Wyjść na scenę i powiedzieć

Przycisk Wyślij na stronie studia był malutki, a dłonie Agnieszki tak wilgotne, jakby trzymała nie myszkę, lecz cudzą rękę. W formularzu napisała szczerze: 55 lat. Doświadczenie szkolne jasełka, czytałam na zebraniach. W rubryce cel najpierw wpisała dla siebie, skasowała, wpisała chcę nauczyć się mówić głośno, i dopiero wtedy nacisnęła.

Minutę później przyszła wiadomość z adresem i godziną próbnych zajęć. Agnieszka zamknęła laptopa, jakby mogła w ten sposób cofnąć wszystko, i poszła do kuchni. Sterta naczyń czekała w zlewie, a na płycie chłodniała zupa. Sięgnęła mechanicznie po gąbkę, lecz zatrzymała się.

Później powiedziała na głos i głos własny zawstydził ją nagle, jakby ktoś ją podsłuchał.

O studiu nikomu nie powiedziała. W pracy w księgowości i tak była plątanina rozmów: kto co komu powiedział, kto jak spojrzał. W domu syn, mąż, teściowa na telefonie wszystko znajome, wymagające. Agnieszka bała się, że jeśli powie: Idę do studia emisji głosu, zaraz zaczną się pytania, żarty, rady. A najgorsze byłoby to współczujące: Po co ci to, Aga? Sama to sobie wiele lat mówiła.

Wyznaczonego dnia Agnieszka wysiadła z metra w Warszawie i długo szukała budynku, choć adres był jasny. Szła powoli, sprawdzając w torebce: dowód, notes, butelkę wody. Na klatce musiała ustępować z wózkiem, przycisnęła się do ściany. Serce waliło jej w piersi jak przed maturą.

Studio mieściło się na pierwszym piętrze, za drzwiami z tabliczką Pracownia Artystyczna. W korytarzu rząd krzeseł, na ścianie plakaty dawnych spektakli. Agnieszka zdjęła płaszcz, powiesiła, poprawiła włosy w lustrze. Uderzyła ją siwizna przy skroniach, więc wygładziła pasma, jakby mogła to ukryć.

W sali było koło dziesięciu osób. Gdzieś ktoś się śmiał, ktoś kartkował wydruki. Prowadząca, niska kobieta z krótką fryzurą, przedstawiła się: Anna Grabowska i zaprosiła wszystkich do koła.

Dziś próbujemy głosu. Nie siłę, lecz oparcie powiedziała. Oddychamy. Nie przepraszamy się.

Słowo nie przepraszamy uderzyło Agnieszkę prosto w klatkę. Już miała na końcu języka: Jestem tylko na chwilę, popatrzę. Ale milcząc, stanęła z innymi.

Pierwsze ćwiczenie było dziecinnie proste: wdech, długi wydech na ssss, potem na żżż. Agnieszka unikała spojrzeń, ale kątem oka widziała: tuż obok dwudziestoletnia dziewczyna z czerwonymi paznokciami i prostą sylwetką; dalej mężczyzna w sportowej bluzie, pewny siebie. Agnieszka czuła się obca, jak na nie swoim przyjęciu.

Teraz każdy powie imię i jakąś krótką frazę kontynuowała Anna Grabowska. Dowolną. Ale nie szeptem.

Kiedy przyszła jej kolej, język przykleił jej się do podniebienia.

Agnieszka powiedziała i natychmiast dodała: Przepraszam, ja tylko

Stop łagodnie, lecz zdecydowanie wtrąciła się prowadząca. Tego słowa dziś nie używamy. Jeszcze raz. Tylko imię.

Agnieszka przełknęła ślinę.

Agnieszka.

I nagle usłyszała: jej głos nie jest taki cichy, jak myślała. Był niski, trochę zachrypnięty ale żywy. To było jednocześnie przerażające i wyzwalające.

Po zajęciach Anna Grabowska podeszła do niej.

Przychodź na kurs powiedziała. Masz tembr. Ale i nawyk chowania się. Z tym będziemy pracować.

Agnieszka kiwnęła głową jakby mowa była o kimś innym. Wychodząc na dwór, wyjęła telefon, by napisać do męża, że się spóźni, długo dobierała słowa. W końcu krótko napisała: Będę później, zajęcia. Nie wyjaśniała.

Po tygodniu ruszyły regularne próby. Agnieszka wydrukowała tekst, który zaproponowano na pierwsze wystąpienie: fragment współczesnej prozy, krótki monolog kobiety, uczącej się mówić nie. Czytała go w kuchni, czekając, aż zagotuje się woda na makaron, ale ciągle się myliła. Zapominała linijki, zjadała końcówki. Złościła się na siebie jak na niegrzeczne dziecko.

Co tam mruczysz? zaglądnął syn do kuchni.

Agnieszka podskoczyła, szybko schowała kartę.

Nic, praca.

Praca była jej zwyczajową zasłoną. Wstydziła się, że ukrywa się nawet przed synem, lecz jeszcze bardziej bała się się przyznać.

Na próbach Anna Grabowska stawiała ich pojedynczo przy mikrofonie. Statyw był ze sznurkiem podłączonym do głośnika. Agnieszka bała się go niemal jak ludzi. Wyobrażała sobie, że wystarczy krok, a dźwięk jej głosu rozleje się po sali, podkreślając każdy drżenie.

Nie zbliżaj się pod mikrofon mówiła prowadząca. Niech on się dostosuje do ciebie. Stań prosto. Oddychaj do pleców.

Agnieszka próbowała. Na początku marnie: ramiona unosiły się, oddech rwał. Słyszała, jak młoda dziewczyna czyta lekko, jakby do koleżanki. Agnieszka łapała się na myśli: Za późno, jestem śmieszna. I natychmiast usprawiedliwiała się w głowie.

Po zajęciach podeszła do niej kobieta w jej wieku, w szarym swetrze i kucyku.

Dobrze trzymasz pauzę powiedziała. Jestem Renata. Też panicznie bałam się mikrofonu.

Agnieszka uśmiechnęła się po raz pierwszy od kilku godzin.

Naprawdę obnaża szepnęła.

Tak, ale nie tak, jak myślałam odparła Renata.

Wyszły razem, doszły do przystanku. Renata mówiła, że pracuje w przychodni, że przyszła tu po trudnym roku, gdy w środku było tylko watowane zmęczenie. Agnieszka słuchała i czuła, jak trochę topnieje w niej lód. Może nie od razu przyjaźń, ale nie była już całkiem sama.

Po kilku spotkaniach trafił się przykry komentarz. Agnieszka czytała swoje fragmenty, próbując opanować oddech. Zacięła się na słowie, które w domu znała na pamięć, i zamilkła. W sali zapadła cisza.

No, pamięć już nie ta mruknął mężczyzna w sportowej bluzie, niby cicho, ale tak, by wszyscy usłyszeli.

Agnieszka poczuła gorąco na twarzy. Chciała odpysknąć, lecz automatycznie uśmiechnęła się, jak zawsze.

Tak bywa wymamrotała.

Anna Grabowska podniosła rękę.

Każdemu się zdarza powiedziała. I młodym też. Bez komentarzy o wieku. Tu pracujemy.

Facet wzruszył ramionami, jakby nic się nie stało. A Agnieszka myślała, że jej nawyk uśmiechu w odpowiedzi na zaczepki to też część jej głosu. A raczej jego brak.

Tego wieczoru w domu znów czytała tekst, a mąż oglądał wiadomości. Zapytał:

Uczysz się wiersza?

Agnieszka znieruchomiała. W gardle sucho.

Nie… Zgłosiłam się na warsztaty. Będzie występ.

Mąż oderwał się od telewizora, spojrzał uważnie.

Występ? zapytał bez kpiny.

Agnieszka czekała na żart, ale on tylko kiwnął głową.

Jak trzeba, to idź. Tylko się nie spalaj.

Słowa były proste, bez entuzjazmu, ale w zwykłości ich poczuła wsparcie. Nie super, nie dumna jestem, lecz zgodę, żeby się nie tłumaczyć.

Przygotowania szły ciężko. Agnieszka nastawiała budzik pół godziny wcześniej, by ćwiczyć oddech, gdy dom jeszcze spał. Stała przy oknie, dłonie na żebrach, liczyła wdechy. Raz się krztusiła, raz śmiała z siebie. Zaznaczała w notesie: nie zaciskać szczęki, pauza po «nie», patrzeć w salę, nie pod nogi.

Na próbie Anna Grabowska poprosiła, by wyobrazili sobie, że w pierwszym rzędzie siedzi ktoś, komu chcą powiedzieć swój tekst.

Agnieszka od razu zobaczyła teściową. Potem szefową. Potem samą siebie w lustrze z uśmiechem, pod którym wszystko się chowa. Ręce jej zadrżały.

Nie musisz do wszystkich wyłapała to prowadząca. Wybierz jedną osobę. Mów do niej.

Agnieszka wybrała siebie. Było to dziwne i straszne, jakby po raz pierwszy uznała, że też zasługuje siedzieć w pierwszym rzędzie.

Dzień występu nadszedł zbyt szybko. Obudziła się wcześnie, zanim zadzwonił budzik. W żołądku pusto, zimno. Wstała, przeszła do kuchni, nalała sobie wody i wypiła małymi łykami. Tekst leżał na stole, rozłożony. Przeleciała wzrokiem i uświadomiła sobie, że nie pamięta środka. Jakby tam była biała dziura.

Usiadła, przycisnęła dłonie do skroni.

Nie pójdę przemknęło jej w głowie. Słodka myśl: można powiedzieć, że jest chora; można coś wymyślić. Nikt nie umrze.

Wtedy do kuchni wszedł mąż, zaspany.

Czemu tak wcześnie? mruknął.

Agnieszka spojrzała na niego i powiedziała prawdę:

Boję się. Mam stracha, że pomylę wszystko.

Podrapał się po głowie, wziął jej tekst ze stołu.

Przeczytaj mi powiedział. Jak umiesz.

Agnieszka chciała się wycofać, ale już stała i czytała. Cicho, zmyślnie, przerywała. Mąż nie przerywał. W jednym miejscu, gdy znów zaczęła się tłumaczyć, podniósł brew:

Przecież na tym tam się uczycie nie mówić tego słowa.

Agnieszka uśmiechnęła się.

Widocznie nawet w domu nie potrafię.

Umiesz oddał kartkę. I tak pójdziesz.

Przed występem w studiu panował gwar. W korytarzu szeleszczono torbami z kostiumami, ktoś poprawiał kołnierzyk, ktoś szeptał sobie tekst. Agnieszka trzymała swoją kartkę w teczce, żeby jej nie pogiąć. Palce miała lodowate, choć było ciepło.

Renata podała jej butelkę wody.

Napij się. I nie czytaj już teraz poradziła. Teraz się już nie nauczysz. Oddychaj.

Agnieszka schowała teczkę do torby. Torbę zostawiła na krześle przy ścianie, zasuwała suwak. Miała wtedy pewność, że rzeczy są bezpieczne jest do czego wrócić.

Na sali około pięćdziesięciu osób. Mała scena, czarny kotar, dwa reflektory, światło biło po oczach. Mikrofon na środku. Agnieszka wyszła na brzeg kulis, spojrzała w salę i od razu pożałowała: twarze zlewały się, ale rozpoznała męża, siedzącego bliżej wyjścia, obok niego nagle syn przyszli obaj. Uderzyła ją fala czułości i paniki.

Nie dam rady wyszeptała do Renaty.

Dasz Renata spojrzała w oczy. Patrz na mnie, będę z boku.

Anna Grabowska położyła jej rękę na ramieniu.

Nie musisz być idealna szepnęła. Masz być żywa. Wyjdź, weź oddech, powiedz pierwsze słowo. Dalej tekst poprowadzi sam.

Agnieszka zamknęła oczy. W ustach sucho, język obcy. Wzięła wdech, jak ich uczono, bez unoszenia ramion, aż poczuła opór powietrza w żebrach. To nie magia, czysta biologia, ale właśnie ona dawała oparcie.

Wywołali ją. Agnieszka wyszła. Podłoga była śliska, stabilna zarazem. Zbliżyła się do mikrofonu na długość dłoni. Światło raziło w oczy, sala zamieniła się w tło, co niespodziewanie pomogło: mniej obcych oczu.

Otworzyła usta i na moment nie mogła zacząć. W głowie pusto. Ale zobaczyła w pierwszym rzędzie męża, spokojne ręce, poważną twarz. Syn patrzył na nią, nie w telefon. I nagle pojęła: nie czekają na jej perfekcję. Są tu po prostu.

Zawsze mówiłam cicho wypowiedziała. Głos był drżący, lecz zabrzmiał.

Potem już popłynęło. Nie pamiętała kolejnych zdań, ale one same się odnajdywały. W jednej chwili pomyliła kolejność, serce zabiło mocniej, ale zrobiła pauzę, wzięła wdech i powiedziała kolejną myśl tak, jak umiała. Nikt nie żartował. W sali była cisza i to nie była presja, lecz słuchanie.

Gdy doszła do słowa nie, zatrzymała się, tak jak zapisała w notesie. I po raz pierwszy nie uśmiechała się na zapas. Po prostu powiedziała.

Na koniec cofnęła się, pamiętała o statywie, ręce trzymała wyraźnie na wierzchu. Dygotały, ale już ich nie chowała. Skłoniła się krótko.

Brawa nie były burzliwe, lecz ciepłe, prawdziwe. Ktoś powiedział dziękuję głośno i usłyszała to wyraźnie, jakby było dla niej jednej.

Za kulisami oparła się o ścianę. Kolana miała miękkie, jak po wejściu na wysokie piętro. Renata objęła ją krótko.

Wyszłaś przyznała jej.

Agnieszka skinęła głową. Chciało jej się płakać, lecz łez nie było. Było inne uczucie: jakby wreszcie stanęła na swoim miejscu, którego zawsze unikała.

Po występie długo jeszcze wszyscy się zbierali. Jedni szukali rzeczy, inni robili zdjęcia. Agnieszka podeszła do krzesła przy ścianie, sprawdziła suwak, wyjęła teczkę. Kartka z tekstem była lekko zmięta, zagięty róg. Przejechała po niej palcami, nagle pewna, że nie chce jej wyrzucać. Niech zostanie, na dowód, że to się zdarzyło.

Mąż i syn podeszli do niej w korytarzu.

Spoko było rzucił syn obojętnym tonem, choć w oczach mu błysnęło. Nawet ciekawie.

Mąż skinął.

Zupełnie inna barwa niż w kuchni.

Agnieszka zaśmiała się.

Bo w kuchni zawsze się spieszę powiedziała. I zanim się przestraszyła, dodała: Chcę to kontynuować.

Wyszli na ulicę. Agnieszka zapięła płaszcz, poprawiła szalik. Wewnątrz wciąż coś drżało, ale to już nie był strach, tylko powidok tego skoku: zrobiła krok.

Następnego dnia przyszła do studia wcześniej. Korytarz był pusty. Podeszła do biurka, gdzie leżały druki, i wypełniła zgłoszenie na kolejny kurs. W rubryce cel nie szukała górnolotnych słów. Napisała tylko: Mówić.

Gdy Anna Grabowska wyszła z gabinetu, Agnieszka podniosła wzrok.

Zostaję powiedziała.

Bardzo dobrze odparła prowadząca. Proszę wziąć nowy tekst.

Agnieszka wzięła teczkę, przycisnęła ją do serca. Wchodząc do sali, zorientowała się, że nie tłumaczyła się już ani razu. To była drobna, niemal niedostrzegalna zmiana, lecz wewnątrz brzmiała głośniej niż brawa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + dwa =

Wyjść na scenę i powiedzieć