Nie mam pojęcia, czy ślub mojej córki w ogóle dojdzie do skutku. Cała rodzina się poróżniła. Przyszły zięć kompletnie stracił głowę. Ślub już za dwa tygodnie, a atmosfera jest napięta jak nigdy. Serce mi pęka, bo szkoda mi naszej Julity żali się ze łzami w oczach pani Danuta.
Z jakiego powodu się pokłóciliście? pyta sąsiadka, biorąc ją delikatnie za ramię.
To zabrzmi absurdalnie, ale chodzi o mieszkanie. Chcieliśmy z mężem zrobić coś wyjątkowego dla młodych zebraliśmy każdy grosz, sprzedaliśmy działkę na Mazurach, nawet stary garaż w Otwocku, żeby tylko kupić im własne M na Bielanach jako prezent ślubny. Akt notarialny wystawiliśmy na Julitę, bo przecież ślub biorą, to co za różnica, na kogo będzie? W końcu to ich wspólna przyszłość
No właśnie. Rozsądnie podeszliście kiwa głową sąsiadka.
My z mężem też tak myśleliśmy. Niestety, mieszkanie sami rozumiecie gołe ściany, trzeba wszystko wyremontować, umeblować od zera, a po tej inwestycji nie zostało nam dosłownie nic. Mąż zwrócił się do Szymona, przyszłego zięcia, żebyśmy razem uporali się z remontem podział wydatków, wspólna praca, żeby mogli wkrótce zamieszkać. Ale Szymon nawet nie chciał o tym słyszeć!
Dlaczego nie chcę się dołożyć? dziwi się sąsiadka.
Bo to nie jego mieszkanie. Stwierdził, że nie zamierza wkładać swoich pieniędzy w coś, co nie jest na niego zapisane. Powiedział, że najwyżej kupi jakąś lampę czy zasłonki, ale wielkich kosztów nie poniesie. Całą resztę powinniśmy sami zrobić, skoro to dla nas taka ważna sprawa.
No to trudno, niech zamieszkają, jak jest, bez remontu.
Niemożliwe! Tam nie da się nawet nocować! Trzeba wymieniać wszystkie instalacje, elektrykę, hydraulikę, podłogi krzywe, ściany do wyrównania, okna drewniane ledwo się trzymają. Nawet na minimalną wykończeniówkę nas nie stać przyznaje z rezygnacją Danuta.
Nawet ja, choć prosta kobieta, wiem, że nie da się żyć w takich warunkach. Jak młodzi mają tam stworzyć dom? Do tego Szymon pracuje w jednej z warszawskich korporacji, zarabia naprawdę dobrze, ale żal mu złotówki. Chce odkładać tylko na własną nieruchomość, żeby przypadkiem nie zostać bez mieszkania, gdyby coś się wydarzyło.
Wychodzi na to, że chce nam wejść na głowę. Wymaga, żebyśmy za wszystko zapłacili i wszystko zrobili. W końcu powiedziałam, że skoro uważa, że mieszkanie jest nie jego, niech płaci nam czynsz, jak najemca. Wyobraź sobie, uśmiechnął się, zamrugał oczami i się zgodził wzdycha ciężko pani Danuta.
A Julita? Co na to twoja córka?
Strasznie to przeżywa, wszystko ją przerasta. Kocha go, ale wie, że nie możemy przepisać mieszkania także na niego. Wczoraj płakała pół nocy, że nie chce już ani tego mieszkania, ani żadnego remontu. Ale co to będzie za rodzina, skoro facet nie chce nawet symbolicznie zainwestować? Przecież nawet się jeszcze nie pobrali, a już oboje myślą, jak się rozstać i podzielić majątek szepcze Danuta, wycierając oczy.
Jak sądzisz, czy Szymon powinien mimo wszystko dołożyć się do tego mieszkania? Przecież planuje tam mieszkać, mieć dzieci, stworzyć dom. Czy naprawdę ważne jest, kto widnieje w papierach? Może jednak jego postępowanie jest rozsądne? Co zrobiłbyś na jego miejscu?



