Wczoraj po raz pierwszy nie żałowałam, że przyszłam na wywiadówkę.
Wszystko zaczęło się jak zwykle: ” Proszę się upewniać, że dziewczynki przychodzą do szkoły ze spiętymi włosami „, ” Wkrótce zdają egzamin”, ” Nasze liceum znalazło się w pierwszej 10 – ce i musimy się dopasować…”.
Wtedy niespodziewanym słońcem w pochmurny dzień okazała się starsza nauczycielka matematyki. Podręcznik do algebry w jej rękach był owinięty w jasnoczerwoną oprawkę z psami, a do geometrii w brzoskwiniową z kotami.
– Drodzy rodzice – powiedziała – Bardzo chcę nauczyć wasze dzieci matematyki, ale bez waszej pomocy się nie obejdzie. Dzieci powinny przychodzić do mnie dobrze odżywione, wyspane i w dobrym nastroju, w przeciwnym razie nie będę miała kogo uczyć.
Rodzice przestali ziewać.
– Na przykład Damian Olszański – kontynuowała ta cudowna kobieta – odpisał rozwiązanie zadania z Internetu, którego nawet nie zadałam. Mówię mu: bardzo mnie zasmuciłeś, kochanie. Czy uważasz, że Twoja nauczycielka pochodzi ze średniowiecza i nie potrafi posługiwać się Internetem? Proszę, na następnej lekcji oddaj mi pracę z prawidłowym zadaniem domowym. Tak zrobił i zdał. Chcę Panu powiedzieć, że jeśli dzisiaj dziecko Pana zasmuciło, nie trzeba go naciskać i dręczyć. W przeciwnym razie następnego dnia przyjdzie do mnie bez humoru. Proszę do niego mówic Da – mian – ku.
Ojciec Damiana Olszańskiego nieśmiało zapytał:
– Proszę mi powiedzieć, czy słowo ” zasmucić ” oznacza dwójkę?
– Zasmucić to znaczy zasmucić, ale to tylko dzisiaj. Jutro wszystko może być już radosne.
– Wie Pani – powiedziała czyjaś wzruszona mama – mój syn ma dwójkę z geometrii, ale Panią uwielbia.
Rodzice sknięli głową, a ja wyjęłam chusteczkę.
Gdyby wszyscy nauczyciele byli tacy, chodziłabym na każde zebranie z rodzicami.
Jutro upiekę dla niej ciasto…



