Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest naprawdę porządnym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie dla mnie.
Znowu mama przyszła z konkubentem i jeszcze z jakimś facetem. Już dobrze podpici Marcelina usiadła cicho w kącie za komodą.
I nie mam się gdzie schować, na dworze już śnieg. Mam wszystkiego dosyć. W czerwcu skończę dziewiątą klasę i pojadę do Poznania. Dostanę się do kolegium pedagogicznego i będę nauczycielką. Do miasta tylko dziesięć kilometrów, ale i tak będę mieszkać w akademiku.
Mama i goście rozgościli się w kuchni. Wylał się alkohol do szklanki, zapach kiełbasy rozszedł się po mieszkaniu. Dziewczynie ślinka automatycznie napłynęła do ust.
Poczekaj no! rozległ się głos matki.
Co się krygujesz?
Przecież was dwóch
Jakby pierwszy raz z dwoma odezwał się Wojtek, konkubent mamy.
Szklanka upadła, rozbiło się szkło. Słychać było szuranie, ciężkie oddechy. Marcelina mocniej przytuliła się do kąta. Nagle wszystko ucichło.
Słuchaj, Tomek, ona chyba śpi usłyszała głos Wojtka.
Sam mówiłeś, niezła dziewucha, ale jakoś mi się na nią
Przecież ona ma córkę
Jaką córkę?
Marce, ona już duża. Pewnie schowała się w pokoju.
Przyprowadź ją tutaj! ucieszył się Tomek.
Marce, gdzie jesteś? do pokoju wszedł Wojtek, zobaczył Marcelinę i uśmiechnął się paskudnie. Chodź, posiedź z nami!
Mi tu dobrze.
Co się wstydzisz? Wojtek spróbował ją objąć.
Marcelina złapała za wazon stojący na komodzie i z impetem uderzyła nim Wojtka w głowę.
Roztrzaskało się szkło. Dziewczyna wyrwała się i wybiegła z pokoju.
Łap ją! rozległ się krzyk Wojtka.
Ale Marcelina była już przy drzwiach wejściowych. Nie miała czasu na buty, więc wybiegła na zewnątrz w samych skarpetkach, starych szortach i t-shircie.
Za nią ruszyli obaj mężczyźni. Na osiedlowej ulicy nie było nikogo. Wieczór, śnieg, dokąd uciekać? Za plecami rozlegały się krzyki. Biegła obok dużego domu, z którego dobiegło szczekanie psa. Zaraz ktoś krzyknął na psa.
Marcelina podbiegła do bramy i zaczęła walić w drzwi. Otworzył jej mężczyzna, około czterdziestki.
Proszę pomóc! wykrztusiła błagalnie, patrząc mu w oczy.
Wchodź! pociągnął ją za rękę i zamknął drzwi.
Andrzeju, co tam się dzieje? na korytarz wyszła kobieta.
No, właśnie gospodarz wskazał na Marcelinę. Gonią ją jacyś mężczyźni.
Szybko do środka! kobieta złapała ją za rękę. Wszystko nam opowiesz.
Marce, wyjdź po dobroci! zawołał Wojtek.
Andrzeju, nie mieszaj się! krzyknęła gospodyni. Wejdź do domu!
Z dworu dochodziły krzyki i szczekanie psa.
Trzeba zadzwonić na policję kobieta wyjęła komórkę.
Pola, daj spokój. Załatwię to sam. Wygląda, że są miejscowi.
I jak chcesz to załatwić?
Po ludzku. Uspokój dziewczynę!
Gospodarz wziął reklamówkę, podszedł do lodówki. Włożył tam butelkę i kawałek kiełbasy.
Pogłaskał psa na podwórku i razem wyszli przed dom. Podbiegł do niego Wojtek:
Oddaj Marce!
Proszę masz, zabierajcie się stąd!
Co tam jest? spojrzał do reklamówki, uśmiechnął się szeroko, kiwnął głową do kolegi. Idziemy, Tomek!
***
Tak, nazywam się Pola Serdeczna kobieta nastawiła wodę na herbatę. Usiądź, usiądź! Opowiedz, kim jesteś i co się stało.
Mam na imię Marcelina zaczęła nieśmiało, zęby jej dzwoniły z zimna. Mieszkam na tej ulicy, na końcu.
Ty jesteś córką Kingi?
Tak.
My tu krótko mieszkamy, ale o twojej mamie już słyszeliśmy.
Dziewczyna schyliła głowę i zaczęła płakać.
No nie płacz już! Pola podeszła, przytuliła ją lekko do piersi. Ten gest był dla Marceliny czymś zupełnie nowym. Objęła kobietę mocno i popłakała jeszcze bardziej.
No już, już! Zaraz wypijemy herbatę.
Wszedł Andrzej:
Załatwione.
A co z tą pięknością robimy? Pola uśmiechnęła się do Marceliny.
Pogadamy jutro! Teraz herbata, a potem kąpiel.
Chcesz coś jeść? Pola postawiła kubek herbaty przed gościem, znów się uśmiechnęła. Widzę, że chcesz.
Na stole pojawiły się kanapki i resztki ciasta.
Jedz, jedz! uśmiechnął się też Andrzej, widząc, jak dziewczyna patrzy na jedzenie.
Już więcej Marceliny nikt nie pytał. Starali się też nie zwracać na nią uwagi, widząc, jak się wstydzi.
Po kolacji Pola zaprowadziła ją do łazienki:
Umyj się, tu masz szlafrok!
***
Marcelina chciała tylko jednego żeby dziś nie musiała być wyganiana na dwór. Jak przyjemnie leżeć w ciepłej kąpieli, gdy na zewnątrz taki mróz. Ale czas się ruszyć, gospodarze czekają.
Wyszła. Gospodarze siedzieli na kanapie w pokoju. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało:
Dziękuję!
Słuchaj, Marcelino zaczęła Pola. Jak rozumiem, nikt za tobą nie będzie specjalnie szukać. Wracać nie chcesz.
Dziewczyna spuściła głowę.
Jutro rano musimy wyjechać do miasta
Rozumiem Marcelina opuściła głowę jeszcze niżej.
Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Do ogrodu nikt nie wejdzie, bo nasz pies Fuks nie wpuści. Jasne?
Tak! wykrzyknęła dziewczyna, nie kryjąc emocji.
Możesz nam na jutro ugotować barszcz uśmiechnął się przebiegle Andrzej. Umiesz?
Umiem odpowiedziała pospiesznie Dobrze gotuję. I posprzątać też mogę.
To posprzątaj na dole, jak ci nie ciężko zgodziła się Pola.
***
Obudziła się razem z gospodarzami. Leżała cichutko, bojąc się, że ją wyrzucą. Wkrótce na podwórku zgasł silnik samochodu. Po chwili zrobiło się cicho.
Wstała. Umyła się. W kuchni czajnik z gorącą wodą, na stole chleb, kiełbasa, ser. Na blacie wieprzowe żeberka.
Zjadła śniadanie. Pozmywała. Wytarła wszystko, umyła podłogę.
W korytarzu zauważyła odkurzacz. Włączyła go i zaczęła odkurzać.
Ledwo zdążyła skończyć
Co to ma znaczyć? rozległ się głos za plecami.
Odwróciła się gwałtownie. Wysoki, przystojny chłopak, jakieś osiemnaście lat, brązowe oczy pełne ciekawości.
Sprzątam powiedziała nieśmiało. A pan kto?
No to pokręcił głową i wyciągnął telefon z kieszeni:
Mamo, jestem w domu. A kto tu jest?
Synku, ta dziewczyna trochę u nas pomieszka.
Okej.
Schował telefon, popatrzył uważnie na Marcelinę i poszedł do kuchni.
Chcesz herbaty? spytała dziewczyna.
Sama sobie zrobię.
***
Marcelina schowała odkurzacz. Zaczęła wycierać kurz, nasłuchując dźwięków z kuchni.
Chłopak zjadł śniadanie, poszedł do łazienki.
Wyszedł świeżo ogolony, pachnący wodą po goleniu.
Ej, szefie, daj jeszcze jedną butelkę! krzyk z podwórka.
Co tu się dzieje? chłopak spojrzał przez okno.
Nie otwierajcie im! wystraszona Marcelina zawołała.
Popatrzył zaciekawiony na dziewczynę, uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi.
Dziewczyna podbiegła do okna. Przy płocie stali Wojtek z kolegą, coś wykrzykując. Marcelina zesztywniała ze strachu.
Chłopak wyszedł. Tamci się na niego rzucili. I nagle przewrócili się obaj w śnieg, jakby jednocześnie. Chłopak coś im powiedział, tamci wstali i z opuszczonymi głowami ruszyli w stronę domu Marceliny.
***
Chłopak wrócił. Jego wzrok zatrzymał się na zapatrzonej w okno dziewczynie. Podeszł do niej:
Przestraszyłaś się?
Nie panując nad sobą, wtuliła się w jego piersi i zaczęła płakać.
Jak masz na imię? zapytał w końcu.
Marcelina.
Ja jestem Michał. Spokojnie, już nie wrócą.
***
Michał poszedł do swojego pokoju na górę i nie schodził aż do wieczora. Marcelina ugotowała barszcz. Usiadła w kuchni za stołem, głęboko zamyślona.
Oczywiście chciałaby zostać tutaj, z tymi wspaniałymi ludźmi, choć wiedziała, że już przekroczyła wszelkie granice dobrego wychowania.
Gospodarze wrócili. Pola Serdeczna aż pokręciła głową, widząc, jak wszystko posprzątane. Andrzej docenił barszcz.
Chyba wrócę do domu powiedziała Marcelina zrezygnowana. Dziękuję wam za wszystko!
Marcelino, zostań z nami jeszcze parę dni!
Dziękuję, Polu Serdeczna! Ale pójdę do siebie powtórzyła dziewczyna.
Ruszyła do drzwi, po czym się zatrzymała. Od wczoraj chodziła po domu w pożyczonym szlafroku i kapciach.
Chodź gospodyni wzięła ją za ramię i zaprowadziła do garderoby.
Otworzyła szafę, długo przeszukiwała półki, wyciągnęła jeansy, ciepły sweter i sportową kurtkę.
Ubieraj się! Prawie jesteśmy tego samego wzrostu.
Ale nie trzeba
Chyba nie wrócisz do domu w samym szlafroku. Ubieraj się! Mnie nie ubędzie.
Ubrała się. Spojrzała nieśmiało w lustro. Nigdy nie miała tak ładnych rzeczy.
W korytarzu Pola dała jej jeszcze czapkę i zimowe buty.
Marcelino, noś w zdrowiu!
Dziękuję wam, Polu Serdeczna!
***
Życie wróciło na swoje tory. Nie do końca. Mama znalazła pracę w gospodarstwie rolnym, a jej konkubent zniknął razem z kolegą.
W końcu przyszła wiosna. Tego dnia siedziała nad lekcjami w domu, kiedy ktoś zapukał do furtki. Marcelina zerknęła przez okno i nie mogła uwierzyć przy płocie stał Michał. Kiedy ją zobaczył, skinął głową. Wychodź!
Nie wyszła wybiegła.
Cześć! uśmiechnął się Michał.
Cześć!
Mama cię o coś prosiła.
***
I tak weszła znów do tego domu, gdzie spędziła najszczęśliwszy dzień w życiu.
Witaj, Marcelino! przywitała ją Pola i przytuliła.
Dzień dobry, Polu Serdeczna!
Chodź, napijemy się herbaty!
Gospodyni nalała jej herbatę, sama usiadła przy stole.
Mam do ciebie wielką prośbę. Lecimy z mężem na miesiąc do Turcji na jej twarzy pojawił się uśmiech marzycielski. Syn rzadko bywa w domu, a może mogłabyś popilnować domu? Fuksowi trzeba dać jeść, kotu też, podlać kwiaty. Mam dużo kwiatów.
Oczywiście, Polu Serdeczna!
No i super sięgnęła po pieniądze. Tu masz dwadzieścia tysięcy złotych.
Polu Serdeczna, dlaczego tak dużo?
Bierz! Nie zbiedniejemy. Zaraz ci wszystko pokażę!
Marcelina dokładnie zapamiętywała, gdzie stoją doniczki, co i gdzie podlać. Gdzie jest karma dla kota, gdzie mięso dla psa. Potem Pola zawołała:
Michał! syn od razu wyszedł z pokoju. Zapoznaj Marcelinę z Fuksem!
Chodź chłopak lekko położył rękę na jej ramieniu.
Wyszli na podwórko, odwiązali psa i poszli na spacer.
Całą drogę Michał opowiadał o studiach, karate, rodzinnym biznesie.
A Marcelina myślała o czymś innym. Zrozumiała wyraźnie, że pomiędzy nią a Michałem jest taka sama przepaść, jaka dzieli jej mamę od rodziców Michała. Tak, to dobrzy, życzliwi ludzie, ale to nie bajka o Kopciuszku to życie.
Za dwa miesiące zdaję egzaminy w kolegium, dam radę! Będę się uczyć, pracować, walczyć zostanę kimś. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest wymarzonym chłopakiem ale nie dla mnie!
Jestem wdzięczna Poli Serdecznej za ubrania i te dwadzieścia tysięcy. Dzięki temu przetrwam w Poznaniu przez pierwsze tygodnie.
W głębi duszy Marcelina poczuła, że właśnie kończy się jej trudne dzieciństwo. Nadchodzi dorosłe, niełatwe życie, w którym wszystko zależy już od niej.
Doszli do domu. Marcelina pogłaskała Fuksa po szyi, uśmiechnęła się do Michała i ruszyła w stronę domu. Już jutro zacznie się jej praca w tym domu. Tylko praca i nic więcej!



