Wyjeżdżasz, pamiętaj o mnie…

Wiktor zatrzymał samochód niedaleko od wysokiego, metalowego płotu. Kiedyś był drewniany, alepewniaklasyczny, biały płotek. Zastanawiał się, czy nie pomylił adresu. Nie, to ten drugi dom przed zakrętem. Pamiętał go doskonale, bo często o nim myślał. Z okna auta nie było widać nawet dachu.

Wiktor co chwilę zerkał w lusterka – czy ktoś nie idzie. Samochód z kierowcą na pustej ulicy przyciągnąłby zbyt wiele uwagi. „Co ja tu robię? Po co?” – zadawał sobie w kółko to samo pytanie. Im dłużej siedział, wpatrując się w płot, tym mniej miał ochoty wejść.

Nagle z bramy wyszła dziewczyna z labradorem. Przez chwilę Wiktor pomyślał, że to Aldona. Te same kasztanowe, kręcone włosy, ta sama sylwetka. Twarzy nie zdążył dobrze dostrzec. „To niemożliwe. Minęło piętnaście lat. Powinna mieć koło czterdziestki, a ta dzWiktor w końcu włączył silnik i odjechał, zrozumiawszy, że niektóre wspomnienia są jak stare fotografie – lepiej je czasem po prostu schować do szuflady.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 1 =

Wyjeżdżasz, pamiętaj o mnie…