WYJŚĆ ZA MĄŻ? JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ! Losy Ali – kobiety, która raz już „była po tamtej stronie…

Zawsze pragnąłem szczęścia rodzinnego, a właściwie chciałem, żeby moja córka odnalazła szczęśliwe i udane małżeństwo. Jedno już miała, nieudane, można by rzec przeszła przez klasyczne piekło rozwodowe.

Moja córka, Marzena imię, które nosi tylko u nas, w Polsce miała wtedy zaledwie trzydzieści lat. Jej były mąż, Darek, został przyłapany na gorącym uczynku, kiedy to wróciła wcześniej z delegacji zastała go, kiedy półnagi ścieli naszą wspólną pościel, podczas gdy jej najlepsza przyjaciółka parzyła kawę w kuchni, w pożyczonym peniuarze. To był prawdziwy dramat, klasyka, jakich mało. Rozwód nastąpił szybko i bez zbędnych wyjaśnień. Przyjaciółka przekreślona na zawsze, Darek wyprowadzony z mieszkania z walizkami, kontakt z synem, Arturem, był mu zabroniony. Minęło już ponad dziesięć lat.

W tym czasie Marzena zdążyła obronić doktorat, a potem habilitację z filologii polskiej, została profesorem na uniwersytecie pedagogicznym w Lublinie. Z biegiem lat coraz większą wagę zyskiwało dla niej pytanie, czy los postawi jeszcze na jej drodze kogoś odpowiedniego. Marzena nie angażowała się w robótki ręczne, nie zamierzała tkwić samotnie, robiąc na drutach. Mimo licznych zalotników żaden nie zdołał zdobyć jej serca.

Pewnego razu, tuż po pierwszym spotkaniu, jeden z nich poprosił ją o rękę i od razu pożyczył ode mnie dwieście złotych (bo przecież jesteśmy już prawie rodziną) i zniknął. Drugi, wdowiec, od razu zaprosił ją do swojego domu i poprosił, by ugotowała obiad dla całej jego rodziny. Marzena ugotowała, dzieci nakarmiła, ale po powrocie do siebie długo płakała. Żal jej było tych dzieci i tego wdowca, który sam jak palec wychowywał trójkę pociech, lecz wiedziała, że to nie dla niej. Może jestem egoistką tłumaczyła sobie.

Z wiekiem kandydatów ubywało. Wreszcie uznała, że z tym szukaniem męża to już czas sobie dać spokój. I wtedy pojawił się ktoś zupełnie nieoczekiwany.

Tego dnia Marzena podjechała na stację benzynową w Lublinie. Okazało się, że właścicielem stacji jest Dawid, jej były student. Dawid był Algierczykiem, kiedyś studiował w jej grupie na wydziale. Po dyplomie został w Polsce, otworzył biznes. Mieli okazję porozmawiać, powspominać stare czasy. Dawid wręczył jej swoją wizytówkę na wszelki wypadek.

Co tydzień Marzena, trochę z ciekawości, a trochę z sentymentu, zaglądała na stację niby przypadkiem. Dawid zapraszał ją do restauracji, na koncert do filharmonii. Marzena, co tu kryć, była speszona nie mogła uwierzyć, że ktoś taki naprawdę się nią interesuje. Dawid nie dawał jednak za wygraną. Pamiętałem go jeszcze z czasów studenckich był zafascynowany nauką, wyróżniał się na tle innych pilnością, a jednocześnie czarował swoimi orientalnymi rysami. Dziewczyny wzdychały za nim na wydziale, a on pewnego razu wręczył pani profesor mojej Marzenie ręcznie rzeźbioną szkatułkę. W środku, na karteczce, napisał wyznanie miłości. Marzena zarumieniła się wtedy, po chwili pobladła. Z wściekłością podarła karteczkę i oddała szkatułkę Dawidowi.

Następnego dnia Dawid zjawił się w jej gabinecie:
Pani Profesor, przepraszam. Nie chciałem sprawić przykrości. Bardzo mi się pani podoba
Marzena przyjęła te przeprosiny, a Dawid nie zbliżał się już do niej do końca studiów tylko ukradkiem na nią zerkał. A teraz historia powtórzyła się. Marzena nie wiedziała, czy przyjmować jego zainteresowanie, czy odrzucić. Dziś jesteśmy po prostu kobietą i mężczyzną rozważała w duchu.

Poddała się w końcu losowi. Zaczął się ich krótki, ulotny romans. Pierwsza randka z Dawidem była niezapomniana. Zaskoczył ją pomysłowością, był czuły, wesoły, romantyczny. Różnica wieku nie miała znaczenia. Marzena, już czterdziestoletnia, czuła się przy nim jak nastoletnia dziewczyna.

Na swój sposób ochrzciła Dawida nowym imieniem nazywała go Władkiem, a on ją Malwiną. Czuła, że znów żyje, że może być kochana i podziwiana. Jednak Dawid nigdy nie poprosił Marzeny o rękę. Plany miał inne chciał wracać do Algierii i nie potrafił sprzeciwić się rodzinie. Matka Dawida wybrała mu już odpowiednią narzeczoną, młodziutką Hadidżę z szanowanej rodziny. Marzena nie wyobrażała sobie wyjazdu z Polski jak miała zostawić syna, matkę?

Dlatego postanowiła dać Dawidowi całą swoją niewykorzystaną czułość i miłość. Ile jeszcze zostało jej szczęścia? Pewnie niewiele Chciała nacieszyć się tym uczuciem do samego końca, choćby trwało tylko chwilę.

Mama Marzeny była zdecydowanie przeciwna. Marzenko, po co ci ten cudzoziemiec? Polaków ci u nas brakuje? narzekała. Darek znowu koło ciebie chodzi, czyś tego nie widziała? Wybaczyłabyś mu, zamieszkali byście znowu razem Przecież syn cię kocha! nalegała mama.
Mamo, Darek mi zdradził, pamiętasz?
Przeprosił cię już sto razy! przekonywała mama. A zresztą sama jesteś sobie winna. Z tymi doktoratami zapomniałaś o mężu…

Na co Marzena odpowiedziała:
Mamo, a czemu ty nie wybaczyłaś ojcu? Przecież też błagał
Oj, dziecko. Ojciec miał trójkę dzieci na boku, zanim w ogóle przyszłaś na świat. Nie mogłam odbierać ich matce. Ale Darek ten jeszcze czeka na wybaczenie.

Mamo, nie planuję wychodzić za Dawida. Przeczekam, aż on sam odejdzie. Nie umiałabym być tą pierwszą, która kończy westchnęła tylko.

Minęły trzy lata. Dawid pożegnał się z Marzeną, zostawiając jej na pamiątkę tę samą rzeźbioną szkatułkę. Tym razem znalazła w niej pierścionek dwa aniołki trzymały serce z malutkim brylancikiem.
Zostawiam ci moje serce, Malwina powiedział cicho Dawid i odleciał do Algierii.

Rok później przysłał jej zdjęcie ślubne, na odwrocie napisał: To moja żona, Hadidża. Rok później kolejne Moja druga żona, Maryam. Dawid pisał, że w Algierii wielożeństwo jest dozwolone. Kiedy Marzena patrzyła na te sprawozdania z życia Dawida, nie czuła już nawet zazdrości. Uśmiechała się lekko na widok jego smutnych oczu. Może jeszcze tęskni, może wciąż kocha? Ale wiadomo stare uczucie rdzewieje pod naporem czasu.

Czas płynął, a życie Marzeny zmieniło się na lepsze. Artur ożenił się i sprowadził do domu synową. Kiedy urodziła im się córeczka, Marzena poprosiła, by nazwać ją Malwina chciała zachować wspomnienie tego krótkiego, ale pięknego uczucia.

Z czasem, być może przez litość lub zrozumienie, przebaczyła Darkowi. Mama wreszcie przekonała ją, że warto dać drugą szansę. Minęło dziesięć lat, a Darek wciąż czekał na powrót do domu. W końcu zamieszkali wszyscy razem i zaczęli budować rodzinę od nowa.

A ja patrzę na Marzenę, jak dzierga na drutach skarpetki dla wnuczki Malwiny z orientalnym wzorem, na pamiątkę dawnej miłości. Myślę sobie, że życie potrafi zaskakiwać nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic dobrego już nas nie czeka. Nauczyłem się, że nigdy nie wolno tracić wiary w ludzi ani w siebie. Każda miłość pozostawia po sobie ślad, a najważniejsze, by umieć wybaczać sobie, bliskim i starym błędom. Tak jak mówi polskie przysłowie: co ma wisieć, nie utonie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + pięć =

WYJŚĆ ZA MĄŻ? JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ! Losy Ali – kobiety, która raz już „była po tamtej stronie…