— Wynoś się stąd, obrzydliwy staruchu! — krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był — ale było już za późno.

Wynoś się stąd, obrzydliwy staruchu! krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był ale było już za późno.

Młoda recepcjonistka, Zuzanna Kowalska, nienagannie ubrana i schludna, zdziwiona mrugała oczami, patrząc na mężczyznę około sześćdziesiątki stojącego przy recepcji. Miał na sobie wytarte ubranie, z którego bił ostry zapach, ale uśmiechnął się przyjaźnie i poprosił:

Proszę pani, czy mógłbym dostać pokój luksusowy?

Jego niebieskie oczy błysnęły znajomo Zuzanna miała wrażenie, że już gdzieś widziała to spojrzenie. Nie zdążyła jednak zrozumieć, skąd je pamięta. Zirytowana wzruszyła ramionami i sięgnęła po przycisk alarmowy.

Przepraszam, ale nie przyjmujemy takich gości powiedziała chłodno, unosząc podbródek.

Jakich takich? Macie jakieś specjalne zasady?

Mężczyzna wyglądał na urażonego. Nie żebrak, oczywiście, ale jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Czuć od niego było niemiłą woń, jakby kilka dni temu pod kaloryferem ktoś zostawił śledzia. A do tego śmiał marzyć o luksusie!

Zuzanna tylko prychnęła, patrząc na niego z przekąsem nawet na najtańszy pokój nie miałby pieniędzy.

Proszę nie marnować mojego czasu. Chcę wziąć prysznic i odpocząć. Jestem zmęczony.

Już panu powiedziałam nie jest tu pan mile widziany. Niech pan szuka innego hotelu. Poza tym wszystkie pokoje są zajęte. Brudny dziad, a do luksusu się pcha dodała półgłosem.

Jan Nowak wiedział na pewno: w tym hotelu zawsze był wolny przynajmniej jeden pokój. Już chciał zaprotestować, ale podeszli do niego ochroniarze, brutalnie przekręcili mu ręce i wypchnęli na ulicę. Potem spojrzeli na siebie i zachichotali jakby ten dziadek chciał sobie przypomnieć młodość, a nie obliczył sił.

Dziadu, nawet za ekonomiczny byś nie zapłacił. Wynoś się, zanim połamiemy ci kości!

Jan był zszokowany ich arogancją. Dziad?! Miał ledwie sześćdziesiąt lat! Gdyby nie ta przeklęta ryba, pokazałby im, kto tu jest staruszkiem! Chciał ich nauczyć rozumu, ale nie miał siły na kłótnię. Wdanie się w bójkę oznaczało ryzyko wizyty na policji, a tego absolutnie nie mógł sobie pozwolić. Postanowił więc zamilknąć i w duchu obiecał sobie: jeśli kiedykolwiek zostanie właścicielem hotelu, takich ochroniarzy zwolni natychmiast.

Próba powrotu skończyła się fiaskiem znów go przepędzili, grożąc wezwaniem policji. Klął pod nosem, idąc w stronę ławki w parku. Jak to się mogło stać? Przecież tylko chciał odpocząć na rybach, a wyszło zupełnie inaczej. Ryby brały słabo tylko drobiazg, który wrzucał z powrotem do wody. Potem zaczął się deszcz, a w drodze powrotnej poślizgnął się nad stawem, lądując po kolana w wodzie. Ledwo się wydostał, a teraz całe ubranie było w błocie, a klucze zniknęły bez śladu.

Córka, na złość, wyjechała w delegację, więc nikt go nie wpuści do domu. Jan przyjechał do Weroniki w odwiedziny, chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że właśnie szykuje się do wyjazdu. Gdyby wiedział wcześniej, przyjechałby później. Specjalnie wziął urlop, żeby spędzić czas z córką i zobaczyć, jak jej się żyje.

Tato, przepraszam, że zostawiam cię samego. Wrócę szybko, obiecuję Weronika przytuliła ojca i pocałowała go w czoło.

Co mi tam będzie smutno? Pójdę na ryby, jak chciałem roześmiał się.

A ja myślałam, że przyjechałeś tylko po to, żeby się ze mną zobaczyć Weronika nadąsała się, ale zaraz się uśmiechnęła wiedziała, że ojciec żartuje.

Szykując się nad rzekę, Jan nie sprawdził naładowania telefonu. Nie pomyślał też, że znajdzie się w takiej sytuacji. Planował przeczekać w hotelu, aż córka wróci. Ale teraz nawet nie wpuszczono go do środka. Choć nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Jakie to prawo oceniać gościa po wyglądzie? Nie był pijany, nie włóczył się po prostu wrócił z ryb. Tak, wyglądał nie najlepiej i trochę śmierdział, ale czy to powód, by być chamskim?

Patrząc na rozładowany telefon, Jan pokiwał głową. W mieście nie miał ani przyjaciół, ani rodziny. Wezwanie pomocy też nie wchodziło w grę dom był na córkę. Telefon milczał jak grób.

No i co teraz, staruszku? uśmiechnął się do siebie. Nigdy wcześniej nikt go tak nie nazwał. Staruszek? Przecież był w sile wieku! Jego pracownicy by osłupieli, słysząc coś takiego.

Nieznajoma, która usiadła obok, przerwała jego rozmyślania. Kobieta w średnim wieku, miła i zadbana, podała mu ciepłe drożdżówki. Mężczyzna z wdzięcznością przyjął poczęstunek, czując, jak głód ściska mu żołądek.

Widzę, że pan tu siedzi już długo. Co się stało?

Jan opowiedział o swojej przygodzie: ryby, deszcz, zgubione klucze i zamknięte drzwi hotelu.

Chyba ich już nie znajdę westchnął. Pewnie wpadły do wody. Nie myślałem, że tak się skończy. Wszystko przez to, że ludzie patrzą tylko na wygląd.

Kobieta skinęła głową. Pracowała w pobliskiej piekarni i od dłuższego czasu zauważyła, jak Jan samotnie siedzi na ławce, ignorując przechodniów.

Od razu wiedziałam, że pan nie jest pijakiem uśmiechnęła się. Wcale tak nie wygląda.

Broń Boże prychnął Jan. Trzeba dbać o zdrowie, zwłaszcza w moim wieku. Ale dziś nazwano mnie starym i wyrzucono z hotelu. Pani Jadwigo, czy mogę prosić o telefon? Chcę znaleźć gdzieś nocleg. Nie chcę dzwonić do córki już późno, nie chcę jej martwić.

Jeśli pan chce, może pan zostać u mnie. Widzę, że jest pan porządnym człowiekiem, po prostu trafił pan w kłopoty. Dom mam skromny, ale znajdzie się miejsce. Oczywiście się pan wykąpie, odpocznie, a rano spokojnie zadzwoni do córki.

Naprawdę mogę? Jestem pani nieskoń

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + pięć =

— Wynoś się stąd, obrzydliwy staruchu! — krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był — ale było już za późno.