Wynoś się z mojego mieszkania! – powiedziała mama — Wynoś się — powiedziała mama zupełnie spokojnie…

Wynocha z mojego mieszkania! powiedziała mama, a jej głos brzmiał spokojnie jak niespodziewany powiew halnego.

Zosia przekrzywiła głowę i rozparła się na krześle, pewna, że mama krzyczy na jej koleżankę.

Wynocha z mojego mieszkania! Teresa spojrzała na córkę.

Lenka, widziałaś post? wpadła do kuchni przyjaciółka, nawet nie zdążyła zdjąć płaszcza. Zosia już urodziła! Trzy kilo czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry.

Oczko wykapane po tacie, tak samo zadarty nosek. Obleciałam już pół miasta, nakupiłam śpioszków. Czemu masz taką minę?

Gratulacje, Tereska. Cieszę się z was Lena nalewała przyjaciółce herbaty. Siadaj, zdejmij chociaż płaszcz.

Eh, nie mam czasu na przesiadywanie Teresa usiadła na brzeżku krzesła. Tyle spraw, tyle spraw. Zosia taka samodzielna, wszystko na własnych barkach.

Mąż złoto, właśnie wzięli mieszkanie na kredyt, remont kończą. Jestem dumna z mojej dziewczynki. Dobrze ją wychowałam!

Lena postawiła herbatę przed przyjaciółką w milczeniu. Tak dobrze Gdybyż tylko Teresa wiedziała

***

Dokładnie dwa lata wcześniej Zosia, córka Teresy, przyszła do Leny bez zapowiedzi, z oczu ciekły jej łzy, a dłonie drżały jak gałązki w wichurze.

Ciociu Lenko, błagam, tylko nie mów mamie. Proszę! Gdyby się dowiedziała, nie zniosłaby tego łkała Zosia, szarpiąc mokrą chusteczkę.

Zosiu, uspokój się. Opowiedz, co się stało Lena przestraszyła się jej roztrzęsienia.

Ja w pracy Zosia zanosiła się szlochem. Ktoś ukradł koleżance z torebki piętnaście tysięcy złotych.

Kamery pokazały, że wchodziłam do pokoju, gdy nikogo nie było. Nie brałam, ciociu Lenko! Przysięgam!

Ale powiedzieli: albo oddam piętnaście tysięcy do południa, albo idą na policję.

Podobno ktoś widział, jak chowam portfel.

To pułapka! Ale kto mi uwierzy?

Piętnaście tysięcy? Lena zmarszczyła brwi. A czemu nie poszłaś do ojca?

Byłam! Zosię znów zalały łzy. Powiedział, że sama sobie winna, że nie da mi grosza, bo jestem nieudacznikiem.

Wrzaskiem wygonił za drzwi. Ciociu, nie mam do kogo pójść. Mam tylko pięć tysięcy odłożone, brakuje mi dziesięciu.

A Teresa? Mama to przecież twoja mama.

Nie! Mama mnie zje. Już i tak powtarza, że ją tylko kompromituję, a teraz okradłam

Jest nauczycielką, wszyscy ją znają.

Błagam, pożycz mi dziesięć tysięcy, oddam ci po dwa-trzy tysiące co tydzień. Mam już inną pracę!

Lena poczuła, jak ściska ją żal. Dwudziestoletnia dziewczyna, całe życie przed nią, a tu taka plama.

Ojciec odmówił, matka by oszalała

Każdy popełnia błędy pomyślała wtedy Lena.

Zosia krwawiła łzami.

Dobrze mruknęła Lena. Mam te pieniądze. Zbieram na implanty, ale niech poczekają.

Tylko obiecaj, że to ostatni raz. I nie powiem nic twojej mamie, skoro tak się boisz.

Dziękuję! Dziękuję, ciociu Lenko! Zosia rzuciła się jej na szyję.

W pierwszym tygodniu przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, powiedziała, że wszystko załatwione, policja już nie szuka, a w nowej pracy też dobrze.

A potem przestała odpowiadać na wiadomości. Miesiąc, drugi, trzeci. Lena widziała ją na imieninach u Teresy, ale tam Zosia była chłodna jak lodowiec tylko dzień dobry i już.

Lena nie naciskała. Pomyślała:

Młoda, wstydzi się, dlatego unika.

Uznała, że dziesięć tysięcy to nie cena za utratę wieloletniej przyjaźni z Teresą. Spisała to na straty.

***

W ogóle mnie słuchasz? Teresa machała dłonią przed oczami Leny. O czym tak myślisz?

Tak z przyzwyczajenia, sprawy własne Lena wybudziła się z zamyślenia.

Słuchaj! Spotkałam ostatnio Ksenię, pamiętasz naszą byłą sąsiadkę? Podeszła do mnie w Biedronce. Dziwna jakaś.

Dopytywała o Zosię, czy oddała długi. Nie wiedziałam, o czym ona mówi.

Powiedziałam jej, że Zosia samodzielna, zarabia Ksenia tylko dziwnie się uśmiechnęła i odeszła.

Nie wiesz, Zosia pożyczała od niej pieniądze?

Lena poczuła nieprzyjemny chłód pod żebrami.

Nie wiem, Teresa. Może parę groszy.

Dobra, lecę. Muszę jeszcze do apteki Teresa podniosła się, cmoknęła Lenę w policzek i zniknęła między drzwiami.

Tego wieczora Lena nie wytrzymała. Odnalazła numer Kseni.

Ksenia, cześć, tu Lena. Rozmawiałaś dziś z Teresą? O co chodzi z tymi długami?

Ksenia westchnęła głęboko do słuchawki.

Ech, Leno Myślałam, że już wiesz. Najbliżej z wami byłam.

Dwa lata temu Zosia przyszła do mnie roztrzęsiona, oczy czerwone. Mówiła, że ją w pracy o kradzież oskarżyli.

Albo odda dziesięć tysięcy, albo więzienie. Błagała, by matce nie mówić, płakała żałośnie.

Z głupoty pożyczyłam. Obiecała oddać za miesiąc. Zniknęła

Lena zacisnęła słuchawkę.

Dziesięć tysięcy? Na pewno dziesięć?

Tak. Powiedziała, że akurat tyle brakuje. Oddała pięćset po pół roku, potem rozpłynęła się.

A potem dowiedziałam się od Wery z drugiego piętra, że do niej przyszła z tą samą historią.

Wera dała jej czternaście tysięcy.

I jeszcze pani Halina, była wychowawczyni Zosi, też ratowała ją przed więzieniem. Ta oddała piętnaście tysięcy.

Zaczekaj Lena opadła na kanapę. To co, ona każdej z taką samą historią?

Na to wygląda głos Kseni był ostry. Dziewczyna zebrała od wszystkich przyjaciółek matki po dziesięć, piętnaście tysięcy. Wyłudzała litość, wymyślała kłamstwa. Każda z nas kocha Teresę, milczałyśmy, by jej nie martwić.

A Zosia za te pieniądze, no cóż miesiąc później zdjęcia z wakacji w Egipcie publikowała.

Ja też jej dałam dziesięć tysięcy powiedziała cicho Lena.

No to mamy, co mamy Ksenia westchnęła. Wychodzi, że jest nas pięć czy sześć. To już interes!

To nie młodzieńczy błąd, to po prostu oszustwo. Teresa nie wie o niczym. Cieszy się córką jak paw. A córka no cóż!

Lena złożyła słuchawkę. W uszach dudniło. Nie było jej żal pieniędzy już dawno się z nimi pożegnała.

Czuła mdłości na myśl, jak przebiegle i bezwstydnie dwudziestoletnia dziewczyna naciągała dorosłe kobiety, wykorzystując ich przyjaźń.

***

Nazajutrz Lena ruszyła do Teresy. Nie chciała robić awantury. Chciała spojrzeć Zosi w oczy.

Akurat wróciła ze szpitala, bo w ich mieszkaniu w kredycie był jeszcze remont, więc mieszkała chwilowo z matką.

O, ciocia Lena! Zosia wykrzywiła uśmiech, widząc ją na progu. Wejdź, zrobić ci herbaty?

Teresa uwijała się przy kuchence.

Oj, Lenko, siadajże. Nawet nie zadzwoniłaś!

Lena przysiadła naprzeciwko Zosi.

Zosiu, spotkałam ostatnio Ksenię. I Werę. I panią Halinę. Wiesz założyłyśmy taki sobie klub ratowania poszkodowanych.

Zosia zbladła, zerknęła szybko na mamę, która stała tyłem.

O czym ty, Lena? Teresa się odwróciła.

Zosia wie. Zosiu, pamiętasz, jak dwa lata temu przyszłaś do mnie po dziesięć tysięcy? I do Kseni po dziesięć? Do Wery po czternaście? Do pani Haliny po piętnaście?

Każda z nas cię ratowała. Każda myślała, że jest jedyną powiernicą twojej tajemnicy.

Woda zawrzała, czajnik syknął na palniku.

Jakie piętnaście tysięcy? Teresa powoli odstawiła czajnik. Zosia? O co chodzi? Brałaś pieniądze od moich koleżanek? Nawet od Haliny?!

Mamo to nie tak Ja prawie wszystko oddałam

Nic nie oddałaś, Zosiu ucięła Lena. Przyniosłaś mi dwa tysiące na odczepnego i potem zniknęłaś.

Wyłudziłaś od nas razem ponad pięćdziesiąt tysięcy na wymyśloną historię. Milczałyśmy, bo było nam cię żal.

Ale wczoraj pomyślałam, że tu powinno być nam żal siebie.

Zosiu, spójrz mi w oczy Teresa opierała się o stół, trzęsła się jak liść. Wyłudziłaś pieniądze od moich przyjaciółek? Afera z kradzieżą była zmyślona, by wyczyścić tych, co przychodzą na imieniny?!

Mamo, musiałam mieć na mieszkanie! Zosia krzyczała. Niczego mi nie dawałyście!

Ojciec odmówił nawet złotówki, a ja musiałam żyć!

Co w tym złego? Dla nich to nie pieniądze, nie wzięłam ostatnich!

Lena poczuła obrzydzenie. Tak to wygląda

Wszystko jasne. Przepraszam cię, Teresa, że właśnie teraz wszystko ci mówię, ale nie mogę dłużej milczeć.

Nie będę wspierać takiego zachowania. Oszukała nas wszystkie!

Teresa stała, podpierając się o stół, cała drżała.

Wynocha powiedziała spokojnie.

Zosia rozparła się na krześle, myśląc chyba, że to do Leny.

Wynocha z mojego mieszkania! Teresa spojrzała na córkę. Zabieraj rzeczy do męża. Nie chcę cię tu widzieć!

Zosia zesztywniała:

Mamo, mam dziecko! Nie wolno mi się denerwować!

Nie masz matki, Zosiu. Matka była dla dziewczyny, którą miałam za uczciwą. Ty jesteś złodziejką.

Pani Halina Boże, dzwoniła do mnie codziennie, pytała, jak tam, nawet słowa nie powiedziała Jak ja mam jej spojrzeć w oczy?!

Zosia chwyciła torebkę, rzuciła na ziemię ścierkę.

Udławcie się swoimi pieniędzmi! wrzasnęła. Stare lampucery! Idźcie się wypchać!

Zosia wbiegła do pokoju, złapała kołyskę z dzieckiem i wybiegła z mieszkania.

Teresa osunęła się na krzesło, zasłoniła twarz dłońmi. Lena poczuła wstyd.

Przepraszam, Teresko

Nie, Lena Ty mnie przeproś. Za to, jakiego drania wychowałam. Wierzyłam, że osiągnęła wszystko sama, a tu taki wstyd

Lena pogładziła przyjaciółkę po ramieniu, a Teresa rozszlochała się.

***

Po tygodniu mąż Zosi, blady i zobojętniały, odwiedził wszystkich wierzycieli z przeprosinami. Obiecał, że wszystko odda.

I rzeczywiście zaczęły spływać przelewy: piętnaście tysięcy pani Halinie oddała Teresa za córkę.

Lena nie czuje się winna. Oszustka powinna ponieść konsekwencje. Czyż nie?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 5 =

Wynoś się z mojego mieszkania! – powiedziała mama — Wynoś się — powiedziała mama zupełnie spokojnie…