„Wynoś się, stary dziadu!” krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był ale było już za późno.
Młoda recepcjonistka, nieskazitelnie ubrana i zadbana, mrugała zdziwiona oczami, patrząc na mężczyznę koło sześćdziesiątki stojącego przy ladzie. Miał na sobie zniszczone ubranie, z którego bił ostry zapach, ale uśmiechnął się przyjaźnie i poprosił:
Proszę pani, czy mógłbym wynająć apartament?
Jego niebieskie oczy błysnęły znajomo jakby Weronika już gdzieś widziała to spojrzenie. Ale nie zdążyła się zorientować, skąd je pamięta. Zirytowana wzruszyła ramionami i sięgnęła po przycisk alarmowy.
Przepraszam, ale nie obsługujemy takich klientów powiedziała chłodno, unosząc wysoko podbródek.
Jakich „takich”? Macie jakieś specjalne zasady?
Mężczyzna wyglądał na urażonego. Nie żebraka, oczywiście, ale wygląd… delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Czuć od niego było czymś nieprzyjemnym, jakby ktoś kilka dni temu schował śledzia pod kaloryfer. A on jeszcze śmiał marzyć o apartamencie!
Weronika tylko prychnęła, patrząc na niego z ironią nawet na najtańszy pokój nie miałby pieniędzy.
Proszę mnie nie zatrzymywać. Chcę wziąć prysznic i odpocząć. Jestem bardzo zmęczony.
Już panu powiedziałam nie jest tu pan mile widziany. Niech pan szuka innego hotelu. Poza tym wszystkie pokoje są zajęte. Brudny starzec, a do apartamentu się pcha… dodała półgłosem.
Jan Kowalski wiedział na pewno: jeden pokój w tym hotelu zawsze był wolny. Już chciał zaprotestować, ale podeszli ochroniarze, brutalnie skręcili mu ręce i wyrzucili na ulicę. Potem spojrzeli na siebie i zachichotali no bo co, dziadek postanowił sobie przypomnieć młodość, ale nie wytrzymał tempa.
Dziadku, nawet na ekonoma byś nie zarobił. Spadaj, póki cały jesteś!
Jan był oszołomiony ich bezczelnością. Dziadek?! Przecież miał tylko sześćdziesiąt lat! Gdyby nie ta przeklęta ryba, pokazałby im, kto tu jest dziadkiem! Chciał ich nauczyć rozumu, ale nie miał siły na konflikt. Awantura mogła skończyć się wizytą na komisariacie, a tego absolutnie nie mógł sobie pozwolić. Musiał się pohamować i w duchu obiecał sobie: jeśli kiedykolwiek zostanie właścicielem hotelu, takich ochroniarzy wyrzuci od razu.
Próba powrotu skończyła się fiaskiem znów go przepędzili, grożąc wezwaniem policji. Klął pod nosem, aż doszedł do ławki w parku. Jak to się mogło stać? Przecież tylko chciał odpocząć na rybach, a wyszło zupełnie inaczej. Ryba brała słabo tylko drobiazg, który od razu wypuszczał. Potem zaczął padać deszcz, a w drodze powrotnej poślizgnął się przy stawie i wpadł po kolana w wodę. Wygramolił się z trudem, ale teraz całe ubranie było w błocie, a klucze gdzieś przepadły.
Córka, na złość, wyjechała w delegację, więc nikt go nie wpuści do domu. Przyjechał do Kasi w odwiedziny, chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że właśnie szykuje się do wyjazdu. Gdyby wiedział wcześniej, przyjechałby później. Specjalnie wziął urlop, żeby spędzić czas z córką i zobaczyć, jak jej się żyje.
Tato, przepraszam, że zostawiam cię samego. Postaram się szybko wrócić, a ty się nie martw. Obiecujesz? Kasia przytuliła ojca i pocałowała go w policzek.
A czego miałbym się martwić? Pójdę na ryby, jak planowałem. Po to tu przyjechałem zaśmiał się.
A ja myślałam, że po to, żeby mnie zobaczyć nadąsała się Kasia, ale od razu się uśmiechnęła wiedziała, że tata żartuje.
Zbierając się nad rzekę, Jan nie sprawdził baterii w telefonie. I nie pomyślał, że znajdzie się w takiej sytuacji. Liczył, że przeczeka w hotelu, aż córka wróci. Ale teraz nawet nie wpuszczali go do środka. Choć nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzało. Co to za zasady oceniać klienta po wyglądzie? Nie był pijany, nie był włóczęgą po prostu wracał z ryb. Tak, wyglądał nie najlepiej i trochę śmierdział rybą, ale czy to powód, żeby być chamem?
Patrząc na rozładowany telefon, Jan pokiwał głową. W mieście nie miał ani przyjaciół, ani rodziny. Wezwanie pogotowia też odpadało dom był na córkę. Telefon milczał jak zaklęty.
I co teraz, dziadku? uśmiechnął się sam do siebie. Jeszcze nikt go tak nie nazywał. Dziadek? Przecież był w sile wieku! Jego pracownicy padliby, słysząc coś takiego.
Nieznajoma, która usiadła obok, wyrwała go z zamyślenia. Kobieta w średnim wieku, miła i zadbana, podała mu ciepłe drożdżówki. Mężczyzna z wdzięcznością przyjął poczęstunek, czując, jak głód ściska mu żołądek.
Widzę, że pan tu siedzi cały dzień. Co się stało?…
Jan opowiedział o swoich przygodach: ryby, deszcz, zgubione klucze i zamknięte drzwi hotelu.
Chyba już ich nie znajdę westchnął. Pewnie wpadły do wody. Nie myślałem, że znajdę się w takiej sytuacji. Wszystko przez to, że ludzie patrzą tylko na wygląd.
Kobieta skinęła głową. Pracowała w pobliskiej piekarni i od dłuższego czasu zauważała, jak Jan samotnie siedzi na ławce, nie zwracając uwagi na przechodniów.
Od razu wiedziałam, że pan nie jest pijakiem uśmiechnęła się. Wcale tak nie wygląda.
Broń Boże prychnął Jan. Trzeba dbać o zdrowie, zwłaszcza w moim wieku. Ale dzisiaj nazwano mnie „starym” i wyrzucono z hotelu. Przepraszam, Danuto, mogę prosić o telefon? Chcę znaleźć gdzieś na noc. Nie chcę dzwonić do córki już późno, nie chcę jej martwić.
Jeśli pan chce, może pan zostać u mnie. Widzę, że jest pan porządnym człowiekiem, tylko trafił pan w kłopoty. Mam mały dom, ale miejsce się znajdzie. Ogarnie się pan, odpocznie, a rano spokojnie zadzwoni do córki.
Naprawdę mogę? Jestem pani niezmiernie wdzięczny! Na pewno się odwdzię



