Wyimaginowana przyjaciółka
Przez trzeci dzień z rzędu przy Aleksandrze tłoczyło się pół szkoły. Dziewczyna zyskała sławę jasnowidzki i psychologa. Wszyscy chcieli skorzystać z jej mądrości. Przyłapywali ją przy toalecie, dosiadali się do niej na stołówce, dawali czekoladki, zeszyty z zadaniami albo różne drobne prezenty, których ona zadziwiająco zawsze odmawiała.
Zakochałam się w Dominiku z 5b. Myślisz, że moglibyśmy założyć razem rodzinę? zapytała z rozmarzeniem jej koleżanka Zuzanna.
Nie polecam. Dominik tylko z wierzchu taki grzeczny, a tak naprawdę cały czas grzebie w nosie i zjada swoje babole. O głód się nie bój, ale na tym się kończy. Tak już pewnie zostanie przez całe życie odpowiedziała Aleksandra, gryząc obwarzanka i siorbiąc herbatę.
Fuj! Jaka obrzydliwość! A co z Mateuszem? Przecież to prymus, gra na gitarze znów zapytała rozpromieniona Zuzia.
Mateusz znęca się nad kotami. Przywiązuje puszkę do ogona i gania je po podwórkach. Będzie z niego okrutnik, a i pić zacznie.
Skąd wiesz?
Gdzie widziałaś niepijącego gitarzystę? Zresztą zostaw te sprawy, żyj dla siebie chłopaki nie uciekną. Popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo robaki się do ciebie wprowadzą.
Ja nie mam żadnych kolegów. Każdy mówi, że jestem gruby i nikt mnie nigdzie nie zaprasza żalił się Paweł z 4c, przepychając wpatrzoną w siebie piątoklasistkę na drugi koniec ławki.
W środę rusza nabór na zapasy. Zgłosić się możesz u wuefisty. Schudniesz, nie schudniesz, ale wyzwisk już nie usłyszysz. I nie popychaj tak swojej przyszłej żony rzuciła Aleksandra.
Wstała od stołu i zaniosła tacę do okienka zmywaka.
Ola, jak myślisz, czy lepiej zrobić prawo jazdy w tym roku, czy w następnym? zagadnęła przy zlewie nauczycielka geografii.
Pani Elżbieto, żeby robić prawo jazdy, trzeba mieć samochód, a pani ma jedynie po ojcu Fiata. Czuje pani różnicę?
Chyba tak
Aleksandra przewróciła oczami, umyła ręce i wyjaśniła:
Sprzedajcie tego starego grata, za uzyskane złotówki kupcie sobie lepiej rower i spodenki, za dwa miesiące i tak będą panią wozić do pracy. Albo lepiej weźcie kredyt hipoteczny oprocentowanie jest teraz śmietankowe, a w wieku trzydziestu pięciu lat z rodzicami to już wstyd mieszkać. Mówię pani wiem co mówię.
Patrząc na nią osłupiałym wzrokiem, nauczycielka zniknęła, a Ola ruszyła do klasy na zajęcia techniczne.
W czasie lekcji koleżanki ćwiczyły się w cięciu tkanin i nawlekaniu igły, a Aleksandra zdążyła zszyć spodnie przyniesione z domu, przerobić spódnicę i wydziergać na szydełku parę skarpet, które wręczyła nauczycielce od techniki z uwagą, że w ciąży trzeba dbać o ciepłe stopy. Nauczycielka natychmiast wybiegła z lekcji do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajadała się czekoladowym tortem, którym nauczycielka odwdzięczyła się Aleksandrze.
W domu Ola także była nietypowa. Skrytykowała mamę za kupioną mielonkę i sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast youtuba zasiadła do Trzech muszkieterów, szepcząc co chwilę coś pod nosem. Tata patrzył na nią zza monitora, a Ola nie omieszkała mu wypomnieć, że się garbi i lepiej niech pójdzie wytrzepać dywan, zamiast siedzieć na podejrzanych stronach.
Plotki rozniosły się po szkole; nauczyciele zaczęli się niepokoić i wezwali psychologa. W samym środku lekcji zebrał się komitet nauczycielski nawet dyrektorka przyszła.
Aleksandro, kochanie, czy ktoś cię w szkole krzywdzi? zaczął pytania psycholog z modną brodą i okularami.
Nie w tym rzecz, ale że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a do sali gimnastycznej kupili tylko starego kozła i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektorkę, która nagle wyszła na zebranie przez uchylone okno.
Nikt się z tobą nie przyjaźni?
Przyjaźń to pojęcie względne przeciągnęła Aleksandra z miną pełną nudy, plącząc w dłoniach warkocze. Dziś gracie na przerwie w berka, jutro koleżanka myje u ciebie naczynia, kiedy ty rozliczasz PITy.
Czekaj, o jakich PITach, jakich naczyniach? Kto ci to opowiadał?
Moja przyjaciółka.
No i tu mamy problem! Może zaprosisz ją tutaj?
Ale ona tu jest odpowiedziała spokojnie dziewczynka, wprawiając wszystkich w zdumienie.
My jej nie widzimy. Jak ma na imię?
Róża Pawłowna.
Ile ona ma lat?
Siedemdziesiąt.
A co ci jeszcze mówi?
Że zęby trzeba myć od dziąseł, że pies na naszym podwórku nie jest groźny, tylko przestraszony i głodny. I że o rodzinie nie wolno zapominać. Poza tym mówi, że od pięciu lat źle wam obliczają podatek od nieruchomości. Macie iść do urzędu i przeliczyć według wartości rynkowej, bo do tej pory brali pod uwagę tylko kataster.
Psycholog wszystko zapisał, to ostatnie nawet podkreślił dwa razy.
Do rodziców zadzwoniono przez szkolny interkom obydwoje byli w pracy.
Zaczekajcie! rozległ się głos podekscytowanego ojca. Tak miała na imię moja mama! Odeszła dziesięć lat temu!
Gabinet wypełniły westchnienia i szeptane modlitwy.
No właśnie, dziesięć lat minęło, a nikt nawet nie zajrzał. Wszystko zarosło trawą, ogrodzenie się przekrzywiło rzuciła z wyrzutem Aleksandra.
No chciałem tylko zawsze coś bełkotał z głośnika ojciec.
Sesja się zakończyła.
Następnego dnia wszyscy pojechali na cmentarz. Aleksandra nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z opowieści ojca. Mogiłę odnaleźli z trudem dawne sosnowe zagajniki zamieniły się w marmurowe pole.
Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i wsadziła w przyciętą plastikową butelkę. Ojciec poprawił ogrodzenie, matka wypieliła chwasty.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, ale cały ugrzązłeś w pracy i internecie, przez to nie masz na nic czasu nawet dla mnie.
Ojciec zarumienił się ze wstydu i pokiwał głową na znak, że rozumie.
Obiecaj, że się poprawimy dodała, głaszcząc córkę i potem wyblakłe zdjęcie na nagrobku.
Teraz już jest spokojna i nie będzie do mnie przychodzić Chociaż bardzo będę za nią tęsknić, bo była dobra, wesoła i mądra.
To prawda. Babcia naprawdę potrafiła ludzi przenikać na wylot. Coś jeszcze ci przekazała?
Tak. Powiedziała, że twoja dieta ogórkowa to bez sensu. Chcesz schudnąć idź na siłownię. I żebyś nie zakładał konta walutowego w ciemno, tylko dokładnie policzył, zanim podejmiesz taką decyzję. A co do tego taniego betonu, który zamówiłeś na wylanie fundamentów pod saunęTato roześmiał się przez łzy i przytulił Aleksandrę najmocniej, jak umiał. To cała ona, zawsze wiedziała lepiej wyszeptał pogodnie.
Gdy wracali, wiatr cicho plątał się między grobami, niosąc zapach wiosny i coś jeszcze cichutką, prawie niewyczuwalną obecność. Aleksandra szła krok przed rodzicami, pewnie i spokojnie, bo wiedziała, że nigdy nie była sama. Wyobraźni nie trzeba się bać, gdy podpowiada, co ważne naprawdę.
W poniedziałek przy szkolnej bramie zatrzymała się Zuzia, z niepewnością ściskając dłoń Aleksandry.
Myślisz, że kiedyś będę umiała sama podejmować decyzje?
Aleksandra uśmiechnęła się i spojrzała w słoneczne niebo.
Oczywiście. Każdy ma w sobie kogoś mądrego, wystarczy posłuchać serca. A czasem wyobraźni.
Zuzia roześmiała się, Paweł podszedł z piłką, a wokół nich zaczęli zbierać się kolejni koledzy. Tego dnia Aleksandra nie musiała nikomu nic przepowiadać ani doradzać. Usiadła w cieniu drzewa i wsłuchała się w zwyczajne rozmowy, smakując ich zwyczajność jak najlepsze lody w upalny dzień.
Na schodach szkoły, przez krótki moment, dziewczynka zobaczyła cień w kapeluszu, odwracający się do niej z uśmiechem. Mrugnęła do Róży Pawłowny, wiedząc, że teraz już wszystko będzie dobrze w rodzinie, w szkole, w sercu i w świecie. Tam, gdzie kończy się wyobraźnia, zaczynają się prawdziwe przyjaźnie.


