Wyszłam z alkoholizmu i pokonałam wiele trudności, a teraz mierzę się z błahostką, która może zniszczyć moje małżeństwo

Wyszłam z alkoholizmu i pokonałam wiele trudności, a teraz mierzę się z błahostką, która może zniszczyć moje małżeństwo

Mam 30 lat i jedno nieudane małżeństwo za sobą. Byliśmy ze sobą dwa lata i jedyne, co pozostało mi dobrego z tego związku, to moja piękna i mądra córeczka. A mój mąż, cóż… Pił, oszukiwał i bił mnie. Ostatnią kroplą przelewającą czarę goryczy było to, że przyłapałam go na zdradzie z moją przyjaciółką. Wyniosłam się wtedy do rodziców i zamknęłam w sobie. Ponieważ nikomu nie ufałam, nie potrafiłam nikomu się zwierzyć, wyrzucić z siebie tego bólu, to zaczęłam pić. Dziecko zostawiałam pod opieką dziadków, bo na szczęście i moi rodzice, i rodzicego mojego byłego męża pomagali mi na wszelkie sposoby.

Rok później zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już kontrolować siebie, jeśli chodzi o picie, dlatego poprosiłam rodzinę o pomoc. Trafiłam wtedy do specjalnego ośrodka dla osób uzależnionych od alkoholu i narkotyków. Byłam tam przez sześć miesięcy. Zaczęłam aklimatyzować się w nowym miejscu i pracowałam mocno nad sobą, aby tylko nie odebrano mi dziecka. Chciałam normalnie żyć.

Poznałam tam mężczyznę i zaczęliśmy być razem. On też jest po rozwodzie i ma dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa – dwie córki. Sześć miesięcy później wyszłam z ośrodka i mogłam zabrać ze sobą córkę. Zamieszkaliśmy razem i ani ja, ani mój mężczyzna nie pijemy, a dziecko jest szczęśliwe, bo w końcu znalazło prawdziwego ojca. Wzięliśmy ślub i pozornie wszystko było dobrze.

Uwiodłam męża przyjaciółki ale uważam, że sama jest sobie winna, bo nie potrafiła go przy sobie utrzymać

Jakiś czas później zaczęłam się jednak oddalać od męża. Czułam się tak, jakbyśmy byli małżeństwem od 20 lat. Zbliżenia stały się dla mnie jak kara, bo on potrzebował ich codziennie, a ja tylko raz na tydzień, może nawet i dwa. Staram się tego nie okazywać, nie chcę go urazić ani zdenerwować, bo problem tkwi we mnie, nie w nim. Z powodu mojej choroby, jaką jest uzależnienie jestem nadwrażliwa i każda drobnostka może mnie zdenerwować. Próbuję się powstrzymać, a żeby się nie załamać, biorę specjalne leki od psychiatry. Być może to one mają na mnie taki wpływ.

Co się dzieje? Czy nie przesadzam z nastawieniem do męża? Nie mogę też zrzucić tego na karb mojej całkowitej oziębłość, bo pociągają mnie inni mężczyźni, nawet mnie podniecają, ale nie mój własny mąż. Nie, nigdy go nie zdradzę, bo nie będę ryzykować małżeństwem, a poza tym kocham go – mimo wszystko – i bardzo szanuję.

Może ktoś podpowie mi jak wyjść z tego stanu? Tak, nie jest to największa życiowa tragedia, ale boję się, że mogę przez to stracić męża. 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

Wyszłam z alkoholizmu i pokonałam wiele trudności, a teraz mierzę się z błahostką, która może zniszczyć moje małżeństwo