytrzymała, spytała mamę:

— Może już czas, żeby sobie poszli? Honor wiedzieć powinni.

Na co teściowa odparła:
— To oni mają decydować. Drzwi się otwiera przed gośćmi, a jak wychodzą, to nie na drzwi się wskazuje, tylko na stół, żeby na rozchodne wypili. Raz w roku w domu przy stole, nie pod płotem, nie w garażu — niech posiedzą. Idź zapytaj, może czego brakuje?

Rzeczywiście, wyszli wszyscy zadowoleni, spokojni, a teść w dodatku dumny z żony, przytulił ją i wycałował.

Gdy Wojtek spóźniał się z pracy, po minie Zofii było widać, że się wścieka, denerwuje, z oczu ciska gromy. Teściowa uspokajała ją:

— Nie myśl od razu najgorzej. Zarabiać niełatwo, potrzeba i siły, i czasu. Może przełożony zatrzymał. A jeśli myślisz to, co myślisz — czas tu nic nie znaczy. Może i punktualnie przychodzić, a być obcym i niezadowolonym.

I rzeczywiście — Wojtkowi zaproponowano dorobić. Przyszedł do domu, zamiast naburmuszonej żony zastał czułą i troskliwą. Powiedział:

— A ja myślałem, że będzie awantura.

Zofia pomyślała, jak ona się zachowuje, skoro mąż, harując, bojąc się wrócić do domu…

Pewnego dnia teściowa wróciła ze dworu zmęczona, ale szczęśliwa. Na pytanie synowej, co się stało, odparła:

— Oj, pomagałam mężowi! Przekładał deski, chce naprawić kurnik.

Zofia nadęła się:

— Toż to męska robota! Niech syn pomoże.

Teściowa nie obraziła się, tylko z uśmiechem odrzuciła:

— W gospodarstwie trzeba sobie pomagać. Wspólnie każda praca idzie lepiej. Jak mówią: w dobrej rodzinie cztery ręce, cztery nogi i jedne usta, a w złej — dwoje ust. A przy wybieraniu desek tyle wspomnień się nawinęło… Czasy były inne, po wojnie nie do zbytków, byle przeżyć. Ale trzymaliśmy się razem, ceniłZofia zrozumiała w końcu, że prawdziwa miłość nie mierzy, kto ile dźwiga, ale czy potrafi dźwigać razem.

.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − dziesięć =

Wzór do Naśladowania