Wyzwolona spod władzy matki W wieku trzydziestu pięciu lat Barbara była skromną, nieśmiałą kobietą,…

Pod jarzmem matki

W wieku trzydziestu pięciu lat Małgorzata była cichą, nieśmiałą i jak to się mówi, zahukaną kobietą. Nigdy jeszcze nie miała chłopaka, choć od lat pracowała w biurze rachunkowym przyszła tam zaraz po ukończeniu technikum i została na stałe.

O siebie za bardzo nie dbała nosiła obszerne ubrania, była pulchna, zawsze patrzyła smutnym wzrokiem, z opuszczonymi kącikami ust. Małgorzata wychowała się na wsi u babci, bo matka Teresa urodziła ją w wieku osiemnastu lat, nie wiadomo nawet, kto był ojcem, bo córka nigdy go nie poznała. Szkołę kończyła na wsi, a z matką zamieszkała dopiero, gdy poszła na studia.

Gdy Małgosia rosła u babci, Teresa mieszkała w wielkim mieście, bawiła się, chodziła na imprezy, choć oczywiście pracowała. Zmieniała partnerów, była ładna i roześmiana. Na wieś wpadała, gdy jej się przypomniało raz w miesiącu, czasem rzadziej. Przywoziła córce jakąś zabawkę i znikała. Babcia była surowa, więc wnuczka nie znała ani miłości, ani czułości od niej czy od matki.

Do dzisiaj Małgorzata mieszka z matką w mieszkaniu w bloku. Teresa tuż po pięćdziesiątce wyglądała świetnie, młodzieżowo i szczupło; używała drogich polskich i zagranicznych kosmetyków, chodziła do salonów urody, zdarzały się jej nawet randki. Córka była jej zupełnym przeciwieństwem.

Wreszcie, pod koniec dnia Małgorzata przekazała dokumenty koleżance, która miała ją zastąpić podczas urlopu, i wyszła z biura.

No i znów ten urlop pomyślała Małgorzata. Premia urlopowa w portfelu Szkoda, matka zaraz zabierze mi te pieniądze. Urlop znowu spędzę w domu. Jak mi to wszystko obrzydło. Dlaczego nie umiem się postawić, przecież jestem dorosła, a matka trzyma mnie przy sobie. Zawsze żąda pieniędzy, co do grosza, swoją pensją nie mogę rozporządzać swobodnie. Brak jakiejkolwiek perspektywy w moim życiu

Otwierając drzwi do mieszkania, zobaczyła matkę w przedpokoju już na nią czekała.

W końcu przyszłaś! rzuciła Teresa. No, dostałaś te pieniądze urlopowe? Dawaj tutaj.

Dostałam odpowiedziała Małgorzata. Zaraz oddam, tylko daj się rozebrać

Czas się znajdzie

Małgorzata otworzyła torebkę i zaczęła szukać portfela.

Boże, chodzisz z tą wstydliwą torbą jak jakaś stara baba, porwana, nie wstyd ci? rzuciła pogardliwie matka.

Małgorzacie zaszkliły się oczy, stanęły jej łzy.

A mam skąd wziąć na nową torbę, skoro wszystko, co do złotówki mi zabierasz? wystrzeliła nagle, zaskoczona sama sobą; nigdy nie oponowała.

Torba to jedno, ale ty sama wyglądasz jak niechlujna i tłusta baba! Odchudź się, doprowadź do porządku! drwiła matka. Wstyd mi się z tobą gdziekolwiek pokazać.

Wstyd ci? krzyknęła Małgorzata. A zabierać moje pieniądze nie wstyd? I tak z tobą nigdzie nie chodzę! płakała, wybuchła, po czym wybiegła z mieszkania.

Łzy zalewały jej twarz, zbiegała po schodach, wybiegła z klatki i usiadła na ławce, zasłaniając twarz rękami. Nie wiedziała, ile minęło czasu. Po chwili jednak usłyszała głos.

Małgosiu, ty tutaj? Podniosła wzrok i zobaczyła panią Annę, seniorkę z sąsiedniego bloku. Płaczesz? Usiadła obok i ujęła jej dłoń. Co się stało, tak źle, że aż łzy lejesz?

Małgorzata nie wytrzymała, wyznała wszystko Annie.

Mama zabiera mi całe pieniądze, kupuje sobie drogie kosmetyki i rzeczy, a ja chodzę w starych łachach. Winę czuję, zawsze byłam za miękka bałam się przeciwstawić babci, matce Moja mama jest despotyczna i okropna

Anna tylko kiwała głową, a Małgorzacie zrobiło się wstyd.

Ojej, źle o mamie mówię Pomyśli pani, że jestem plotkara, zresztą nieudacznica to na pewno.

Anna od lat znała Teresę, nie szanowała jej, zawsze patrzyła na Małgorzatę z litością. Dobrze wiedziała, jak córka jest zdominowana przez matkę.

Małgosiu, przestań już się martwić i płakać jesteś dorosłą kobietą, czas zadbać o siebie.

Ależ kim jestem, pani Aniu? Nikt mnie nie kochał, nawet ja nie potrafię Nikomu nie jestem potrzebna

Posłuchaj, musisz natychmiast wynieść się od matki Małgorzata spojrzała na sąsiadkę z trwogą.

Gdzie mam pójść? Moja wypłata niewielka, nie wynajmę mieszkania. Matka się rozgniewa, powinnam oddać jej te pieniądze z urlopu Nie wytrzymałam, jak na mnie naskoczyła, zrobiło się przykro dlatego wybiegłam.

Czyli masz jeszcze premię urlopową, nie zabrała ci? O matkę się nie martw. Tobie trzeba pomóc, nie jej. Słuchaj możesz pomieszkać u mnie w domku na działce pod Warszawą. Dom jest solidny, mąż go kiedyś własnoręcznie budował, miał żyć długo Ty masz urlop, odpoczniesz, nie chcę pieniędzy.

A nie boi się pani mnie wpuścić? dopytywała Małgorzata.

Kochana, znam cię nie od dziś. Poczekaj, przyniosę ci klucze i zapiszę adres i mój numer telefonu.

Małgorzata dotarła na Dworzec Centralny, kupiła bilet na pociąg podmiejski, usiadła przy oknie, obserwując ludzi. Nigdy nie wyjeżdżała poza swoje miasto dom, praca, tyle. Nikt nie zwracał na nią uwagi. W końcu uspokoiła się, patrzyła na krajobrazy za oknem. Wysiadła na odpowiedniej stacji, szybko dotarła na działkę, otworzyła drzwi i weszła do domu.

Zalała ją głucha cisza, usiadła w starym fotelu.

Boże, jaka cisza Jak dobrze być samej Jaki nieznany świat wolności i spokoju myślała.

Matka nie kontrolowała, nie docinała. Znalazła na stole pilot do telewizora, włączyła. Leciało jakieś polskie talk-show, zwykle matka nie pozwalała jej oglądać, przełączała na swoje programy, ignorując córkę.

Sama dziwaczna, to i dziwadła ogląda w telewizji śmiała się Teresa. Nie pozwalała protestować, zaraz zaczynała wyzywać córkę.

Małgorzata nigdy nie odważyła się odszczeknąć pochylała głowę coraz niżej przy każdej obelżywej uwadze. Nawet myśli nie miała, by się sprzeciwić matce.

Wkrótce obeszła dom, włączyła lodówkę i schowała do niej pierogi, kawałek sera i jogurt kupiła to wszystko w sklepie koło dworca zanim ruszyła pociągiem.

Ugotowała pierogi, najadła się i uspokoiła.

Jak dobrze być samej! cieszyła się.

Po jakimś czasie rozległ się dzwonek, dzwoniła matka.

Co, uciekłaś? Widziałam, jak siedziałaś z Anną na ławce pod blokiem. No, zobaczysz, sama sobie nie poradzisz. Przybiegniesz jeszcze. Znalazłaś, od kogo słuchać rady od obcych. Nikt cię nie wsparcie, bo jesteś niesamodzielna i głupiutka. Zginiesz beze mnie

Małgorzata rozłączyła się po kilku słowach, bo domyślała się, co nastąpi. Dziwne tym razem już się tym nie przejęła. Wieczorem zadzwoniła Anna.

Małgosiu, dobrze się rozgościłaś? Już po wszystkim?

Tak, pani Aniu, dziękuję

Jutro przyjedzie do ciebie mój siostrzeniec, Stefan. Przywiezie ci twoje rzeczy.

Jakie rzeczy?

Teresa przyniosła wielką torbę z twoimi rzeczami i mówi: Skoro zabrałaś moją córkę, to zabierz i jej rzeczy!

Dobrze, pani Aniu, a jak rozpoznam Stefana?

O, on sam ci się przedstawi. Pokaźny chłopak, w okularach, samochód zaparkuje przy bramie

Czy to nie kłopot?

Małgosiu, przestań już z dziwnymi pytaniami! Jesteś dorosła, czas zacząć żyć dla siebie, pokochać siebie! Musisz wziąć się w garść, zmienić coś, kupić nowe rzeczy, bo tak naprawdę jesteś śliczna tylko zaniedbana. Tyle, kochana, do jutra!

Małgorzata wstała od stołu, podeszła do lustra.

Jeśli spojrzeć oddzielnie oczy ładne, choć smutne; włosy gęste, tylko ciągle je zwijam w kok jak baba Muszę schudnąć, matka ma rację.

Pierwsza noc w nowym miejscu spała jak zabita. Nie obudziła się ani razu. Rano zobaczyła słońce wpadające przez firankę. Otworzyła okno, na trawie błyszczała rosa, gdzieś w oddali szczekał pies, śpiewały ptaki.

Jakie piękne poranne chwile pomyślała, przeciągając się.

Potem usiadła na werandzie, piła kawę znalezioną w szafce, oglądała telewizję. Po głowie zaczęła jej krążyć myśl zmienić pracę, wynająć kawalerkę, bo do miasta z działki kiepsko dojeżdżać O matce nawet nie pomyślała. Serce biło szybciej na myśl o nowym życiu.

W końcu będę niezależna! wtedy usłyszała ostrożne pukanie.

Ojej, kto to? zaniepokoiła się, ostrożnie otworzyła drzwi.

Na progu stał wysoki mężczyzna w okularach, z wielką torbą.

Dzień dobry uśmiechnął się serdecznie. Jestem Stefan. A pani to Małgorzata?

Dzień dobry Tak, to ja. Proszę wejść odsunęła się.

Ciocia Ania poprosiła, żebym przywiózł pani rzeczy i pomógł, może trzeba gdzieś podjechać samochód czeka tuż przy bramie. Niech się pani nie krępuje. Ciocia mówiła, że jest pani bardzo nieśmiała i spokojna, znam przepraszam znam trochę pani historię od cioci.

Tak Małgorzata poznała swojego przyszłego męża. Stefan naprawdę ją pokochał pierwszy jego związek był nieudany. Zakochana Małgorzata odmieniła się nie do poznania zniknęła nieporadność i smutny wzrok. Zaczęła chudnąć, chciała pięknie wyglądać dla Stefana. Poszła do salonu fryzjerskiego, kosmetyczki, i dopiero tam prawdziwie odżyła.

Niemożliwe, żebym to była ja! śmiała się do lustra, w oczach błyszczały iskierki szczęścia.

Stefan zabrał ją do miasta, do swojego mieszkania.

Małgosiu, zawsze marzyłem o kimś takim jak ty serdecznym, uczciwym, troskliwym. Nie owijajmy w bawełnę jesteśmy dorośli, zostań moją żoną.

Małgorzata przyjęła propozycję bez wahania, mając pewność, że Stefan to jej szczęście. Skromny ślub, w gronie najbliższych. Zaprosili nawet Teresę. Ta, jak zwykle, zaczęła docinać przy stole lecz Anna szybko ją wyciszyła. Teresa wyszła wcześnie, nikt jej nie zatrzymywał, córka nie uroniła łzy.

Rodzina Stefana polubiła Małgorzatę. On patrzył na nią zakochanym wzrokiem.

Prędzej czy później szczęście przychodzi do każdego, przyszło i do mnie, i do Małgosi.

Wkrótce Małgorzata spodziewała się dziecka radość podwójna. Późne szczęście, ale własne. Zapomniała już, co to życie pod dyktando matki, umiała zmienić swój los. Nie tylko wypiękniała z zewnątrz, ale rozkwitła też w środku bo w końcu pokochała siebie i Stefana.

Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i dobre słowo. Wszystkiego dobrego!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 + szesnaście =

Wyzwolona spod władzy matki W wieku trzydziestu pięciu lat Barbara była skromną, nieśmiałą kobietą,…